Wczorajszy mecz rewanżowy Riga FC – Dundalk zakończył się, podobnie jak pierwsze starcie, wynikiem 0-0. Dogrywka również nie przyniosła rozstrzygnięcia, co oznaczało rzuty karne. Te ostatecznie lepiej wykonywali goście z Irlandii, którzy tego dnia mogli liczyć na solidne wsparcie swoich 350 kibiców, którzy przyjechali do Rygi.
Klątwa karnych
Już drugi rok z rzędu seria „jedenastek” okazała się być gwoździem do trumny dla Rigi FC. W ubiegłorocznych rozgrywkach, w I rundzie eliminacji do Ligi Europy, łotewski zespół również odpadł po rzutach karnych. Teraz spotkało go to drugi raz, w swoim drugim w historii występie na arenie międzynarodowej. Porażka w karnych z Dundalk 4-5, oraz fakt że Bate Borysów pokonał Piasta Gliwice, sprawiają że mistrz Polski i mistrz Łotwy spotkają się w II rundzie eliminacji do Ligi Europy. Dla Rigi będzie to pierwsze starcie z zespołem z naszego kraju.
Bez zmian
W drugim spotkaniu trener Rigi, Mihails Koņevs, o dziwo postawił na dokładnie ten sam skład, który grał w pierwszym meczu. Standardowo ustawienie ze skrzydłowymi i jednym napastnikiem. Największą bolączką obydwu zespołów w tamtym meczu był całkowity brak skuteczności. Obydwie drużyny oddały po 7 strzałów, z czego w obydwu przypadkach celny był tylko jeden. Mimo wszystko nie skłoniło to trenera do jakichkolwiek zmian personalnych w taktyce. Efekt? 11 strzałów Rigi, 2 celne, 6 niecelnych i 3 zablokowane. Daje to zawrotny procent celnych uderzeń – 18%. Miejmy nadzieję, że chociaż na Ligę Europy zostaną wyciągnięte wnioski.
Biliński bez szansy
Cała ta strzelecka niemoc nie tchnęła Koņevsa do wprowadzenia na boisko Kamila Bilińskiego. Riga umie stworzyć sobie sytuację, ale gorzej z jej wykorzystaniem. Na ligę być może to wystarcza, natomiast na Europę już nie. Tym bardziej niezrozumiałe było dla mnie, że Polak nie dostał szansy nawet w rewanżu. Choćby z ławki. W przerwie między meczami z Dundalk odbył się Puchar Łotwy. Z pierwszoligową Super Novą Biliński wbił 4 bramki, a jego zespół wygrał 6-0. Ktoś może powiedzieć, że co to za sztuka strzelać rywalowi z niższego szczebla rozgrywek. Niby tak, ale mówimy tutaj o jednej z najlepszych drużyn 1. Līgi, z aspiracjami do awansu. Ponadto lepiej gdyby tych bramek nie zdobył? To jak to by o nim świadczyło? Biliński wielokrotnie pokazywał już, że potrafi znaleźć się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Umie w odpowiednim momencie dostawić nogę lub głowę, bądź stworzyć sobie sytuację strzelecką. Dlaczego zatem trener w meczu z Dundalk trzymał na ławce zawodnika, który być może przerwałby ten brak skuteczności?
Potrzeba odwagi
Oczywiście to do trenera należy ostateczna decyzja w sprawie składu na mecze ligowe i ciąg dalszy w europejskich pucharach. Nie ma jednak co ukrywać, że obecny wariant który przyjął po prostu na dłuższą metę nie wypali, a na pewno nie poza Virslīgą. W obecnej dyspozycji ofensywy mistrza Łotwy, Piast tak naprawdę nie ma się czego obawiać. Jeżeli Riga będzie chciała coś ugrać z mistrzem Polski, to tu trzeba będzie odważniejszych decyzji. Choćby takich jak sięgnięcie po Kamila Bilińskiego.







