Przez pewien moment Riga FC przegrywała 0-1 z Kecskemeti, RFS Ryga jeszcze w pierwszej połowie musiał grać w osłabieniu, a Auda dostawała bolesną lekcję futbolu od Spartaka Trnawa. Zanosiło się na noc w ponurych nastrojach ale Riga uratowała humory łotewskich fanów piłki nożnej i dołączyła do Valmiery w III rundzie eliminacji do Ligi Konferencji.
Deklasacja
Jako pierwsza swój mecz spośród łotewskich klubów grała Auda. Debiutanci w pierwszym meczu dość niespodziewanie wywalczyli u siebie remis. Duży wpływ na to miał fakt, że Słowacy większość spotkania musieli grać w 10 po czerwonej kartce. Było jasne, że w rewanżu nie ma co liczyć na podobny prezent i należy spodziewać się ciężkiej przeprawy.
Pierwsza połowa była najlepszym dowodem na to, kto rozdaje w tym spotkaniu karty. W ciągu zaledwie 10 minut Auda dała wbić sobie 3 bramki i w zasadzie było już po meczu. Łotysze mieli problem ze stwarzaniem sobie sytuacji bramkowych i sam fakt, że pod koniec meczu udało im się zdobyć trafienie honorowe (autorem piłkarz z Sudanu Południowego – Manyumow Achol) jest już dużym sukcesem. Wcześniej jednak gospodarze dorzucili jeszcze jedno trafienie i skończyło się na 4-1. Mimo tego, że Słowacy dominowali pod każdym względem, na poniższym materiale można zobaczyć jak trudna była to porażka dla Audy.
Mēs būsim atpakaļ.💚🖤
📽️ @grianDs_Filmee pic.twitter.com/uJTGaICM3b
— FK AUDA (@fkauda) August 3, 2023
Fiasko na wschodzie
RFS Ryga w pierwszym meczu u siebie przeciwko Sabahowi Baku irytował nieskutecznością i zapłacił za to najwyższą cenę – rywal wykorzystał swoje okazje i wygrał 2-0. Łotysze nie byli jednak do końca na straconej pozycji. Strata dwóch bramek była do odrobienia, choć ewentualna dogrywka byłaby prawdziwym sprawdzianem wytrzymałości. Obie drużyny rywalizowały bowiem w około 30-stopniowym upale. Lepiej przystosowani do gry w takich warunkach byli naturalnie Azerowie.
Wydawało się, że wszelkie nadzieje w 34. minucie pogrzebał Artūrs Zjuzins, który w przeciągu 4 minut zgarnął 2 zółte kartki i osłabił zespół. Za protesty w tej sytuacji upomniany został Żiga Lipuscek. Dość nieoczekiwanie to jednak Łotysze pierwsi objęli prowadzenie, a bramkę w 67. minucie zdobył Jānis Ikaunieks. Gospodarze odpowiedzieli 10 minut później i było już jasne, że tylko cud może dać RFS-owi choćby dogrywkę. Najbardziej bolesna była jednak druga bramka Sabahu, która została zdobyta w 94. minucie i pozbawiła RFS remisu. Tym samym zeszłoroczny uczestnik fazy grupowej tegoroczne zmagania kończy na II rundzie eliminacji.
Z piekła do nieba
Na sam koniec to co najlepsze czyli Riga FC. Po porażce 1-2 na Węgrzech nie do przecenienia okazała się bramka Anthony’ego Contrerasa z końcówki spotkania z Kecskemeti. Dzięki temu u siebie wystarczyło odrobić stratę jednej bramki aby wyzerować stan dwumeczu i szukać szans na zwycięstwo.
Już w 8. minucie plany te zniweczył gol Levente Vago a Kecskemeti miało już dwubramkową zaliczkę. Węgrzy dowieźli prowadzenie do przerwy i bardziej niż jasne było, że w drugiej połowie Riga musi zaatakować za wszelką cenę jeśli chce jeszcze próbować coś ugrać.
Pierwszy raz słońce zza chmur wyjrzało w 62. minucie. Ngonda Muzinga wyrównał stan meczu, ale jeszcze nie rywalizacji. Riga trzymała swoich kibiców w napięciu do samego końca, a dokładniej do 95. minuty. Właśnie w tak dramatycznych okolicznościach decydującego gola strzelił inny piłkarz rodem z DR Konga, Gauthier Mankenda. Te trafienie doprowadziło do dogrywki i na pewno wystawiło na próbę pewność siebie gości, a jego strzelec przez kibiców uznawany jest najlepszym piłkarzem meczu. Gospodarze poszli za ciosem i gdy wszyscy spodziewali się rzutów karnych, w 122. minucie decydującą bramkę strzelił Mouhamed Ngom i doprowadził stadion Skonto do szaleństwa. Cała drużyna dostała zasłużoną owację na stojąco za odwrócenie losów meczu.
Następnym rywalem Rigi będzie holenderskie Twente.
fot. Riga FC







