Drugi rok z rzędu Valmiera FC nie zagra w Europie mimo tego, że sportowo wywalczyła do nich prawo. Sekretarz generalny federacji Arturs Gaidels w rozmowie z serwisem Sportacentrs wyjaśnił dlaczego tak się stało.
Sytuacja powiązana jest z tym, że Valmiera nie uzyskała licencji na grę w Virslīdze co jak się okazało blokuje jej drogę do Europy nawet w przypadku przystąpienia do gry na zapleczu. Oczywiście w piłce znane są przypadki kiedy drugoligowy klub wygrywa krajowy puchar i kwalifikuje się do europejskich pucharów (np. w tym sezonie Wisła Kraków oraz Corvinul Hunedoara), jednak ścieżka procesu licencyjnego jest zupełnie inna. „Przepisy stanowią, że jeśli klub nie otrzyma licencji LFF A, to w ogóle nie może ubiegać się o licencję UEFA”. – powiedział Gaidels. W tej sytuacji furtka dla Valmiery jest zamknięta a skorzysta na tym następny w kolejności BFC Daugavpils, 5. ekipa sezonu 2024. Pełną gotowość wyraża także zdobywca 6. miejsca, FK Lipawa, ale pierwszeństwo ma wyżej sklasyfikowany zespół, chyba że i on nie spełni wymogów licencyjnych. Na to się jednak nie zanosi. Gaidels podkreśla, że różnica między licencją na Virslīgę a licencją UEFA to tylko nieco surowsze zasady dotyczące monitorowania finansów w przypadku tej drugiej, a BFC spełnił wszystkie niezbędne kryteria.
Jak się również okazało Valmiera nie ma już możliwości walki w Trybunale Arbitrażowym w Lozannie, a temat braku klubu na najwyższym szczeblu rozgrywek jest definitywnie zamknięty. Taka sytuacja jest już przewidziana w regulaminie LFF, który stanowi, że w takich przypadkach ostateczną decyzję podejmuje Komisja Apelacyjna LFF. Ten organ uznał, że Valmiera nie spełniła wymagań licencyjnych.
fot. Valmiera FC







