Vitālijs Maksimenko przepytany!

Vitālijs Maksimenko to piłkarz, który odwiedził różne państwa, grał w wielu miejscach takich jak Rosja, Wielka Brytania, Holandia, Austria, Polska czy Słowenia. Niedawno udał się w swoją najdłuższą piłkarską podróż, bo aż do Japonii. Pod tym i wieloma innymi kątami Łotysza przepytali: miłośnik japońskiej piłki Klemens Przybył z J.League – Poland, oraz Szymon Góralski. Wywiad zdecydowałem się podzielić na dwie tematyczne części, bo pytania były na tyle różnorodne, że nie opłacało się tego ze sobą mieszać.

Część I: japońska. Autor pytań: Klemens Przybył.

Jak to się stało, że zdecydowałeś się na wyjazd do Japonii? Ktoś polecił, czy po prostu klub sam złożył ofertę?
Dostałem propozycję od agenta i zgodziłem się. Powiedziałem, że jestem zainteresowany, więc znalazłem się na klubowej liście kandydatów.

A miałeś jakieś oferty z innego klubu z J.League czy z Europy?
Tak. Było wystarczająco dużo ofert, gdzie mógłbym kontynuować karierę. Polska, Ukraina, Kazachstan, Grecja. Pojawiło się jeszcze kilka krajów, ale te opcje były mniej konkretne.

Czy wiesz, że możesz zostać pierwszym zawodnikiem z Łotwy w historii ligi profesjonalnej J.League? Nikt z Twojego kraju nie występował wcześniej w japońskim klubie.
Tak, wiem. To prawda i mam nadzieję, że stanie się to w niedalekiej przyszłości.

A jakie miałeś wrażenie po pierwszym dniu treningu z Japończykami? Były zaskoczenia?
Oczywiście, Japonia to inna kultura, unikalny naród. Wydaje mi się, że nie ma podobnego kraju na świecie. Również tutjesza piłka różni się od europejskiej, gdzie gra jest szybsza, bardziej dynamiczna. Nowe ćwiczenia treningowe, taktyka, wymagania, język, zwyczaje kulturowe. Na samym początku spotkało mnie wiele nowych rzeczy.

Jak sobie radzisz z językiem japońskim? Czy jest ciężko?
Język jest ciężki, nie ma co ukrywać. Japończycy używają wielu angielskich słów w komunikacji, ale przy ich wymowie nie da się zrozumieć, że słowa pochodzą z języka angielskiego. Nauczyłem się kilku wyrazów, ale wciąż jest ich niewiele. Staram się uczyć jak najwięcej. Mimo wszystko w klubie pracuje dwóch tłumaczy, którzy zarówno na boisku, jak i poza nim tłumaczą nam wszystko, wszędzie pomagają, począwszy od instrukcji trenera, a skończywszy na sprawach domowych. Dlatego z każdym pytaniem możesz do nich zadzwonić. Pod tym względem organizacja na wysokim poziomie. Czuję się tu komfortowo.

Z kim utrzymujesz kontakt w klubie?
W klubie jest 3 obcokrajowców. Ja, Filip Kljajic z Serbii i Nermin Haskic z Bośni. Zasadniczo dobrze rozumiemy się ze sobą. Inny gracz, Shinozuka Ippei, jest Japończykiem z rosyjskim paszportem. Czasami spędzamy razem czas.

Po transferze do drugoligowca Omiya Ardija miałeś jakieś okazję zwiedzić nowe miejsce w okolicach Saitamy oraz inne miasta? Na przykład Tokio?
Przed pandemią koronawirusa zdążyłem odwiedzić Tokio. Później, jak klub odradził nam już odwiedzać Tokio i przebywać w zatłoczonych miejscach, chodziłem tutaj w okolicy w Omiya. Tokio widać z mojego balkonu w oddali. Po prawej stronie jest również widoczna góra Fujisan, zwłaszcza przy pięknej pogodzie.

Skontaktowałeś się z Kristapsem Zommersem? Twój rodak jest też w Japonii, ale w drużynie na poziomie Japan Football League (czwarta liga japońska) – Nara Club.
Nie. Nie poznaliśmy się osobiście i nie kontaktowaliśmy się.

Niestety teraz mamy ciężki okres z tą epidemią, a władze J.League zawiesiły rozgrywki na czas nieokreślony (planowano 30 maja, ale kilka dni temu przedłużyli do 13 czerwca – nie jest do końca potwierdzone). Jak sobie radzisz z tą sytuacją?
Rozgrywki ligowe były przenoszone już kilka razy, ale tutaj dla nas piłkarzy nie jest tak ciężko jak w Europie. Odwiedzaliśmy i nadal odwiedzamy bazę treningową 4 – 5 razy w tygodniu. Treningi są organizowane w grupach 4 – 5 osób. Ćwiczymy na boisku z piłkami, na siłowni i biegamy. Dlatego nie trzeba było trenować w domu. Tylko jeśli sam ktoś chciał dodatkowo poćwiczyć.

Przejdźmy teraz do inauguracji sezonu J2. Wiem, że pojechałeś do Mito na pierwszy mecz z miejscowym klubem HollyHock. Całe spotkanie obejrzaleś z ławki rezerwowych. Jak podobała Ci się atmosfera na K’S Denki Stadium?
Bardzo mi się podobało. Stadion był pełny, czyli około 10-12 tys. Kibicują dobrze i głośno, oczywiście na swój sposób, w stylu japońskim. Ale widziałem nawet flagi Łotwy u naszych fanów, co mile mnie zaskoczyło.

Czy przed wyjazdem do Kraju Kwitnącej Wiśnii miałeś okazję trenować z Japończykiem w europejskim klubie?
Tak, to Yuki Otsu. Grałem z nim w Holandii, jest to bardzo dobry piłkarz, ale prześladowały go kontuzje. Obecnie jest jednym z liderów swojej drużyny tutaj, w Japonii. W lidze łotewskiej grał ze mną Japończyk Minori Sato. A przy okazji w Venlo był asystent trenera pochodzący z Japonii, w przeszłości bardzo znany piłkarz, Fujita Toshiya. Już do mnie napisał, i chcemy się spotkać po zakończeniu sytuacji nadzwyczajnej w kraju.

Jeśli J.League nie wznowi rozgrywek dłużej niż planowano to będziesz chciał wrócić do Europy na zasadzie półrocznego wypożyczenia i potem wrócić?
Mam nadzieję, że wkrótce wznowimy rozgrywki ligowe, więc o tym nie myślę. Mam tu kontrakt i chciałbym zostać dłużej. Podoba mi się tu. Czas pokaże jak będzie rozwijać moja kariera w Japonii.

Jaki ma główny cel Omiya Ardija po odwieszeniu ligi?
Klub był bliski powrotu do ekstraklasy i to kilka lat z rzędu. Cel pozostaje ten sam, czyli awans do J. League 1.

Część II: polsko-łotewska. Autor pytań: Szymon Góralski.

Jak to się stało, że trafiłeś do Polski? Czy łatwiej było Ci się zaaklimatyzować dzięki Vladislavsowi Gutkovskisowi?
Do Polski trafiłem dzięki jednemu agentowi. Otrzymałem konkretną ofertę i postanowiłem ją przyjąć. Ponieważ już jakiś czas w klubie grał Gutkovskis, to zapytałem go o to, jak jest w Niecieczy. Dowiedziałem się jak wszystko jest zorganizowane, i jakie są warunki dla piłkarzy. Dzięki Vladislavsowi, Janowi Musze, Artemowi Putiwcewowi udało mi się dobrze zaaklimatyzować. W pierwszych dniach pomogli mi w niektórych kwestiach, a także w przyszłości trzymaliśmy się razem. Dobrzy ludzie. Wciąż mam z nimi kontakt.

Grałeś trochę czasu w Niecieczy. Co zapamiętałeś z tego okresu Twojej kariery?
Z Termaliki mam pozytywne wspomnienia. Polska liga jest dobra i ogólnie ciekawa. W waszym kraju jest, można powiedzieć, miłość do piłki nożnej. Podobało mi się, poznałem nowych ludzi. Jedynie i najważniejsze co, to brakowało mi minut na boisku. Byłem z tego niezadowolony i jednocześnie pewien, że mogłem grać więcej i przynieść dużo więcej korzyści klubowi. A Termalice życzę szybkiego powrotu do ekstraklasy.

Miałeś przyjemność pograć w reprezentacji z Mārisem Verpakovskisem. Co o nim powiesz jako piłkarzu?
Byłem z tego powodu bardzo zadowolony, że jestem z nim razem na boisku, i mogę dzielić szatnię z jednym z najlepszych piłkarzy w historii Łotwy. Świetny zawodnik, dorastałem podczas jego najlepszego okresu w karierze, kibicowałem, i podawałem mu piłki na stadionie. Teraz możemy spokojnie sobie porozmawiać na różne tematy, co wcześniej wydawało mi się niemożliwe. Mamy dobre relacje. W niewielkiej części mojej kariery w Lipawie był prezesem klubu, a ja graczem. Miałem propozycję z Austrii, w klubie byłem tylko 3 tygodnie, mieliśmy ustną umowę, że w przypadku propozycji z Europy nie będzie utrudniał mojego przejścia. Tak też się stało. Jestem mu za to wdzięczny.

Byłeś w Brighton & Hove Albion. Jak wspominasz pobyt w Anglii i dlaczego nie przebiłeś się do zespołu?
Wspomnienia ciepłe. Wysoki poziom piłki nożnej, najwyższy profesjonalizm. Powody dla których się nie przebiłem to brak doświadczenia oraz to, że z Łotwy do Anglii to duży skok. Teraz w niektórych momentach zachowywałbym się inaczej, ale nie żałuję, bo wiele tam się nauczyłem. Natomiast w tym momencie, mając inne podejście do wielu spraw piłkarskich i pozapiłkarskich, mogłem więcej wycisnąć z tego okresu.

Dobrze Ci szło w Mattersburgu. Co powiesz o tym okresie kariery?
Bardzo miłe wspomnienia. Jeden z moich ulubionych klubów, ponieważ atmosfera tam jest rodzinna, są dobrzy ludzie w klubie i było ok. Warunki futbolu, standard życia podobały mi się. Moja żona również lubiła życie w tym mieście. Chętnie odwiedziłbym to miejsce w przyszłości, a w jakiej roli, to pokaże czas.

Latem 2019 roku w I rundzie eliminacji do Ligi Europy zagraliście z RFS. Najpierw przegraliście w końcówce 2:3. A potem na Daugavie w końcówce strzeliliście gola na 2:0 i awansowaliście dalej. Czy w Rydze grałeś na środku obrony? Oraz jak to jest zagrać przeciwko klubowi z Twojego kraju?
Do pierwszego meczu nie zdążyłem się do końca przygotować po niewielkiej kontuzji odniesionej na reprezentacji. Po pierwszym meczu byłem rozczarowany, ale wewnętrznie pewny siebie i chłopaki mówili między sobą w ten sam sposób, że to było nieporozumienie, że jesteśmy silniejsi i udowodnimy to. Fajnie, że się udało. Wystąpiłem na pozycji bardziej odpowiedniej dla mnie czyli na środku obrony. To ciekawe doświadczenie, bo grałem zarówno w domu jak i na wyjeździe. A moja rodzina kibicowała mi na stadionie w swoim mieście, a przeciwko swoim.

W rewanżu już przy stanie 2:0 dla Was była w waszym polu karnym kontrowersja. Czy Japończyk Sato był faulowany? Powtórki z tego zdarzenia nie było. Oglądałem ten mecz od około 60 minuty.
Szczerze mówiąc, nie pamiętam już tej sytuacji. Prawdopodobnie nic tam nie było skoro nie pamiętam.

Jeszcze o reprezentacji. Moim zdaniem eliminacje do Euro 2016 były dla Was pechowe. Ok, dwukrotnie i zdecydowanie przegraliście z Holandią, ale w meczach z Czechami mogły być 4 punkty a nie 1. Na wyjeździe minimalnie niecelny strzał Valerijsa Sabali a u siebie w drugiej połowie zdominowaliście rywala. Np. Petr Cech kapitalnie obronił główkę Igorsa Tarasovsa. W Reykjaviku także po przerwie przeważaliście. Co powiedziałbyś o tych eliminacjach?
Teraz, pamiętając te eliminacje, można powiedzieć, że grupa była bardzo ciężka, ale nasz zespół wcale nie był słaby. Wszyscy gracze grali za granicą w dobrych klubach. Gdzieś nie mieliśmy szczęścia. Myślę, że mogliśmy zdobyć trochę więcej punktów i wyprzedzić przynajmniej Kazachstan, ale nie udało nam się. Uważam, że wtedy graliśmy dobrą piłkę, opartą na groźnych kontratakach. Byliśmy niebezpieczni.

Jaki jest trener Marians Pahars?
Dobry trener. To on postawił na grę z tym kontratakiem. Miał plan na przyszłość i profesjonalne podejście do sprawy. Wszystko robił dla zawodników, o ile pozwalały na to warunki w reprezentacji. Był wymagający, lubi dyscyplinę, wciąż zdobywa doświadczenie. Myślę, że ma przed sobą jeszcze całą karierę trenerską. Mam z nim dobre relacje jako trener, jako człowiek, oraz słucham jego rad na boisku i poza nim.

Wierzyłeś, że z ponad 30 metrów możesz pokonać Yanna Sommera? Mecz w Rydze eliminacjach do Mistrzostw Świata 2018.
To była gra ze Szwajcarią, jeśli to masz na myśli. Był dobry moment na uderzenie, trzeba było szukać szansy, być może trzeba było kopnąć trochę inaczej. Był to strzał na wygodnej wysokości dla bramkarza.

Macie obecnie trudny okres w reprezentacji. Czy zwycięstwo z Austrią (nawet jeśli w większości rezerwową) może pomóc w osiągnięciu lepszych wyników przez narodową kadrę?
Zwycięstwo nad Austrią było ważne pod względem emocjonalnym i psychologicznym. Zagraliśmy dobre spotkanie. Trener Stojanovic przekazał swój plan graczom, a oni z kolei przyjęli jego filozofię i wymagania. Zaczęliśmy lepiej rozumieć się a zespół na tym zyskał.

Czym dla Ciebie były mecze z Polską? Opisz również mecz w Warszawie, otoczkę spotkania, może stadion Narodowy.
Gra w Warszawie na pełnym stadionie, to są emocje nie do opisania. Bardzo lubię polskich kibiców, to jak kochają piłkę nożną, i wspierają swoje drużyny oraz reprezentację. Dla mnie te mecze były rozgrywane przeciwko jednemu z najlepszych napastników w Europie – Robertowi Lewandowskiemu, a także przeciwko innym piłkarzom prezentującym wysoki poziom. Oczywiście oba mecze z Polską były wyjątkowe, szczególnie dla tych, którzy grają lub grają w polskiej lidze.

Jak się gra przeciwko Robertowi Lewandowskiemu? A może inny polski zawodnik zrobił na Tobie wrażenie?
Jest wielkim sportowcem, zawodowcem, graczem technicznym, niebezpiecznym i inteligentnym napastnikiem. Doskonale porusza się bez piłki i otwiera się w strefie, jest bardzo dobry w tym. W polu karnym nie możesz dać mu najmniejszego miejsca, bo w przeciwnym razie jest niebezpiecznie i najczęściej strzela gole. Wyróżniłbym jeszcze Zielińskiego, fajny zawodnik.

fot. Alex Puskins

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie