Vytautas Lukša w 2019 roku rozegrał ostatni sezon w A Lydze. Obecnie kopie już tylko dla frajdy z czwartoligowym FK Margiris Wilno lub w rozgrywkach ligi weteranów. W rozmowie z Bałtyckim futbolem Litwin powspominał swoją karierę, a szczególnie jej polski etap.
Rafał Kobza (Bałtycki futbol): Co tam słychać po zakończeniu kariery zawodowej? Wiem, że nadal grasz, ale już tylko amatorsko. Chciałeś dalej cieszyć się futbolem?
Vytautas Lukša (FK Margiris): Tak, gram, piłka nożna wciąga. Razem ze starymi przyjaciółmi spotykamy się, rozmawiamy i gramy dla swojej przyjemności.
Dużo grałeś na wschodzie Europy – na Białorusi, Ukrainie. Co możesz powiedzieć o tamtejszym futbolu? O mentalności, zainteresowaniu, ludziach?
Tak, miałem okazję pograć. Tam futbol jest inny, różni się, zarówno infrastruktura jak i sama gra. Bazy treningowe są dobre, boiska wysokiej jakości, kluby mają odpowiednie warunki dla rozwoju gracza. Duża konkurencja, dużo siły fizycznej, większa szybkość. Ludzie interesują się piłką nożną, żyją nią, jest dużo uwagi ze strony mediów. Na stadionach gromadzą się tysiące widzów, aby wspierać piłkarzy. Polska ma prawdopodobnie jednych z najlepszych fanów, jakich widziałem. Szacunek dla nich za takie wsparcie.
Także na Litwie grałeś w wielu różnych miastach – w Wilnie, Kownie, Poniewieżu czy Kłajpedzie. Gdzie czułeś się najlepiej?
Były różne etapy. Gdy trafiłem do FC Vilnius byłem młody, dostawałem dużo szans na boisku, w tamtym czasie nie dbałem o wysokość swojej pensji, jako młody zawodnik byłem głodny gry, chciałem pokazać sobie, że potrafię to robić. Byli Brazylijczycy, którzy potem grali w Polsce, Niemczech, i oczywiście Paulinho, który dostał się do reprezentacji Brazylii, oraz grał w FC Barcelonie. To tylko pokazuje, że przy konsekwentnej pracy, uporze, dążeniu do celu wszystko staje się możliwe. Potem przyszło FBK Kowno, był dobrze skomponowany zespół, mało brakowało abyśmy osiągnęli fazę grupową w europejskich pucharach. W Poniewieżu był dobry kolektyw, balans między młodzieżą a doświadczonymi zawodnikami był idealny, dzięki czemu zdobyliśmy tytuł mistrzowski. Trener Valdas Urbonas swoim stylem gry znalazł wspólny język z drużyną, to pozwoliło na dobrą grę. Potrafił dotrzeć do gracza. W Żalgirisie Wilno wiodło się świetnie. Wygraliśmy wszystko, co możliwe na Litwie. Trener Valdas Dambrauskas ma własny zarys gry, własną filozofię. Gracz po prostu musiał się tylko trzymać jego planu. Ci trenerzy dali mi dużo doświadczenia, pewności siebie. Właściwie to każdy trener dał mi jakieś doświadczenie. W klubach, w których grałem były wszelakie sytuacje, w każdym z nich to pozwalało przyjść i poczuć się lepiej nie tylko na boisku, ale i w życiu.
Mnie jako Polaka najbardziej interesuje kwestia Polonii Warszawa. Jak trafiłeś do Polski?
Do Polski trafiłem po dobrej grze w Ekranasie Poniewież. Mi samemu szło dobrze, jak i drużynie, z którą wygraliśmy mistrzostwo Litwy. W rezultacie otrzymałem propozycję przenosin do Polonii. W tamtym czasie zajmowała 3. miejsce po pierwszej rundzie. Dużo z siebie dawałem, bo zależało mi aby wyjechać i się rozwijać.
Trafiłeś do klubu w trakcie bardzo trudnej sytuacji finansowej. Jak wspominasz właściciela Ireneusza Króla? Słyszałeś o byłym właścicielu klubu, Józefie Wojciechowskim?
Słyszałem, że Polonia ma problemy z pieniędzmi, ale nie wierzyłem że klub z tak dużymi tradycjami może zbankrutować. Nie, o Wojciechowskim nic nie słyszałem. Właściciela nie widziałem, zapewne bał się spojrzeć drużynie w oczy. Bo pieniędzy i tak nie płacił.
W tamtym czasie ludzie żartowali, że piłkarze Polonii zapomnieli jak wyglądają pieniądze. Miałeś problemy z powodu braku wypłat, klub jest Ci coś winny? Jaka była atmosfera w drużynie w trakcie tak trudnej sytuacji?
Zespół był młody, ambitny i perspektywiczny, a nikt nie chciał zaprzepaszczać włożonej przez pół roku pracy z powodu finansów, bo młodzi zawodnicy chcieli grać i pokazać, że potrafią. O ile wiem wszyscy stali się dobrymi zawodnikami. Czasami musisz poświęcić coś dla swoich celów. Polska to dobra trampolina dla młodych graczy.
Jakiś czas temu kilku byłych piłkarzy Lechii Gdańsk negatywnie wypowiedziało się o Piotrze Stokowcu. Jak oceniłbyś pracę z tym trenerem?
Piotr to wymagający, ambitny młody trener, bo w tamtym czasie dopiero co zaczął pracować. Miał w zwyczaju dużo wymagać i kłaść nacisk na dyscyplinę, taktykę i analizę. Miał swój zarys, filozofię, taktykę gry. To normalne, że komuś się nie podoba, nie dla każdego będzie dobry. Jest trenerem, musi grać zgodnie z planem drużyny, on widzi co jest dla zespołu lepsze, a co gorsze. To było ciekawe doświadczenie.
Jak podobała Ci się piłkarska atmosfera w Polsce? Kiedy dokładnie opuściłeś klub?
To było ekscytujące doświadczenie. Fajne stadiony, ludzie kochają piłkę nożną. Są zarażeni swoimi drużynami, żyją futbolem. Odszedłem, gdy dowiedziałem się, że klub zbankrutował.
W Ekstraklasie zagrałeś tylko w 3 spotkaniach. Jak oceniasz swój pobyt w Polsce? I kto był Twoim najlepszym kumplem w drużynie Polonii? Może Estończyk Igor Morozov?
Myślę, że powinienem był lepiej się pokazać, tam była duża konkurencja, jeden słabszy mecz i musisz czekać na swoją następną szansę. Opuścisz 3-5 meczów, potem dają Ci 15 minut, wtedy musisz uczynić cud. To normalne dla zawodnika po takiej przerwie, że jego forma spada. Tak, trzymałem się z Igorem. Był młody zespół, wszyscy utrzymywaliśmy bardzo dobre relacje.
Potem grałeś między innymi w Żalgirisie Wilno, FK Jonavie czy FK Trakai. Czy A Lyga bardzo się zmieniła porównując do czasu gdy wyjeżdżałeś z Litwy?
Myślę, że poziom ciężko jest ocenić, ponieważ zmieniła się sama gra. Jest coraz szybsza, bardziej techniczna. Sami trenerzy rozwijają się, myślę że poziom wciąż po trochu wzrasta.
W Żalgirisie Wilno i Atlantasie Kłajpeda grałeś razem z innym piłkarzem, który tak jak Ty jest z Olity (Alytus) – Darvydasem Šernasem. Nawet razem zakończyliście zawodową karierę. Jesteście kolegami, może nawet przyjaciółmi?
Tak, razem z Darvydasem zaczęliśmy trenować piłkę w Olicie. Tak naprawdę razem z Mindaugasem Panką i Tadasem Labukasem wszyscy zaczynaliśmy razem, potem każdy z nas miał okazję zagrać w Polsce. Ze wszystkimi się trzymam, jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.
Dlaczego Atlantas był tym ostatnim klubem? Nie chciałeś zakończyć kariery w swoim rodzinnym mieście?
W piłce nożnej bywa tak, że coś planujesz a wychodzi inaczej. Chciałem, były rozmowy, ale potem wszystko zostało tylko na językach. Może jeszcze skończę, nadal utrzymuję dobrą formę (śmiech).
Swój ostatni sezon w A Lydze również grałeś w trudnych okolicznościach – Atlantas do rozgrywek przystąpił dosłownie w ostatniej chwili. Jak wspominasz ten czas?
Było wiele obietnic, wierzyłem w wizję klubu, ale rzeczywistość była inna. Życiowe doświadczenie.
Jakie są Twoje plany na przyszłość? Chcesz być przy futbolu?
Obecnie trenuję żeńską drużynę MFA Żalgiris. Ciekawe doświadczenie, coś nowego, z drugiej strony bardzo ciekawie jest zagłębiać się w pracę trenerską.
Czego można Ci życzyć w najbliższym czasie?
Ciężko jest sobie czegoś życzyć. Powodzenia zawsze i wszędzie, i żeby rodzina zawsze była zdrowa i szczęśliwa.
Chciałbyś coś przekazać fanom litewskiej piłki w Polsce?
Wspierajcie swoje drużyny, i żeby cieszyły was pięknym futbolem i pięknymi zwycięstwami. Wszystkiego dobrego dla Was.
fot. x-news







