Igors Tarasovs, który niegdyś w Polsce zyskał pseudonim „ten z długimi włosami” sezon 21/22 spędził na Cyprze. Z Ethnikosem Achna zajął lokatę spadkową, ale jednocześnie walczył w finale pucharu o Europę. W naszej rozmowie wróciliśmy także do jego przeszłości w Polsce.
Wywiad jest częścią serii rozmów przygotowanych z okazji jubileuszu pięciolecia „Bałtyckiego futbolu”.
Rafał Kobza (Bałtycki futbol): Za Tobą bogaty w przeżycia sezon. Z jednej strony Twoja drużyna została zdegradowana do niższej ligi, z drugiej do końca walczyliście w finale pucharu Cypru. Jak się teraz czujesz? Emocje wciąż są żywe?
Igors Tarasovs: Oczywiście, ten sezon był bardzo trudny. Od samego początku wszystko szło nie tak, jak wszyscy mieliśmy nadzieję… Było dużo nieprzyjemnych rzeczy na boisku, jak i poza nim, co miało wpływ na nasze wyniki. Jednocześnie w pucharze Cypru udowodniliśmy, że nie jesteśmy tacy słabi i spisaliśmy się bardzo dobrze. Mieliśmy bardzo zły początek, po którym nie udało nam się odzyskać tego, co straciliśmy w tych pierwszych ważnych meczach. Finał pucharu był najbardziej bolesną porażką w mojej karierze i myślę, że będę ją odczuwać do końca życia.
Jaki byłby scenariusz w przypadku wygrania pucharu? Czy kierownictwo rozmawiało o tym z piłkarzami? Byłbyś wtedy gotów pozostać na Cyprze i grać nie tylko w drugiej lidze, ale i w europejskich pucharach?
Przed meczem nie mieliśmy żadnej rozmowy o kontrakcie czy czegoś takiego. Wszystkie myśli były skupione tylko i wyłącznie na finale. Oczywiście wszyscy chcieliśmy zagrać w Europie, bo nasz klub nie jest tak duży, i to byłoby spełnienie marzeń dla nas wszystkich.
Jak podobało Ci się ostatnie 1,5 roku na Cyprze? Czy czułeś się dobrze w drużynie Ethnikos? Przez pewien czas w klubie był nawet Twój rodak, Artūrs Karašausks.
Na Cyprze bardzo mi się podoba. Poziom piłkarski jest tu bardzo wysoki, a najważniejsze jest to, że czułem, iż mogę sobie na nim poradzić. Ethnikos to klub rodzinny i w ciągu tych 1,5 roku czułem to w 150%. Czułem się jak w domu. Z Artūrsem graliśmy razem przez pół sezonu, od początku lipca do stycznia. I jak już mówiłem, to właśnie w tym okresie wydarzyły się te wszystkie nieprzyjemne rzeczy, zarówno na boisku, jak i za drzwiami trenera, na które nikt nie ma wpływu. To normalna sytuacja w piłce nożnej, a najważniejsze jest to, że Artūrsowi udało się znaleźć najlepsze dla siebie rozwiązanie.

Jakie są Twoje dalsze plany? Chciałbyś nadal grać za granicą? Dostałeś już być może jakieś oferty?
Jasne, chciałbym grać za granicą, i jeśli będzie to możliwe to z wielką chęcią zostanę na Cyprze. Czuję, że mogę jeszcze grać na wysokim poziomie, a ze zdrowiem jest wszystko ok. Dlaczego więc nie? Być może będą oferty z innych państw. Teraz jestem skupiony na reprezentacji i na naszych najbliższych meczach. Potem będę się zastanawiać co robić dalej.
Chciałbym trochę porozmawiać o Twojej przeszłości, w szczególności w Polsce. Jakie masz wspomnienia z naszym krajem? Miałeś tu zarówno gorsze, jak i lepsze czasy.
W Polsce bardzo mi się podobało. Było dużo emocji przez te 3,5 roku, które grałem w barwach Jagiellonii Białystok jak i Śląska Wrocław. Zostało mi tu wielu kolegów, i dużo wspomnień na całe życie: 3. miejsce z Jagiellonią i późniejsza feta w Białymstoku z mieszkańcami i fanami całego miasta, potem europejskie puchary… Także i we Wrocławiu, który jest także pięknym miastem. Tam nie był aż tak dobry okres w karierze, bo wiele rzeczy się nie udało, ale odczucia są bardzo dobre, i tam również zostało mi wielu kolegów.
Wiem, że to może być ciężkie, ale to pytanie jest o polskich kibiców, a dokładniej Śląska. Po jednym z meczów kazali oddać Ci koszulkę z powodu słabej gry. Czy to było najtrudniejsze doświadczenie w Twojej karierze?
Szczerze mówiąc nawet nie myślałem o tej sytuacji. Przede wszystkim to był zły mecz i zły sezon nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich, którzy byli wtedy w zespole. Po drugie, nikt mi nie zabrał koszulki, bo sam ją oddałem. Dopiero kiedy przeczytałem w Internecie, że coś zabrali, zrozumiałem, że zabrali to w ich własnym mniemaniu. Ta sytuacja nie wywołała u mnie niczego więcej niż uśmiech. A najśmieszniejsze jest to, że wielu z nich do dziś wierzy, że to oni wpłynęli na decyzję klubu.
Jak teraz z perspektywy czasu patrzysz na to zajście? Jak duży wpływ ma na Twoją ocenę Śląska?
Te wydarzenia nie wpłynęły w żadnym stopniu na moją ocenę Śląska jako klubu. Ludzie, którzy pracują w klubie, po prostu ich kocham, bo w tych wszystkich okolicznościach nigdy nie czułem takiego wsparcia. Po każdym meczu otuchy dodawał dyrektor Darek Sztylka. Chciałbym, aby każdy klub miał takiego dyrektora i taką osobę jak on w zarządzie. Byliśmy jak drużyna, a wszyscy ludzie pracujący w klubie nas wspierali.
Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna sytuacja, tym razem o wiele bardziej zabawna. Czy pamiętasz, skąd wziął się Twój przydomek „ten z długimi włosami”?
To było wtedy, gdy grałem jeszcze w Jagiellonii. Po wyjazdowym meczu z Legią, gdy w 98. minucie podyktowano przeciwko nam rzut karny, a powinniśmy byli grać do 94, po gwizdku przy linii bocznej wiele się działo. Stało tam chyba około 50-60 osób, i każdy szukał prowokacji, zaczepki. Myślę, że było tam kilku przedstawicieli klubu wraz z mediami, zawodnikami i innymi osobami. Nie wiem, kto to dokładnie był, ale stało ich bardzo dużo. Chciałem przejść obok, ale nie było na to miejsca i musiałem nadepnąć na niektóre leżące tam rzeczy – piłki, butelki itp. Był tam też mały puchaty mikrofon Canal+, który w emocjach kopnąłem. Przeleciał ok. 1-2 m. i odbijając się od ziemi trafił w palec u nogi przedstawicielkę mediów Legii. I wtedy się zaczęło. Ich prowokacja się udaje, a potem niewiele pamiętam, bo jakieś postacie zaczynają mnie atakować, nawet nie wiem, co ci wszyscy ludzie tam robili. Zaprowadzono mnie do szatni. Potem Kuba Kosecki chciał mnie zawołać, żeby porozmawiać, albo nie wiem co on wtedy chciał ze mną zrobić. Wszyscy już widzieli filmik z zajścia, wyglądało to dość zabawnie. I wtedy wyszło tak, że nadano mi przydomek „ten z długimi włosami”. Dzięki, Kuba! (śmiech)
Później razem z Koseckim graliście w Śląsku. Kojarzę nawet jakiś artykuł ze zdjęciem na którym podajcie sobie ręce. Ale w razie potencjalnego konfliktu drobny Kuba raczej nie miałby z Tobą szans? (śmiech)
Mieliśmy i mamy dobre stosunki z Kubą. Kiedy graliśmy dla Śląska, wspominaliśmy tę sytuację ze śmiechem i czasem z niej żartowaliśmy. To zdjęcie bokserskie, które zrobiliśmy razem, było pomysłem klubu. To było ujęcie zapowiadające, bo podpisaliśmy umowy ze Śląskiem tego samego dnia i wymyśliliśmy żart na temat tej sytuacji. Nie było myśli o konflikcie, nikt nie myślał o zorganizowaniu pojedynku bokserskiego.

Czy śledzisz poczynania swoich byłych klubów? Ten sezon był nieudany zarówno dla Jagiellonii, jak i Śląska.
Tak, oczywiście. Wielu moich przyjaciół gra w obu klubach, a ja śledzę ich wyniki. Ten sezon nie był łatwy ani dla Jagiellonii, ani dla Śląska, ale trzeba zrozumieć, że polska Ekstraklasa to bardzo trudna i nieprzewidywalna liga. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej!
Łotewską reprezentację, w której składzie jesteś, już dziś rozpocznie zmagania w Lidze Narodów UEFA. Jaki cel wyznaczył wam w tych rozgrywkach trener Dainis Kazakevičs?
Naszym celem jest oczywiście wygranie grupy. To jest cel, który rozumiemy my, zawodnicy, a nie coś, co musi nam wyznaczyć trener. Myślę, że kibice również mają takie przemyślenia i myślę, że takie właśnie powinny panować nastroje.
Trzeba przyznać, że ostatnie eliminacje do Mistrzostw Świata były dla Łotwy całkiem udane. Czy dzięki temu czujecie się bardziej pewni siebie jako zespół?
Musimy wreszcie pokazać, że nie tylko potrafimy grać z silnymi drużynami, ale także nauczyliśmy się dominować i, co najważniejsze, osiągać wyniki, gdy nie gramy najlepiej. Myślę, że jesteśmy za dobrzy na Dywizję D. Czas to udowodnić i pokazać, a nie tylko o tym mówić.
W zeszły piątek odbyły się wielkie derby Rygi pomiędzy drużynami RFS i Riga FC. Czy uważasz, że te dwa kluby dobrze wypełniły lukę po Skonto, którego jesteś wychowankiem?
Myślę, że bardzo ciężko będzie osiągnąć takie wyniki i rekordy, jakie należą do Skonto. Tyle tytułów z rzędu, takie wyniki z wielkimi markami – Barceloną, Interem, Chelsea… Ale jednocześnie bardzo miło jest widzieć, że mamy na Łotwie kluby, które się rozwijają. Mam wielką nadzieję, że zobaczę jeden z nich w fazie grupowej europejskich pucharów w tym sezonie. Riga FC, RFS, Liepāja, Valmiera – wszystkie te drużyny mają duże szanse i myślę, że wszystko może się zdarzyć.

Masz 33 lata, od kilku lat grasz za granicą, jesteś też członkiem łotewskiej drużyny narodowej, więc myślę, że twoja forma sportowa jest dobra. Czy będziesz grać do czterdziestki? A może masz już pierwsze plany na to co robić później?
Myślę, że na pewno nie będę grać do 40. roku życia, bo nie pozwoli mi na to zdrowie (śmiech). Ale na razie czuję, że mogę grać na dobrym poziomie. Kiedy nadejdzie dzień, w którym poczuję, że nie mogę już grać, nie będę mógł nadążyć, biegać, bo i po co? Wtedy na pewno przestanę. Co po zakończeniu kariery? Mam różne przemyślenia. Może trenerka, może inna praca związana z piłką nożną, a może w ogóle nie będę się zajmował futbolem. Po karierze rozpocznie się nowe życie. Decyzję podejmę trochę później, bo mam nadzieję, że przede mną jeszcze kilka sezonów.
Fot. Best4Sport.TV







