Mecz wykorzystanej szansy

Dość niespodziewanie wczoraj Riga FC wyrzuciła Piasta Gliwice z europejskich pucharów. Niewiele wskazywało na to, że Riga zagra tak dobrze w ofensywie, choć w ataku najbardziej wyróżniali się gracze, którzy weszli na boisko z ławki. Można powiedzieć, że katów mistrzów Polski było dwóch: Kamil Biliński i oni sami. To właśnie Piast w głównej mierze sprezentował Ridze awans w pierwszym meczu.

Zadecydowały błędy

W pierwszym spotkaniu w Gliwicach gospodarze sami sprokurowali tak niewygodną sytuację przed rewanżem. Błędy indywidualne zadecydowały o tym, że Riga miała solidną zaliczkę, w szczególności mowa tu o samej końcówce. Piast był bowiem jak chłopak, który pierwszy raz jadł kolację u rodziców swojej dziewczyny, przez większość wieczoru zachowywał się nienagannie, pokazywał swoje dobre oblicze, po czym na sam koniec głośno beknął, odszedł bez słowa od stołu, i zmazał całe dobre wrażenie po sobie. Wprawdzie nikt nie spodziewał się, że Gliwiczanie mogą odpaść w Rydze, jednak w takich sytuacjach zawsze jest jakieś „ale”.

Coś do udowodnienia

Decydującą bramkę zdobył Kamil Biliński, który w większości nagłówków pozostanie po prostu piłkarzem, który wyrzucił z pucharów drużynę mistrza swojego kraju. Warto powiedzieć, że ten gol strzelony przez Kamila to coś więcej niż trafienie decydujące o rozstrzygnięciu dwumeczu. Oczywiście cała wyjątkowość wzrasta ze względu na sam fakt, że Polak strzelił gola Polakom, jednak nie to jest w tej sprawie najważniejsze. Będąc w studiu Weszło FM przed pierwszym spotkaniem mówiłem, że trzeba zwrócić na niego uwagę jeśli się pojawi. Biliński był głodny gry i pełen determinacji aby pokazać coś w Europie.

Sportowa złość

Szansy pokazania się choćby na kilka minut nie dostał w dwumeczu z Dundalk. Trener postawił na dwie identyczne jedenastki, a w trakcie spotkania nie zdecydował się na wpuszczenie Polaka. W międzyczasie Kamil strzelał w Pucharze Łotwy i w lidze. Dla trenera ten fakt pozostawał jednak bez znaczenia. Faworytem Koņevsa do gry w pierwszym składzie jest Roman Debelko, i widzieliśmy to także w dwumeczu z Piastem, gdzie Ukrainiec wychodził od pierwszych minut. W rozmowie czy to ze mną, czy z innymi portalami sportowymi, Kamil przyznał, że był zły z powodu decyzji trenera, który nie dał mu okazji. Na takową liczył w dwumeczu z mistrzem Polski. Przed meczem z Piastem był w końcu najlepszym strzelcem swojego klubu w lidze i pucharze. Debelko o takiej skuteczności mógł pomarzyć. W pierwszym meczu z gliwiczanami Biliński wszedł dopiero w 84. minucie i za bardzo nie miał wpływu na końcowe wydarzenia na boisku, jedynie w 90. minucie dostał żółtą kartkę. W drugim spotkaniu miał raptem kilka chwil więcej, bo wszedł w 80. minucie. Tyle jednak wystarczyło aby rozładować swoją piłkarską złość

Zmiana w hierarchii?

Nową jakość w ofensywie wnieśli zawodnicy, którzy dopiero w drugiej połowie pojawili się na boisku. Decydującego gola zdobył Kamil Biliński, asystował Deniss Rakels, bliski zdobycia gola był także Oļegs Laizāns, który posłał piłkę nieco ponad poprzeczką bramki Placha. Nie ukrywam jednak, że spodziewałem się szybszego wejścia na boisko ofensywnych zmienników. Debelko przegrywał praktycznie każdy pojedynek z obrońcami Piasta, w walce o górną piłkę nie miał żadnych szans. Riga zagrała w końcu dobrze w ofensywie, choć można mieć nieco zastrzeżeń do celności strzałów. Wszystko rekompensuje jednak przepiękny gol Armāndsa Pētersonsa, dla którego to musiało być najważniejsze trafienie w karierze, a przy okazji nieprzeciętnej urody.


Pozostaje mieć tylko nadzieję, że ci zawodnicy, którzy w dużej mierze zadecydowali o awansie Rigi, dostaną swoją szansę od pierwszych minut w pucharach. Nie mówię tego z czystej sympatii do Kamila Bilińskiego, ale z faktu że udowodnił coś trenerowi i na taką szansę zwyczajnie po ludzku zasłużył

Bez błędów, ale i bez zaangażowania

Piast w tym spotkaniu wystrzegł się indywidualnych pomyłek, ale przespał drugą część połowy po przerwie. Próbował bronić zwycięskiego remisu, ale taką grę potrafiła w końcu wykorzystać i Riga FC, która w pierwszym meczu sprawiała wrażenie drużyny słabszej, oddali 1 celny strzał. To nie mogło się dobrze skończyć. Pod koniec meczu był pewien krótki okres chaosu, gdy mistrz Polski grał „na aferę”, a w polu karnym Rigi panował ogromny chaos. Nikt jednak nie zdołał wpakować piłki do bramki, choć przed golem Bilińskiego, obrońca Rigi Valerianos wybił lecącą do bramki piłkę głową ratując tym samym swój zespół. W samej końcówce mogło być już 3-1 dla Łotyszy, gdyż Kamil Biliński wygrał pojedynek z obrońcą, przed nim był już tylko bramkarz i jeden defensor z boku. Polski napastnik po przebiegnięciu połowy boiska zdecydował się na podanie, bowiem za akcją podążył jego kolega z drużyny, lecz obrońca Piasta w ostatniej chwili przeciął piłkę wybijając ją na rzut rożny. Gol dla gliwiczan padł trochę dzięki przypadkowi. Parzyszek minął się z piłką po długim podaniu Placha w wyniku nacisku obrońcy. Zmyliło to defensora Rigi, któremu urwał się Jorge Felix i ten przelobował Ozolsa. Bez cienia wątpliwości w końcówce zabrakło większego naporu na bramkę Łotyszy, a we wcześniejszej fazie meczu – zaangażowania.

Ventspils dalej w grze, Liepāja żegna się z pucharami

FK Ventspils głową był wyraźnie w III rundzie eliminacyjnej LE. Po rozbiciu maltańskiej Gżiry 4-0 u siebie w pierwszym meczu, piłkarze żółto-niebieskich źle weszli w rewanżowe spotkanie. Już w 15. minucie Maltańczycy objęli prowadzenie, lecz w drugiej połowie Ventspils zdobył 2 gole. Historia dokładnie ta sama co z albańską Teutą w poprzedniej rundzie – wicemistrz Łotwy pewnie wygrywa pierwszy mecz, a drugi odpuszcza. W efekcie w 94. minuce Gżira wyrównała zabierając Łotyszom zwycięstwo. Należy pamiętać, że Maltańczycy wyeliminowali Hajduka Split, lecz szkoda cennych punktów do współczynników, oraz możliwości zdobycia większej premii pieniężnej.

Liepāja z kolei po raz drugi przegrała ze szwedzkim Norrköping (najpierw 0-2, teraz 0-1). Szwedzi jedyną bramkę zdobyli dopiero w 89. minucie. Szkoda, że nie udało się zremisować, lecz Liepāja pokazała się z dużo lepszej strony niż w pierwszym spotkaniu. Straty ze Szwecji były jednak zbyt duże aby Łotysze zdołali powalczyć o korzystny wynik. Na pocieszenie Liepāji zostaje 500 tysięcy euro zarobione dzięki premiom za występy w Europie.

fot. Twitter Rigi FC

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie