Vladislavs Gabovs: „Teraz mam czas na uporządkowanie myśli”

Cztery dni temu Vladislavs Gabovs ogłosił, że kończy swoją karierę, więc uznałem, że to dobry powód aby trochę powspominać. Porozmawialiśmy z Vladislavsem o początkach kariery, trenerach, czy powodach zakończenia gry. Łotysz wciąż dobrze mówi po polsku, choć jak przyznaje ostatni raz w większym stopniu używał tego języka w 2019 roku, gdy w Ridze FC grał razem z Kamilem Bilińskim.

Rafał Kobza (Bałtycki futbol): O co chodzi ze zdjęciem na Twoim Instagramie, które opublikowałeś z butami przylepionymi do banana?

Vladislavs Gabovs: Nie wiem czy znasz włoskiego artystę Maurizio Cattelana, twórcę instalacji artystycznych, który zrobił taką akcję i sprzedał banana z taśmą za kilkaset tysięcy. Może kojarzysz, w tamtym roku to było. No i tak się stało, że nie chciałem w prosty sposób pokazywać, że kończę karierę. W Polsce też się mówi, że „wieszasz buty na kołek” kiedy kończysz grać. Chciałem aby to było trochę ze strony artystycznej.

fot. Instagram zawodnika

Masz 33 lata, więc teoretycznie jeszcze mógłbyś gdzieś grać. Dlaczego podjąłeś decyzję aby definitywnie zakończyć karierę? Nie chciałeś jeszcze pograć w jakichś słabszych drużynach Virsligi takich jak Metta czy BFC Daugavpils?

Oczywiście, że jeszcze mógłbym, że jeszcze chciałbym pograć, ale niestety ostatnie 2 lata spędziłem więcej czasu lecząc kontuzje, i było bardzo ciężko. Najtrudniejsze jest złapać formę po urazie. No i właśnie ostatnie 2 lata tak wyglądały. W tych słabszych drużynach nie byłoby takiej adrenaliny, one także od strony zdrowotnej nie mogą mi zaoferować aż tak dużo, jakbym oczekiwał.

Który okres w swojej karierze uważasz za najlepszy?

Myślę, że wtedy gdy byłem w Polsce to był jeden z najlepszych okresów, później na Cyprze. Ogólnie te 2-3 lata, które spędziłem za granicą.

Czujesz się spełniony jako piłkarz?

Oczywiście w niektórych momentach swojej kariery chciałbym zrobić więcej, nie będę ukrywać, że może i w Polsce chciałbym zostać na dłużej, ale tak wyszło. To zależało tylko ode mnie i jestem szczęśliwy, że ta kariera była taka jaka była, ale zawsze można oczekiwać więcej.

Jak Twoim zdaniem wygląda teraz liga łotewska? Ty grałeś między innymi w Dinaburgu, który był dyskwalifikowany, grałeś w Skonto, które potem zbankrutowało, jeszcze potem w Ridze FC, która ma duże plany. Bardzo różne doświadczenia. Jak teraz liga łotewska wygląda pod względem poziomu?

Te najlepsze drużyny zawsze miały jakość. Kiedy zaczynałem swoją piłkarską karierę też były 2-3 zespoły, które miały dobrych piłkarzy, tak samo i teraz. Może liga jest trochę bardziej wyrównana, ale jest 3-4 liderów i reszta drużyn, które chcą pokazać, że mają jakąś jakość. Lecz teraz rozgrywki są bardziej wyrównane, tak myślę.

fot. Skonto Ryga

Twój ostatni klub FK Jelgava nie zagra już w tym roku w Virslīdze. Będąc tam czułeś, że są jakieś problemy?
Tak. Gdy przyszedłem do tego klubu wiedziałem, że są problemy, ale były różne rozmowy i pomysły. Niestety nie wyszło im znalezienie chętnego do kupna klubu, i bardzo źle wyszło, że jeden z najstarszych klubów w Virslīdze w następnym sezonie nie będzie grać, i to nie z powodów sportowych. Z tego powodu jest mi najbardziej żal.

Wcześniej grałeś też w Ridze FC, która z kolei jest najbogatszym klubem na Łotwie. Jak to tam wyglądało?

Riga ma jeden z największych budżetów i dobrych piłkarzy, także mierzą w najwyższe cele w swoich planach. Mogę tylko życzyć im sukcesów, żeby osiągnęli wszystko co zamierzają. Kiedy tam byłem zrobiliśmy mistrzostwo, to był fajny czas tam.

A spodziewałeś się, że wcześniej trafisz na Cypr?

Dostałem ofertę gry na Cyprze od Pafos, wiedziałem też, że jest ten sam właściciel co w Ridze. Mój plan był taki, że będę grać na Cyprze, a potem przyszła oferta z Rigi żeby pomóc im w zdobyciu mistrzostwa. Tak też się stało, wygraliśmy również Puchar Łotwy.

Wróćmy jeszcze do początków Twojej kariery. Pierwszym klubem była Auda?

Pierwszym klubem z Virsligi. Zaś pierwszym profesjonalnym była Multibanka Ryga. Tam zaczynałem swoją seniorską karierę.

Pamiętam, był taki klub. Ale nie istniał chyba zbyt długo.

Tak, tam był bardzo fajny projekt, dużo dobrych piłkarzy stamtąd wyszło, nawet też obecny prezes łotewskiej federacji grał w tym klubie i był ze mną w drużynie.

A jak trafiłeś do Estonii, dosyć wcześnie?

Po dwóch sezonach w Virslīdze dostałem propozycję od menadżera aby wyjechać do Estonii, klub (TVMK Tallin) walczył o mistrzostwo. Dla mnie jako osiemnastolatka to była bardzo fajna oferta bo wcześniej mogłem się załapać tylko do mniejszych klubów aby grać, a potem przyszła taka oferta od jednego z topowych klubów w Estonii. To był bardzo ważny zespół w mojej piłkarskiej karierze, mogłem zacząć grać o coś poważnego. Fajny okres, TVMK w poprzednim roku wygrał mistrzostwo, więc zagrałem w eliminacjach do Ligi Mistrzów, wygraliśmy puchar i superpuchar, zajęliśmy 3. miejsce w lidze. Dla osiemnasto-dziewiętnastolatka to był krok do przodu na pewno.

Vladislavs Gabovs (z lewej) blokuje Atsa Purje. fot. Raigo Pajula

Za granicą grałeś właśnie w Estonii, w Rosji, w Polsce i na Cyprze. Gdzie było Ci najlepiej?

Patrząc na organizację i całokształt ligi to oczywiście w Polsce. Ale z najsilniejszymi piłkarzami grałem na Cyprze, na przykład APOEL kiedy oni grali w Lidze Mistrzów w grupie, tam byli najlepsi indywidualnie zawodnicy, może nie jako drużyna, ale pojedynczo.

W reprezentacji Łotwy zagrałeś 41 spotkań, pamiętasz swój debiut?

Tak, to było w Katarze, taki egzotyczny sparing można powiedzieć. Trener Aleksandrs Starkovs dał mi szansę, później zacząłem grać już w miarę regularnie.

W swoim drugim meczu w reprezentacji, przeciwko Turcji, miałeś nawet asystę.

Tak, asystowałem Valerijsowi Sabali, jednemu ze znanych polskim kibicom piłkarzy.

Który mecz według Ciebie był Twoim najlepszym w reprezentacji?

Ciężko to ocenić który był tym najlepszym z 40 meczów.

Czy Aleksandrs Starkovs był jednym z lepszych trenerów z którymi pracowałeś?

Można tak powiedzieć. On już wtedy miał swoje wielkie nazwisko, wcześniej zrobił coś niesamowitego z reprezentacją Łotwy, mówię o Euro 2004. Później trenował też Spartaka Moskwa, więc można powiedzieć, że to jeden z najbardziej utytułowanych trenerów z Łotwy.

A jeśli chodzi o kluby, to którego trenera wspominasz najlepiej?

Myślę, że w każdym z klubów był fajny trener. Z Polski miło wspominam i mogę powiedzieć dobre słowo o trenerze Broszu, trenerze Wilmanie, potem był Maciej Bartoszek – fajny człowiek i trener. Następnie w Ridze też mogę powiedzieć, że Wiktor Skrypnyk był bardzo dobry z którym po pół roku wygraliśmy mistrzostwo i puchar Łotwy. Zapamiętałem też i innych, większość trenerów, którzy mi się trafiali, byli fajni.

fot. Mateusz Kołodziej

Jak myślisz, kto w tym roku będzie mistrzem Łotwy?

Ciężko mi powiedzieć. Riga FC na pewno jest jednym z faworytów, ale dla mnie ta wielka wymiana piłkarzy, którą zrobili, to niewiadoma na początek sezonu, zobaczymy jak to się potoczy. To nie jest budowanie zespołu od zera, tylko od połowy, ale na wszystko potrzeba czasu. No i RFS – myślę, że zostawili swoich najważniejszych piłkarzy w zespole, dodatkowo zrobili kilka transferów, które wzmocniły skład. Więc wydaje mi się, że RFS, Riga FC oraz FK Liepaja będą walczyć o mistrzostwo. Nie wiem jak z Valmierą, jak mocnych obcokrajowców mają.

Jakie masz plany na przyszłość, co chcesz robić po zakończeniu kariery? Coś z piłką czy zupełnie inny kierunek?

Oczywiście chciałbym zostać przy piłce, całe życie mam związane z futbolem. Jak wyjdzie? Zobaczymy. Teraz mam trochę odpoczynku, czas na uporządkowanie myśli w głowie żeby wszystko poszło w dobrym kierunku. Ale na razie nie mogę Ci powiedzieć co i gdzie będę robić.

Pamiętam jak w jednym z wywiadów w Polsce mówiłeś, że interesujesz się fizyką. Nadal masz takie hobby?

Tak, interesuję się, ale teraz zaczynać to znowu może nie od początku, ale od jakiegoś etapu… Ja mam teraz czas do lata, mogę namyśleć się czy robić coś albo nie. To naprawdę zajmuje dużo sił i czasu aby przypominać sobie wszystko od nowa.

fot. Sintija Zandersone/LETA

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie