Andriusa Skerli kibicom w Polsce specjalnie przedstawiać nie trzeba. W rozmowie z Szymonem Góralskim Litwin wrócił pamięcią do wielu momentów z przeszłości, zdradził także czym aktualnie się zajmuje. Zapraszam do lektury, gdzie nie zabraknie litewskich i polskich wątków! Także tych mniej chlubnych epizodów.
Szymon Góralski: Jak po zakończeniu kariery piłkarskiej przebiega Twoja kariera trenerska? W jakich drużynach byłeś lub jesteś trenerem?
Andrius Skerla: Jak wróciłem z Polski to jeszcze 2 lata grałem w Żalgirisie Wilno. Od tego momentu ten klub zaczął w zasadzie wszystko wygrywać na Litwie. To nie tylko moja zasługa, lecz od tego momentu klub zaczął budować się od nowa. W pierwszym sezonie wygraliśmy Puchar Litwy a do Mistrzostwa zabrakło punktu. W kolejnym sezonie zdobyliśmy dublet. Później postanowiłem zakończyć karierę piłkarską. Dostałem propozycję trenera asystenta w Żalgirisie. Pierwszym trenerem wtedy był Marek Zub. 4 lata pracowałem jako asystent. Wygrywaliśmy za każdym razem ligę aż do 2017 roku, kiedy przegraliśmy Mistrzostwo i Puchar Litwy. Po tym sezonie odszedłem z klubu, odszedł pierwszy trener. Został wymieniony cały sztab szkoleniowy, przyszli nowi zawodnicy. Teraz pracuję w Litewskim Związku Piłki Nożnej. Jestem asystentem w kadrze narodowej oraz pierwszym trenerem kadry Litwy U-15. Z kadrą seniorską mam dwuletni kontrakt i póki co pracujemy razem.
Zauważyłem, że prawdopodobnie sporo czasu spędzasz z Rolandasem Džiaukštasem i Igorisem Morinasem. Chodzi o kursy trenerskie?
Tak, uczęszczamy na kurs UEFA PRO. Zostało nam kilka miesięcy. Jesteśmy razem w jednej grupie i uczymy się.
Jaką drużynę uważa się za najlepszą na Litwie?
Przez ostatnie 3 lata Sūduva jest najlepszym zespołem na Litwie. Wygrywają wszystko. W europejskich pucharach też są groźni. Przez te 3 lata za każdym razem grali w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Europy. W zeszłym roku było już bardzo blisko fazy grupowej Ligi Europy. Niestety nie udało się. Na razie Sūduva jest najlepsza, ale w tym roku może być inaczej.
Co się stało, że Żalgiris stracił dominację na rzecz Sūduvy?
Od 2018 roku często w klubie zmieniany był trener. Obecnie jest 4. lub 5. w ciągu dwóch lat. Jest również duża rotacja wśród zawodników i brakuje stabilizacji. Ale teraz widzę, że mają dobrego trenera, piłkarzy, którzy chcą wygrywać. Kiedy my byliśmy, to mieliśmy zespół, który dążył do zwycięstwa. Wygraliśmy 15 albo 16 trofeów z rzędu. Teraz mam wrażenie, że w klubie spotkali się piłkarze, którzy są żądni sukcesów. W marcu tego roku wygrali Superpuchar Litwy, i zaczęła się „kwarantanna”. W tym meczu wyglądali dobrze.
Czy fakt, że w tym roku tylko 6 klubów było gotowych aby grać w A Lydze, to najwyraźniejszy sygnał, że futbol na Litwie jest w złej kondycji?
Uważam, że to nie dobre dla naszego futbolu. Brakuje pieniędzy i nie tylko. Zawsze było minimum 8 zespołów, ale teraz jest trudno. Co ja mogę powiedzieć? Mamy 6 drużyn, nie jest fajnie. Zespoły z I Lygi nie są gotowe organizacyjnie do uczestnictwa w A Lydze. Głównie wszystko rozchodzi się o fundusze. Nie są to duże kwoty, bo 300 tysięcy euro, ale po prostu tych pieniędzy nie ma. Dla klubów aspirujących do gry w A Lydze jest to jednak duża kwota, bo gdy nie grasz w pucharach, kibice nie przychodzą na mecze, to nie masz wpływów do kasy klubu.
Czy stadion w Kownie będzie pierwszym na Litwie obiektem z prawdziwego zdarzenia?
Trudno powiedzieć. Zaczęło się bardzo szybko. Po pierwszym etapie wydawało się, że rok czasu i stadion będzie gotowy, ale od około 8 miesięcy nic się nie dzieje. Spółka stadionu podpisała umowę z tureckim konsorcjum ale oni w pewnym momencie nie płacili pieniędzy pracownikom.
Jak dzisiaj w Wilnie wspominają Marka Zuba, Kamila Bilińskiego i Jakuba Wilka?
Marek Zub jak przyszedł to wygrał dwa Mistrzostwa i dwa Puchary. Kamil Biliński i Jakub Wilk zostawili po sobie w Wilnie bardzo dobre wrażenie i myślę, że kibice zawsze będą ich bardzo dobrze wspominali. Niedawno Marek Zub znów pracował w Żalgirisie ale tylko 3 – 4 miesiące. Natomiast za pierwszej kadencji wprowadził klub na szczyt w litewskiej piłce.
Zagrałeś 84 mecze w barwach narodowych i jeszcze jesteś współliderem pod względem liczby występów w reprezentacji Litwy. Czy Saulius Mikoliūnas wyprzedzi Cię?
Uważam, że tak. On ciągle gra. Jest w bardzo dobrej dyspozycji fizycznej. W kadrze na pewno będzie i to tylko kwestia czasu kiedy zepchnie mnie na drugie miejsce.
Zagrałeś w wielu eliminacjach do Mistrzostw Świata lub Europy w reprezentacji Litwy. Mieliście kilka niezłych kwalifikacji. W których czuliście, że jest szansa na awans chociaż do baraży wielkiej imprezy?
Właśnie wczoraj ktoś wspomniał o meczu z 97 roku, gdy graliśmy z Irlandią. Przed tym meczem mieliśmy tyle samo punktów czy piłkarze z Zielonej Wyspy i pozostawały dwie kolejki do końca. Nie mogliśmy tego meczu przegrać, ale niestety goście okazali się lepsi. W ostatniej kolejce oni grali z liderem, z Rumunią, i zremisowali ten mecz a my pokonaliśmy na wyjeździe Macedonię. Zajęliśmy 3 miejsce z 1 punktem straty do miejsca barażowego. W tych eliminacjach zagrałem 4 razy. Dwukrotnie z Macedonią i dwukrotnie z Irlandią.
Idąc po kolei. Czego zabrakło w eliminacjach do Euro 2004? Porażki z Islandią były tego przyczyną?
Teraz nie pamiętam ile punktów mieliśmy…
Ja powiem ile. 3 ze Szkocją, z Niemcami 1 punkt i 6 z Wyspami Owczymi. To dało łącznie 10 punktów w tych eliminacjach.
Można było więcej ugrać, ale jeśli przegrywasz dwukrotnie z Islandią 0:3, to trudno oczekiwać aby zająć chociaż 2. miejsce.
Ale mieliście dobry moment w tych eliminacjach, który mógł Was pociągnąć do zwycięstw. Wiosną 2003 roku zremisowaliście w Norymberdze 1:1, a 4 dni później pokonaliście Szkocję 1:0. Jak pamiętasz te mecze?
Nie grałem w tamtych meczach, bo wtedy urodziła się moja pierwsza córka. Pamiętam, że mecz ze Szkocją oglądałem w szpitalu. W ten sam dzień w nocy żona urodziła nasze dziecko. Jeśli chodzi o te mecze to pamiętam tylko, że potem wróciłem do Dunfermline i kilku moich kolegów grających w reprezentacji Szkocji nie było zadowolonych z powodu porażki w Kownie.
Przejdę do kolejnych eliminacji, które uważam za całkiem niezłe w waszym wykonaniu. Z czym kojarzy Ci się Franck Ribery?
Oczywiście z kwalifikacjami do Mistrzostw Świata 2010. Wiosną 2009 roku w ciągu czterech dni graliśmy dwukrotnie z Francją i dwukrotnie przegraliśmy 0:1. Obie bramki strzelił wspomniany przez Ciebie Ribery. W Kownie trafił z dystansu. Mogliśmy się ustrzec utraty tej bramki. Na Stade de France praktycznie w końcówce meczu straciliśmy gola.
Kapitalnie zaczęliście te eliminacje. Czego potem zabrakło?
Trudno powiedzieć. Mieliśmy wtedy dużo dobrych zawodników w dobrych ligach, ale były takie momenty, że część z nich nie grała w swoich klubach. Można było oczywiście zastąpić kim innym, kto gra. Tylko, że zmiennicy grali w dużo słabszych drużynach. Grając z takimi przeciwnikami jak Francja musisz mieć piłkarzy z dobrych lig. Ich doświadczenie byłoby w takich meczach bezcenne. Natomiast żeby myśleć o wyrównanej walce musisz mieć piłkarzy w rytmie meczowym.
A co powiesz o samym starcie tych eliminacji? Zwycięstwo w Cluj z Rumunią 3:0 i potem 2-0 z Austrią w Mariampolu.
Przed startem eliminacji graliśmy mecz towarzyski z Mołdawią, wygraliśmy go 3:0, a ja doznałem urazu w tym spotkaniu. W związku z tym nie grałem w tych pierwszych meczach. Starcie z Rumunią to jest jeden z najlepszych naszych wyników w kadrze na wyjeździe. Pokonaliśmy rywala, który występuje na wielkich turniejach. Potem poszliśmy za ciosem i pokonaliśmy Austrię 2:0.
To był dobry moment w karierze Mindaugasa Kalonasa. Patrząc na jego umiejętności był to niespełniony talent?
Trudno powiedzieć. Talent miał. Ale być może częste zmiany klubów nie pomagały mu w rozwoju.
Kolejne eliminacje znów zaczęliście bardzo dobrze.
No tak. Zaczęliśmy od remisu ze Szkocją 0:0 a kilka dni później wygraliśmy na wyjeździe z Czechami 1:0. Gdy grałem w kadrze to w zasadzie zawsze mieliśmy świetny początek. Przyjeżdżaliśmy na jesieni, na początku sezonu, wszyscy dobrze przygotowani, i jakoś to szło. Wtedy, można powiedzieć, mieliśmy najlepsze wyniki.
Dwukrotnie potrafiliście wyrównać z Hiszpanią ale waszym katem w tych meczach był Fernando Llorente. Natomiast mi osobiście jest szkoda, że w spotkaniu wyjazdowym po bramce Darvydas Šernasa szybko straciliście gola. Dlaczego?
Graliśmy z najlepszym zespołem na świecie. Oni mieli dużą przewagę w posiadaniu piłki, prowadzili grę. Mieliśmy swoje szanse aby strzelić gola, jedną z nich wykorzystaliśmy. Myślę, że dla Hiszpanii nie był to lekki i przyjemny mecz, ale oni wtedy pokazali swoją klasę. Gdy graliśmy w Kownie na skandalicznym boisku, to do ostatniej chwili nie było wiadomo czy odbędzie się ten mecz. I pamiętam, że Hiszpanie wyszli na to boisko i nic nie mówili. Oni wyszli po to żeby wygrać bez względu na nawierzchnię, na stadion. Przyjechali na Litwę po to, żeby wygrać, a nie narzekać na warunki. Zagrali dobry mecz, ale też mieliśmy swoje sytuacje. Strzeliliśmy piękną bramkę na 1:1 autorstwa Mariusa Stankevičiusa. Niestety powtórzył się scenariusz z pierwszego meczu i znów przegraliśmy 1:3.
Dlaczego teraz macie piłkarzy w słabszych klubach niż to miało miejsce w momencie, gdy między 2003 a 2005 rokiem Litwin wygrywał rozgrywki Pucharu UEFA lub Ligi Mistrzów?
Trudno powiedzieć. Naprawdę trudno powiedzieć. Obecnie nie mamy w zasadzie piłkarzy grających w bardzo dobrych ligach. Większość gra w średnich, tj. np. Izrael. Wcześniej mieliśmy dużo piłkarzy, którzy grali w Rosji. Teraz mamy jednego, Fedora Černycha, i on za bardzo nie gra. Uważam, że jak odszedł z Polski, to bardzo mało grał. To nie jest dobre dla niego, dla reprezentacji. On jest jakby liderem naszego zespołu. Ale jeśli nie masz rytmu meczowego, to ciężko jest grać dobrze. W Jagiellonii grał bardzo dobrze, strzelał bramki i był liderem tego zespołu. W tym momencie on potrzebuję grać, by wejść na wyższy poziom, złapać pewność siebie, co będzie z korzyścią dla niego i reprezentacji.
Czyżby obecnie na Litwie jest gorsze pokolenie piłkarzy niż 10 – 20 lat temu?
Być może tak.
Na Łotwie i Estonii sytuacja jest niemal identyczna jak u was. Też mieli zawodników w lepszych ligach, teraz mają w gorszych. Czy to rzeczywiście przypadek, czy jednak szkolenie nie jest najlepsze?
To jest prawda. Szkolenie jest bardzo ważne. Uważam, że to obecnie jest wielki problem na Litwie.
Słyszałem, że chcecie przyjąć u siebie model belgijski.
Tak. Już mamy prawie rok ten model. To jest cała metodyka szkoleniowa Anderlechtu. Mamy z nimi podpisaną umowę na 3 lata. Oni przyjeżdżają do nas, szkolą naszych trenerów. Dyrektorzy techniczni akademii jadą tam zobaczyć jak wygląda szkolenie. Jest to bardzo dobra baza metodyczna dla trenerów. No i coś się zmienia na lepsze. Ale to nie jest takie proste, to. Musisz wiedzieć jak trzeba robić, jak trzeba trenować, musisz się przestawić. Ale tutaj znowu jest problem, bo brakuje u nas boisk, bazy treningowej, trenerów. Nie mamy akademii, gdzie byliby najlepsi piłkarze, którzy mogliby między sobą rywalizować. A tak w każdej szkółce mamy różnych piłkarzy. Ci lepsi nie robią progresu. Potem jak przychodzi rywalizacja z bardzo dobrymi piłkarzami, to go nie ma.
Czy metody szkoleniowe w Związku Radzieckim, na których Ty się wychowywałeś, były na tyle dobre, że graliście niezłą piłkę na przełomie wieków? Pewnie jeszcze w latach 90 były jakieś pozostałości z tego szkolenia.
Być może tak. W tamtych czasach mieliśmy zespół, który grał w lidze Związku Radzieckiego. Wszyscy najlepsi zawodnicy tam byli. Można powiedzieć, że to była kadra Litwy. Rywalami były duże zespoły tj. Dinamo Kijów, Spartak Moskwa. Wtedy piłka była na wyższym poziomie. Na mecze Żalgirisu przychodziło po 15 tysięcy kibiców. Ci piłkarze mieli z kim rywalizować, dzięki czemu robili ciągle progres. Gdyby dzisiaj tak było, to mogłoby to dobrze wpłynąć na rozwój. Teraz tak nie jest. Przyjeżdża dużo obcokrajowców, którzy nie wiem czy są lepsi od naszych zawodników. Tych miejsc dla Litwinów za dużo nie ma.
Tak rozważając czysto teoretycznie, to może dobrym pomysłem byłaby Liga Bałtycka i rywalizacja z Rigą FC czy Florą Tallinn?
Oczywiście. Uważam, że gdyby w tej lidze grały po 3 – 4 zespoły z Litwy, Łotwy i Estonii, to wpłynęłoby to na lepszy rozwój piłkarzy w tych krajach. Do tego ludzi chodziłoby więcej na stadion, bo byłaby to też rywalizacja między krajami, co napędzałoby pozytywnie wszystkich. Chętniej oglądany byłby mecz Żalgiris – Riga FC niż Żalgiris – inny klub litewski. Poziom tych meczów był wyższy.
No tak. Riga FC czy Sūduva otarły się o fazę grupową Ligi Europy. Z dobrej strony pokazała się Flora Tallinn, ale trafiła na trudnego rywala.
Do Rygi przyszli ludzie z Rosji, którzy mają pieniądze. Tam zawodnicy dostają po 10 tysięcy euro. Na Litwie czy w Estonii nie ma szans aby dostać takie wynagrodzenie. W Holandii w średnich klubach nie ma takich pieniędzy. Riga FC jest w stanie ściągnąć dobrych piłkarzy.
Ostatnie eliminacje oraz Liga Narodów były dla Was bardzo nieudane. Jaki macie pomysł na wyjście z tego kryzysu?
Trudno powiedzieć jednoznacznie. Za tydzień zaczyna się liga litewska i będziemy obserwować. Nie ma za dużo tych zawodników i to jest trochę problem, ale trzeba patrzeć pozytywnie. Teraz w grupie Ligi Narodów mamy takie zespoły, z którymi możemy nawiązać równorzędną rywalizację. Nie będziemy grać przeciwko Serbii, Ukrainie czy Portugalii, tylko z Kazachstanem lub sparing z Estonią. Niedawno graliśmy mecze towarzyskie przeciwko Azerbejdżanowi i Nowej Zelandii. Uważam, że to jest obecnie nasz poziom.
Choć Nowa Zelandia 10 lat temu zagrała na Mistrzostwach Świata i nie przegrała meczu.
No tak, tak. 3 razy zremisowali. Uważam, że osiągnęli dobry wynik. Jeden z tych meczów zremisowanych był z Mistrzami Świata.
Chciałem zwrócić uwagę na waszego rywala z ostatnich eliminacji. Mowa o Luksemburgu. Jest tam kilku piłkarzy grających w niezłych klubach jak choćby Laurent Jans w Paderborn. Zaczynam powoli przekonywać się do tezy, że reprezentacja Luksemburgu ma piłkarzy grających w lepszych klubach niż reprezentacja Litwy, Łotwy i Estonii.
Oczywiście. Wszyscy tylko patrzą na nazwę Luksemburg i myślą, że będzie łatwa wygrana. Nikt nie patrzy gdzie Ci piłkarze grają. Jak popatrzysz w jakich oni klubach występują, to masz zawodników z ligi francuskiej, Bundesligi, Rosji, Dinamo Kijów, Japonia… I oni tam rzeczywiście regularnie grają. Jest to kraj, gdzie występuje dużo obcokrajowców. Mieszka sporo Portugalczyków. Nie grają tam tylko piłkarze, którzy pochodzą z Luksemburga.
Jest jakaś nadzieja, że Sūduva Mariampolė osiągnie fazę grupową Ligi Europy i dzięki temu skorzysta cały litewski futbol w tym reprezentacja?
Nie będzie to miało wpływu na pozytywny rozwój piłki litewskiej. W Sūduvie jest 2 lub 3 piłkarzy z Litwy, reszta to obcokrajowcy, i to oni głównie mają wpływ na wyniki zespołu. Litwini z ekipy Mistrza Litwy grają w reprezentacji.
Np. Golubickas
Np. on. Bardzo młody piłkarz. Na obecny moment uważam, że to jeden z największych talentów na Litwie. Teraz gra i to dobrze w lidze chorwackiej. Ostatnio w sparingu z Dinamo Zagrzeb strzelił gola. Paulius wybrał bardzo dobry kierunek. Trenuje i gra przeciwko lepszym piłkarzom niż w A Lydze. Ma lepsze warunki do rozwoju jako piłkarz.
Skoro jesteśmy przy Litwinach z Sūduvy, to jak przebiega rehabilitacja Vaidasa Slavickasa?
Zaczął niedawno trenować. Mam nadzieję, że wróci niebawem na boisko i jeszcze przyda się reprezentacji.
A czy Arvydas Novikovas to obecnie najlepszy piłkarz reprezentacji Litwy?
Nie powiedziałbym, że najlepszy. Oczywiście myślę, że jest to jeden z najlepszych piłkarzy. Ale w tym sezonie strzelił bodajże 3 bramki. Na pewno Novikovas w formie jest bardzo potrzebny reprezentacji Litwy.
Chciałem zapytać się czy jego przejście z Jagiellonii do Legii to był dobry wybór? Czy lepiej byłoby trafić do lepszej ligi niż Polska? Od razu chcę podkreślić, że chodzi mi o aspekt typowo piłkarski.
Uważam, że on grał dobrze Jagiellonii. Dwukrotnie dzięki niemu zespół z Podlasia został Wicemistrzem Polski. Brakowało mu mistrzostwa. Każdy piłkarz chce wygrywać. W Białymstoku dwukrotnie był blisko. Jak patrzysz, że Legia praktycznie cały czas zdobywa tytuł Mistrza Polski, to jest to kuszące dla piłkarza aby skorzystać z propozycji gry w takim klubie. Oczywiście dla kibiców Jagi jest to przykra wiadomość, że odszedł akurat do Legii. Na pewno zarabia więcej, ale i pod względem sportowym to dobry wybór.
Mi się wydaje, że Legia Warszawa to znany zespół również w Europie. Czy tak jest?
Oczywiście. To bardzo znany klub również w Europie. Jak zapytam znajomych z różnych krajów o Legię, to wszyscy znają ten klub. Wracając do Arvydasa to pewnie gdyby miał dobrą propozycję z zagranicy, to skorzystałby z niej.
Wspomniałeś, że Ara na dobre nie rozkręcił się jeszcze w Legii. Presja w tym klubie na wynik jest większa niż w Jagiellonii. Czy może tutaj jest jeszcze jakiś, nazwijmy to „problem”, u lewonożnego pomocnika?
Oczywiście presja jest większa. Byłem właśnie tydzień w Warszawie i obserwowałem treningi oraz mecz. Znam trenera Aleksandara Vukovicia. Graliśmy przeciwko sobie w polskiej lidze. Rozmawiałem z nim o sytuacji Novikovasa w klubie. Po obserwacji mogę powiedzieć, że to bardzo fajny zespół i bardzo dobrze grają. Był to okres kiedy Arvydas doznał kontuzji. Natomiast jeśli chodzi o mecz, to bardzo przyjemnie mi się oglądało grę Legii.
W Legii za wielki talent uważa się Michała Karbownika. A czy na Litwie takim jest Matas Vareika?
To bardzo ciekawy piłkarz. Dobrze, że jest w Żalgirisie. Teraz wszystko zależy od niego i od trenera czy da mu szansę na grę w większym wymiarze czasowym. Jeśli tak, to będzie się rozwijał. Bo póki co gra po 15 – 20 minut a to na dłuższą metę nie będzie pozwalało na lepszy rozwój Vareiki. Natomiast przez ten krótki czas gry widać, że jest to piłkarz o sporym potencjale. Jest uzdolniony technicznie i mogę powiedzieć, że robi fajne rzeczy na boisku. Szybki, dobry 1 na 1 i też wykończenie akcji ma niezłe.
Występowałeś w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Jak wspominasz te rozgrywki? Zagrałeś tam przeciwko Marko Reichowi, z którym potem grałeś w Jagiellonii Białystok.
Jak on przyszedł to pamiętam, że rozmawialiśmy o tym okresie. On grał w Kaiserslautern, zdobył Mistrzostwo Niemiec. Wtedy był to młody piłkarz, miał bodajże 20 lat. Ja zagrałem w pełnym wymiarze w trzech meczach fazy grupowej i były to jedyny moje występy w Lidze Mistrzów. Gdy przyszedłem do Holandii, to te elitarne rozgrywki znałem tylko z telewizji. Za chwilę okazało się, że trzeba wyjść na boisko i grać. To było bardzo fajne doświadczenie zagrać z Mistrzem Niemiec, z Benficą, w grupie mieliśmy jeszcze HJK Helsinki.
Czy dużym przeżyciem jest gdy wychodzisz na mecz Ligi Mistrzów i słyszysz hymn? Jest to taki pozytywny dreszczyk emocji?
Oczywiście. Gdy wychodzisz na boisko i słyszysz hymn Ligi Mistrzów, to jest to coś niesamowitego, ciężko to opisać. Myślę, że to marzenie każdego piłkarza aby móc wystąpić w takim meczu.
Jacy piłkarze wtedy grali w PSV Eindhoven?
Trenerem był Bobby Robson. Grali wtedy Ruud van Nistelrooy, Marc van Bommel, Abel Xavier. Jak ja przyszedłem to odeszło sporo znanych piłkarzy tj. Phillip Cocu, Wim Jonk, Boudewijn Zenden, Arthur Numan.
Dokonałeś rzeczy, którą mało kto zrobił w historii piłki nożnej. Strzeliłeś bramki w finałach krajowych pucharów w trzech różnych krajach. Powiedz coś o emocjach związanych z tymi bramkami.
Byłem takim piłkarzem, który nie strzelał dużo bramek. Ale gdy dochodziło do ważnych meczów to strzelałem gole. Praktycznie w każdym Pucharze jakim grałem, to strzelałem bramkę. W Holandii graliśmy finał krajowego Pucharu ale siedziałem na ławce, na Litwie 3 razy grałem i za każdym razem wygrywałem te mecze. W Szkocji grałem – strzeliłem, w Polsce grałem – strzeliłem. Praktycznie w każdym kraju jakim byłem, to mój zespół awansował do finału. Zawsze jest jak strzelasz bramkę w finałach to jest inne uczucie, a jeszcze jak wygrywasz, to pamiętasz na całe życie. Grając w Dunfermline, w finale na Hampden Park do ok. 80 minuty prowadziliśmy 1:0. Była taka sytuacja, że mieliśmy rzut rożny, po którym piłkarz Celticu zagrał ręką w polu karnym. Nie przepadam za VAR-em ale w tej sytuacji należał nam się rzut karny. Wykorzystując go prowadzilibyśmy 2:0 i nasze szanse na zdobycie Pucharu Szkocji wzrosłyby znacząco. A tak gwizdek sędziego milczał, Celtic poszedł z akcją i wyrównał stan meczu na 1:1, potem dołożyli jeszcze 2 bramki i wygrali cały mecz. Dzisiaj kibice Dunfermline wspominają, że gdyby ten mecz odbywał się teraz, to VAR naprawiłby błąd sędziego i stanęlibyśmy przed ogromną szansą na zdobycie Pucharu Szkocji. Jednak dla kibiców Dunfermline to był wyjątkowy dzień. Bardzo dużo fanów przyjechało na ten mecz. Podobnie w Jagiellonii. Strzeliłem jedyną bramkę, choć może nie był to najlepszy mecz. Ale jak mówi Jose Mourinho, finały są od wygrywania a nie od pokazywania ładnej gry.
Właśnie niedawno minęła 10 rocznica od zdobycia Pucharu Polski przez Jagiellonię. Czy to jeden z najlepszych momentów w Twojej karierze?
Mogę śmiało powiedzieć, że zdecydowanie tak. Wygraliśmy ten mecz, strzeliłem jedyną bramkę. To było przyjemne uczucie, Jagiellonia po raz pierwszy w swojej historii zdobyła trofeum. Zawsze będę miło wspominał datę 22 maja 2010 roku.
No i ten gol. Nieczysty strzał lewym piszczelem (śmiech).
To był bardzo czysty strzał lewym piszczelem (śmiech).
Żeby być sprawiedliwym na pewno należy też wspomnieć, że na początku meczu z boiska powinien wylecieć Mido, a Pogoni należał się rzut wolny.
Tam rzut karny powinien być.
Nie. Na 100 % było to przewinienie tuż przed polem karnym.
Myślę, że tam na pewno był faul i wtedy różnie mogłoby być.
Chętnie zapytałbym o każdy klub, w którym grałeś ale skupię się na tym, co polskich kibiców interesuje najbardziej. Jak trafiłeś do Polski, do Korony Kielce?
Po Rosji wróciłem na chwilę na Litwę, do Vėtry Wilno. Zagraliśmy w Pucharze Intertoto. Ograliśmy walijski klub a później Legię Warszawa, która wtedy była na 1. miejscu w Polsce. Przed naszym meczem mieli serie kilku zwycięstw z rzędu. Zagraliśmy jedną połowę, którą wygraliśmy 2:0. Gdyby odbyły się kolejne połowy, w tym dwie w Warszawie, to nie wiadomo czy udałoby się nam awansować dalej. Być może ktoś w Polsce obejrzał tę połowę, zauważył mnie i pojechałem podpisać kontrakt z Koroną Kielce.
Potem zamieniłeś Kielce na Białystok. Czy Michał Probierz bardzo chciał Twojego przyjścia, czy jednak rozłożyło się to na klub?
W zasadzie to mogło nie być mojego przyjścia do Jagiellonii, bo z Koroną podpisałem roczny kontrakt z opcją przedłużenia o kolejne 2 lata. Zespół niestety spadł do 1. ligi za korupcję. Chciano abym został w klubie, jednak ja nie chciałem grać na zapleczu Ekstraklasy. Byłem w kadrze Litwy i tylko gra w najwyższej lidze mogła dać mi szansę gry barwach narodowych. Reprezentowanie mojego kraju bardzo mnie motywowało do dalszej pracy. Wtedy otrzymałem propozycję gry dla Jagiellonii Białystok. Wiedziałem, że jest budowany nowy zespół. Przyjechało około 10 nowych piłkarzy i trener Probierz. Młody szkoleniowiec, który budował zespół. Uważam, że to był dobry wybór. W Białymstoku miałem fajny czas w swojej karierze.
Czy w porównaniu do trenerów europejskich Michał Probierz to dobry trener?
Pamiętam go jako bardzo ambitnego i młodego trenera. Żył piłką 24 godziny na dobę. Wszystko mi się u niego podobało. Treningi, odprawy, to jak potrafił nas zmotywować. Było też widać, że z każdym dniem, tygodniem, rokiem rozwija się i staje się coraz lepszym trenerem. Już po odejściu z Jagi spotkałem się z nim kilka razy, np. kiedy był drugi raz trenerem w Białymstoku. Wtedy obserwowałem jego treningi, rozmawiałem z nim na różnych meczach. Bardzo dobry trener. Jeden z najlepszych w Polsce, dlatego cały czas ma pracę lub nowe oferty. Uważam również, że Michał Probierz i inni polscy trenerzy nie odstają pod względem warsztatu trenerskiego od innych europejskich szkoleniowców i to nawet z mocnych lig. Dużo w Europie jest dobrych trenerów, ale nie dostają szansy i nie mogą pokazać swoich możliwości. Nie licząc najlepszych fachowców na świecie, to musisz mieć w znajomości w świecie trenerskim, dobrego menedżera, mieć w otoczeniu takich ludzi. Bez nich, będąc nawet najlepszym trenerem na świecie, nie zaistniejesz w topowych ligach w Europie.
Czyli np. to, że Pal Dardai był trenerem Herthy Berlin nie musi oznaczać, że węgierscy trenerzy są wspaniali? Wiadomo, że zostałem pierwszym trenerem tego zespołu, ponieważ grał wiele lat w tym klubie i, można powiedzieć, jest legendą zespołu ze stolicy Niemiec.
Tak. Jeśli ty byłeś jako piłkarz legendą tego klubu i wszyscy kibice ciebie znają, to dla samego klubu jest to dobra decyzja, bo wszyscy będą pozytywnie nastawieni na taki układ. Jeśli będziesz dobrze pracować i osiągniesz dobre wyniki, to zawsze wszyscy stawią się za tobą. Jak nie, to oczywiście będzie problem.
A co powiesz o trenerze Czesławie Michniewiczu? Ponoć lubi wysyłać zadania piłkarzom do domu.
Nie dostawałem takich zadań. Nie mieliśmy tego. Trener Michniewicz był bardzo krótko w klubie. Po rundzie jesiennej (17 kolejek) odszedł, zresztą w tym samym momencie co ja. Po latach spotkałem się z trenerem przy okazji meczów U-21 Polska – Litwa. Pojechałem do Szwajcarii, do Nyonu na losowanie, i tam też się widzieliśmy. Ogólnie za krótko razem pracowaliśmy bym mógł wyrobić sobie zdanie na jego temat.
A czy jego przyjście po niepowodzeniu z Irtyszem Pawłodar pozwoliło Wam uwierzyć, że możecie dobrze grać?
Zawsze są duże oczekiwania. Ale w tamtym momencie nie wiem czy liga kazachska nie była już lepsza od polskiej. Może podam przykład organizacji. Oni przylecieli czarterem do Białorusi a godzinę później byli już w Białymstoku. A my podróżowaliśmy tam 2 dni. Autobusem do Mińska, potem czekaliśmy dość długo na samolot. Całą noc lecieliśmy do Pawłodaru. W hotelu było ponad 30 – 35 stopni i zero klimatyzacji, powietrze „stało”. Niemożliwe było tam spać. W dniu meczu było bardzo gorąco, graliśmy na sztucznej nawierzchni. Było bardzo ciężko. Te wszystkie detale myślę, że zaważyły, iż nieznacznie przegraliśmy tą rywalizację. Ogólnie uważam, że nie byliśmy lepsi niż Irtysz. Raczej twierdzę, że spotkały się dwa rówe zespoły. Przegraliśmy 0:2. Oczywiście kibice byli bardzo niezadowoleni, że jak to można było przegrać z drużyną z Kazachstanu. W tych i tamtych czasach wszystko jest możliwe. Oczywiście byliśmy zawiedzeni, że przegraliśmy, były nawet rozmowy z kibicami. Przy Czesławie Michniewiczu też mieliśmy serię porażek, odpadliśmy z Pucharu Polski. Pamiętam jak kibice przychodzili na treningi. Ich też można rozumieć.
Po zakończeniu rundy jesiennej sezonu 2011/2012 miałeś jeszcze kontrakt ważny przez pół roku, tak?
Tak, miałem jeszcze ważny przez pół roku kontrakt.
Nie wypełniłeś umowy z Jagiellonią, ponieważ nie mieściłeś się w wizji nowego trenera Jagi Tomasza Hajto? Czy sam już czułeś, że wystarczy?
Gdy zagraliśmy ostatni mecz w 2011 roku wygrywając go w Gdańsku 1:0, to nikt nie myślał co się wydarzy, czy będzie zmiana na stanowisku szkoleniowca. Po nowym roku dowiedziałem się, że został zwolniony trener i jest już nowy. Mi pozostało 6 miesięcy do końca kontraktu i gdzieś pojawiały się rozmowy, że raczej odejdę z Białegostoku i być może pogram jeszcze na Litwie. Na pewno nie było rozmów o nowym kontrakcie. Natomiast przyjechałem po przerwie i na pierwszych zajęciach doznałem kontuzji. Nie wiadomo jakby to wszystko się potoczyło, bo były zapytania o mnie z innych polskich klubów. Ale ja 3,5 miesiąca nie grałem.
Chciałbym chwilę porozmawiać o europejskich pucharach. Na pewno szkoda początku rywalizacji z Arisem Saloniki. Mimo to była szansa na awans do IV rundy eliminacji Ligi Europy. Faulowałeś Daniela Cesareca?
Wyglądało w pierwszej chwili, że to ja byłem pierwszy piłce, ale jednak on pierwszy dotknął piłki, a ja swoją głową trafiłem w jego. Myślę, że sędzia miał prawo do podyktowania jedenastki. Nie chciałem go trafić. Była to walka w powietrzu o piłkę. On był szybszy ode mnie o kilka centymetrów. Być może z tej pozycji nie strzeliłby bramki. ale strącając piłkę mógł stworzyć dobrą akcję koledze z zespołu.
Czy przed meczami z Arisem z Tadasem Kijanskasem pogadaliście z Deividasem Česnauskisem, który wtedy grał w Arisie?
Po meczu rozmawialiśmy. Ale przed nie pamiętam dokładnie. Wydaje mi się, że raczej nie.
Chciałem poruszyć Twoje dwie potyczki z polskimi klubami, gdy grałeś w litewskich klubach. Najpierw Lech. Jak podchodziliście do rywalizacji z Kolejorzem? Wierzyliście w awans?
Można to samo powiedzieć o rywalizacji Jagiellonii z Irtyszem. Na papierze dużej różnicy nie było na korzyść Lecha. W meczach w lipcu czy sierpniu łatwiej grać klubom, gdy ich rozgrywki odbywają się w systemie wiosna-jesień. My byliśmy w rytmie meczowym a Lech jeszcze bodajże przed sezonem. Czuliśmy się dobrze pod względem fizycznym. A polskie kluby w tym okresie nie są jeszcze w optymalnej formie. Dlatego to dobre dla takich krajów jak Litwa, Łotwa, Kazachstan, Estonia, gdzie sezon trwa cały rok kalendarzowy, tj. od połowy marca do połowy listopada. To jest duża szansa dla klubów z tych krajów na wyeliminowanie rywali z Polski, Holandii czy Belgii. Tak, Lech Poznań to bardzo dobry zespół, ale w tych meczach nie pokazał tego.
Choć końcówka rewanżu w Poznaniu była nerwowa.
Tak. Gdybyśmy nie stracili szybko pod koniec meczu dwóch bramek byłoby spokojnie. Ale tak, końcówka była nerwowa.
Udzielając wywiadu Bałtyckiemu futbolowi Konstantin Vassiljev w zasadzie stwierdził to samo, że to jest szansa dla waszych klubów w rywalizacji z zespołami, które są jeszcze w okresie przygotowawczym bez rytmu meczowego. Myślę, że te kluby uważają, iż można Was pokonać z marszu, i nie raz na tym się wykładają.
Oczywiście. To są tylko dwa mecze i masz szansę na to aby pokonać faworyzowany zespół, mimo, że jesteś słabszy na papierze, Twoją przewagą jest to, że jesteś w rytmie meczowym.
Po pierwszym meczu w Wilnie ponoć samochody kibiców Lecha były uszkodzone. Czy to prawda?
Nie wiem, naprawdę nie wiem. Ale po doświadczeniach z meczu Vėtra – Legia policja litewska była przygotowana. Od granicy pilotowała przejazd kibiców Lecha, których sporo pojawiło się w stolicy naszego kraju. Może coś tam było, ale na pewno nie tak jak przy okazji wizyty kibiców Legii w Wilnie. W 2013 roku było już bardzo dużo policji i ochrony.
A czy podczas gry w Poznaniu widziałeś ten słynny transparent?
Podczas meczu w ogóle go nie widziałem. Po meczu coś słyszałem i widziałem ale specjalnie się tym nie interesowałem.
No i ten nieszczęsny mecz z Legią Warszawa. Bo mimo tego, że prowadziliście 2:0, to na pierwszy plan wyszły zamieszki na trybunach a potem na boisku. Jak ten mecz wyglądał z Twojej perspektywy? Może najpierw od strony sportowej opowiedz.
Uważam, że z naszej strony wszystko dobrze wyglądało. Mieliśmy dobrą analizę gry Legii. Znaliśmy ich najlepszych zawodników, mocne i słabe strony. Dostarczono nam wiedzę o tym jak możemy ich skutecznie pokonać, na co zwrócić szczególną uwagę. I wszystko nam wypaliło. Zagraliśmy bardzo dobre 45 minut.
Czy pod koniec pierwszej połowy było coś widać, że mogą być wywołane takie zamieszki?
Nasz drugi trener – Donatas Vencevičius mówił, że ochrona nie jest przygotowana i w każdej chwili kibice Legii mogą ruszyć na boisko. Wychodząc na 2. połowę wyczułem gaz, na boisku dużo ludzi. Wtedy już wiedziałem, że jest koniec i ten mecz nie zostanie dokończony.
Dużo było zniszczeń na stadionie i być może poza nim?
Na mieście raczej nie. Stadion można było powiedzieć został zdewastowany. Wszystkiego nie pamiętam. Dużo o tym pisali, mówili, że byli nieprzygotowani na taką ilość kibiców.
Może inaczej. Na meczu pewnie była Twoja rodzina, znajomi. Czy czuli się oni zagrożeni?
Oczywiście. Oni siedzieli na trybunie gdzie siedzą zwykli kibice. Nie było wiadomo kogo, że tak ujmę, wylosują, kogo będą bić. Na Litwie są przyzwyczajeni do tego aby kibicować swojej drużynie. Nie da się ukryć, że wszyscy byli przestraszeni. Jak tylko mogliśmy to ruszyliśmy do domu i nie wychodziliśmy. Z klubu wyszliśmy dobrą godzinę po meczu. Przez ten czas gdy siedzieliśmy w szatni myśleliśmy co może się stać z naszymi rodzinami, znajomymi.
Wspomniałem o tym, że Litwini wygrywali rozgrywki w europejskich pucharach. Mógłbyś ocenić ich karierę piłkarską? Najpierw Edgaras Jankauskas. Czytałem wywiad, w którym wspominałeś, że to chyba jedyny piłkarz którego Twoi rodacy rozpoznaliby „na ulicy”.
Ci którzy interesują się piłką, to mogą rozpoznać piłkarzy. Na pewno nie jest tak, że zauważą Jankauskasa i nagle rzuci się na niego pięciu czy też dziesięciu ludzi aby zrobić z nim zdjęcie, czy poprosić o autograf. Natomiast Edgaras miał wspaniałą karierę. Grał w bardzo dobrych klubach i strzelał bramki. Zdobył Puchar UEFA, Ligę Mistrzów, pracował z Jose Mourinho. Grał w Hiszpanii, Portugalii, Belgii, Rosji. Zdobywał mistrzostwa krajów. Zdaje się, że spośród litewskich piłkarzy on wygrał najwięcej.
15 lat temu Puchar UEFA z CSKA Moskwa zdobył Deividas Šemberas. Co powiesz o karierze legendy „Armiejców”?
Bardzo dobry zawodnik. On praktycznie nie strzelał bramek, ale był bardzo uniwersalnym piłkarzem i mógł grać na różnych pozycjach, oprócz bramkarza i napastnika. Występował na bokach obrony i pomocy, a także w środku. Najlepiej oczywiście radził sobie w centralnej części boiska. Był dość niewidoczny, lecz sporo pracował dla drużyny. Uważam, że sporo wycisnął ze swojej kariery mimo, że w zasadzie grał dla jednego klubu. Grał z nim w Lidze Mistrzów, zdobył Puchar UEFA, mistrzostwo Rosji.
Na koniec chciałem zapytać się o najlepszego piłkarza, z którym grałeś oraz przeciwko któremu grałeś? Najpierw wypowiedz się na temat z którym grałeś.
Trudno powiedzieć. Bo grając w Holandii mieliśmy takie gwiazdy, że ciężko wskazać jednego. Ale uważam, że Ruud van Nistelrooy. Jak przyszedł to strzelił ponad 40 bramek. Natomiast był też taki zawodnik w PSV Georgi Gakhokidze, który na treningach był świetny, ale nie pokazywał tego w meczach. Jeśli chodzi o najlepszego piłkarza przeciwko któremu grałem to zdecydowanie Henrik Larsson. Występując w Szkocji dużo razy stawaliśmy naprzeciw siebie. I tak na około 20 meczów między sobą to on strzelił gdzieś z 20 bramek. Naprawdę ciężko się grało przeciwko niemu. Celtic Glasgow wtedy był bardzo dobry w Europie. W 2003 roku zagrali w finale Pucharu UEFA z FC Porto. W tamtym czasie nigdy nie przegrywali u siebie. Tam oprócz niego byli Sutton, Petrov, Moravcik. Grałem przeciwko wielu świetnym piłkarzom, tj. Ribery, Henry, Raul, Torres.
A co powiesz o najlepszym moim zdaniem środku pola w historii futbolu? Mam na myśli Andresa Iniestę i Xaviego Hernandeza.
To są piłkarze, którzy nie robią zbędnych rzeczy, robią tylko to, co trzeba. Nie zauważyłem aby próbowali dryblować pięciu rywali. Tam cały czas jest przyjęcie, podanie, wyjście na pozycję. Są to piłkarze, którzy szukają piłki i ciężko im ją odebrać. Grali bardzo szybko. Bardzo dobre przyjęcie kierunkowe, którym stwarzali sobie większy komfort w podjęciu kolejnych boiskowych decyzji, a czasami potrafili świetnie zagrać z pierwszej piłki. Takich piłkarzy w środku pola jak oni chyba rzeczywiście nie było w historii piłki nożnej.
fot. Maciej Gilewski







