Bardzo trudna sytuacja łotewskiej federacji

Ciężki orzech do zgryzienia ma kierownictwo łotewskiej federacji piłkarskiej. Pod koniec lutego informowałem o nadzwyczajnym kongresie ws. odwołania prezesa Kasparsa Gorkšsa, który utrzymał swoje stanowisko na mocy wygranego głosowania. Jak się jednak okazuje to nie był koniec zmartwień byłego piłkarza reprezentacji Łotwy.

Kwietniowy kongres nadzwyczajny trwał aż 9,5 godziny, od 11 do 20:30 polskiego czasu. Tematem, który pochłonął największą ilość czasu było sprawozdanie finansowe z zeszłego roku wykazujące deficyt budżetowy w wysokości ok. miliona euro. Głośno już było w lutym, kiedy oponent Gorkšsa, Vadims Ļašenko, nalegał na opublikowanie dokumentacji finansowej federacji. W lutym jednak księgowość nie zdążyła wszystkiego sporządzić, dlatego Kaspars Gorkšs zapewnił, że do sprawy wróci w kwietniu. Również i w tym kongresie Ļašenko na pewno miał swój wpływ, ale powód do ogólnego niezadowolenia wśród członków dostarczyła w zasadzie sama federacja.

Jednym z punktów obrad miało być omówienie nowego statusu LFF. Ten został sporządzony naprędce raptem 2 dni przed zjazdem. Dokładnie tyle mieli też członkowie na zapoznanie się z ponad 40-stronicową dokumentacją. Oczywiście uczniowie szkół średnich nie takich cudów przed maturą dokonywali, jednak mowa tu także o specjalistycznej terminologii, szczegółowej analizie i wyciągnięciu własnych wniosków. Z jednej strony nie jest to „mission impossible”, z drugiej nie wypada robić statutu naprędce na kolanie. Z racji tego, że sporządzenie statutu zakończono 2 dni przed kongresem, zarząd przełożył rozmowy o jego zatwierdzeniu. Na wrzesień… Nic zatem dziwnego, że w głosowaniu połowa członków opowiedziała się przeciwko zarządowi. W efekcie, po kongresie 6 z 11 członków zarządu podało się do dymisji. Do końca maja ma zostać zwołany kolejny nadzwyczajny kongres.

Kaspars Gorkšs bardzo chce uporządkować łotewski futbol i chęci nie można mu odmówić, natomiast brakuje mu niestety jeszcze obycia, wiedzy i doświadczenia. W rezultacie efekt jest odwrotny do zamierzonego, bo dla łotewskiej piłki nie przyszły lepsze czasy. Sprzątanie bałaganu należy zacząć od podstaw, czyli od stabilnej pozycji związku piłkarskiego. W wyniku swoich problemów, federacja nie ma jak obecnie zająć się także innymi problemami ciągnącymi tamtejszą piłkę jeszcze bardziej w dół. Ponoć w przypadku 1. ligowej drużyny z Rygi – FC New Project jest ponoć „bardziej niż jasne”, że klub jest zamieszany w ustawianie spotkań, i choć oficjalnego śledztwa związku nie ma, to za kulisami każdy ma świadomość w co pogrywa beniaminek 1. Līgi. W sprawę zamieszana jest najprawdopodobniej tzw. azjatycka mafia bukmacherska, bo właśnie u azjatyckich bukmacherów można obstawiać mecze New Projectu. W tym roku najprawdopodobniej krajowy związek piłki nożnej nie zajmie się szukaniem dowodów, ponieważ znaleźć musi najpierw nowych, lojalnych członków. Sprawy Gorkšsowi nie ułatwiał również bałagan pozostawiony po poprzedniku. Obecny prezydent LFF zapowiedział już, że nie będzie ubiegał się o re-elekcję. Powiedział, że jest tym wszystkim zbyt zmęczony i praca jako prezes LFF kosztuje go zbyt wiele. Kwiecień 2020 roku będzie więc datą zakończenia pracy przez Kasparsa Gorkšsa na czele łotewskiego związku piłki nożnej.

fot. lff.lv

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie