Fedora Černycha na pewno pamięta większość fanów obserwujących polską Ekstraklasę. W rozmowie z Szymonem Góralskim Litwin podzielił się swoimi wspomnieniami z przeszłości, zarówno tymi z Polski, jak i z Białorusi czy Litwy. Wiele ciekawostek, wiele anegdot i bardzo interesujących informacji na temat potencjalnej przyszłości „Fiedzi”. Zapraszam do lektury!
Szymon Góralski: Na początku podstawowe pytanie. Jak Twoje i Twojej rodziny zdrowie w czasie, gdy szaleje koronawirus?
Fedor Černych (FK Orenburg): U nas jest wszystko spokojnie. Zdrowie dopisuje, siedzimy w domu, można powiedzieć w kwarantannie. Czekamy, aż zaczną się treningi, liga, bo naprawdę ciężko już wytrzymać.
Jakie są obostrzenia w Rosji?
Najwięcej zakazów jest w Moskwie, bo tam odnotowano najwięcej przypadków zarażenia koronawirusem. W stolicy jeśli mieszkańcy chcą wyjść do sklepu lub apteki, to muszą dostać pozwolenie, które jest wysyłane elektronicznie poprzez dostarczenie na telefon specjalnego kodu. Jeśli policja Cię skontroluje, to aby uniknąć kary należy pokazać ten kod. Teraz zbudowano dużo nowych szpitali. Stare przekształcono tylko dla osób zakażonych koronawirusem. W innych miastach wszystko spokojnie. W Orenburgu są zalecenia, żeby siedzieć w domu, ale można spokojnie wychodzić, aby załatwić najpotrzebniejsze sprawy. Policja na ulicach jest, ale nie widziałem i nie słyszałem aby komuś wlepili mandat. Na ulicach ludzie noszą maseczki i rękawiczki, ale nie wiem czy jest obowiązek. Ja się w takie rzeczy zaopatrzyłem i noszę.
Jak sobie radzisz z treningami w czasie pandemii?
Dobrze, że teraz wynajmuję dom gdzie mam dużo miejsca. Kupiłem sobie bieżnię, hantle i inny sprzęt niezbędny do treningu. Codziennie trenuję, biegam. Poprosiłem trenera od przygotowania fizycznego żeby przysłał mi rozpiskę treningów, i aby udzielił kilku wskazówek związanych z intensywnością i częstotliwością ćwiczeń. Sumiennie wykonuje swoją pracę i robię wszystko, aby utrzymać jak najlepszą formę.
Jaka jest Twoja optymalna pozycja na boisku? Skrzydłowy czy napastnik?
Mi najlepiej się gra na pozycji napastnika. W Łęcznej grając na tej pozycji w jednym sezonie zdobyłem 11 goli i 6 asyst. Dwa sezony później w Jadze miałem odpowiednio 12 i 9. Później po kupnie Cilliana Sheridana zostałem przesunięty na skrzydło i nie strzeliłem już żadnego gola, miałem tylko asysty. Lepiej się czułem oczywiście na pozycji napastnika, ale trener potrzebował mnie na skrzydle. Gdyby trener Probierz powiedział mi aby być obrońcą, to zagrałbym obrońcę. Nie ma problemu.
W reprezentacji Litwy grałeś głównie na skrzydle. Obserwując Cię, miałem wrażenie, że dobrze czułeś się na tej pozycji. Do tego miałeś niezłe liczby.
Będąc skrzydłowym, strzeliłem bodajże 5 bramek. To był dla mnie super okres, byłem pewny siebie. W Jadze grałem na napastniku i strzelałem bramki. Gdy jechałem na kadrę, to również zdobywałem gole. No po prostu wszystko wpadało. Generalnie pasowało mi grać u Jankauskasa na skrzydle, bo nie graliśmy jak zawsze czyli obrona i kontrataki. Naszym celem był pressing na połowie rywala i odbiór piłki. Na początku Eliminacji do Mistrzostw Świata 2018 wychodziło nam to dobrze. Wypadałoby tylko dobre sytuacje kończyć bramkami. Ale niestety gra napastnika w momencie gdy się bronisz jest bardzo ciężka. Ciągle tylko biegasz, a piłki praktycznie nie masz przy nodze.
Koniec sezonu 2015/2016 nie był dla Ciebie najlepszy. Nawet przestałeś strzelać, choć były ku temu okazje. Chwilę potem był Puchar Bałtycki, gdzie strzeliłeś dwie bramki. Poziom tego pucharu nie jest najwyższy, ale czy on pomógł w złapaniu pewności siebie i kapitalnym początku sezonu 2016/2017 zarówno w Jagiellonii Białystok jak i reprezentacji Litwy?
Zacznę od tego pierwszego sezonu w Jadze, gdy było mi ciężko. Zawsze myślałem, jak to jest możliwe, że piłkarz może przyjść do zespołu i nie zaaklimatyzować się. Ja tego nie rozumiałem. Jak jesteś dobry, to wszędzie Ci się uda. Ale pierwszy raz przyszedłem do takiego klubu, gdzie było duże ciśnienie po brązowym medalu w sezonie 2014/2015. Do tego jak na Polskę Białystok to duże miasto, więc kibiców jest sporo, którzy są oddani swojemu klubowi. Prezesi po 3. miejscu też mieli chęci aby skończyć kolejny sezon na wyższej pozycji w tabeli. Gdy podpisywałem kontrakt, wszyscy mi gratulowali i mówili też, że muszę strzelić minimum 15 bramek. Przyjąłem to. Później jeden mecz nie strzelasz, drugi nie strzelasz i wszyscy pytają: „Kiedy strzelisz?”, „Czemu nie strzeliłeś?”. Był to ciężki sezon dla mnie pod względem psychologicznym. Nawet myślałem, że będzie trzeba odejść, bo będzie bardzo słabo. Potem pogadałem z trenerem Probierzem. On mi cały sezon mówił: „Fiodor, trzeba bramki strzelać.”, „Czemu nie strzelasz?”. Ale czasem przychodził, głaskał po głowie i mówił: „Fiodor, przyjdzie moment, gdy będziesz strzelał.”. Pod koniec sezonu przyszedłem do niego i powiedziałem, że może odejdę, bo mi nie idzie, ale trener ciągle mnie uspokajał i mówił, że będzie dobrze. Prosił mnie, abym nie jechał na ten Puchar Bałtycki, argumentując, że trzeba odpocząć i rozpocząć nowy sezon normalnie. Powiedziałem mu, że nie mogę tak zrobić, bo jestem kapitanem reprezentacji Litwy. Trener upierał się przy swoim. Ja jednak udałem się na ten puchar i zadzwoniłem do niego, że jestem na turnieju. Michał Probierz poprosił o numer do kierownika reprezentacji. Rozmawiał z nim i prosił, abym nie grał. Potem normalnie pogadali. Na koniec zadzwonił do mnie, mówiąc: „Fiodor, rób jak chcesz.”. Zagrałem te mecze i dobrze mi poszło. Następnie przed wyjazdem na obóz do Słowenii strzeliłem bramkę w sparingu z Koroną. Na tym obozie strzeliłem trochę bramek. Słyszałem, że trener szukał nowego napastnika. Mimo to wierzył we mnie. Od pierwszego ligowego meczu z Legią jak strzeliłem, to poszło. Przyszła taka pewność siebie.
Od drugiej połowy z Legią można powiedzieć.
No tak, tak… No mówię, że już na tym pucharze, potem obozie, czułem że idzie dobrze. No i poszło. Uważam, że słusznie zrobiłem, jadąc na Puchar Bałtycki. Tam rozpocząłem serię regularnej skuteczności. Zdobyłem dwie statuetki dla najlepszego piłkarza.
A skoro jesteśmy przy tym dobrym okresie strzeleckim, to porozmawiajmy o nim. Dwukrotnie straciliście prowadzenie w końcówce meczów ze Słowenią i Szkocją, a z tym drugim rywalem mogliście nawet przegrać. Z czego to wynikało?
Nie wiem. Może dlatego, że poziom przygotowania u nas jest trochę słabszy. Jeśli w reprezentacji Szkocji i Słowenii są piłkarze z Serie A, Premier League, to bardzo dobrze grają piłką i do tego szybko, a my ciągle tylko biegaliśmy. Gdzieś około 70 minuty zrobiło się ciężko. Zmęczenie plus brak koncentracji mogło być powodem, że traciliśmy bramki w ostatnich minutach tych meczów. W Glasgow pamiętam, że straciliśmy gola w 90 minucie na 1:1, a potem Mantas Kuklys wybił piłkę głową z linii bramkowej.
Pociągnę wątek tych eliminacji. Po 3 meczach mieliście 5 punktów na koncie. Potem jednak przyszły gorsze wyniki. W Glasgow świetnie grał Arvydas Novikovas. Później, nie wiem czy z powodu kontuzji, obniżył poziom swojej gry.
Tu na pewno winny jest nie tylko „Arvi” bowiem cała drużyna zagrała słabiej. Rywale gdy grali z nami rewanże zrozumieli, że nie czekamy na nich, tylko gramy swoje. Przeczytali nas i poza meczem z Maltą wszystko przegraliśmy.
Czwarty mecz w tych eliminacjach był na Wembley.
No tak. W tym meczu mogliśmy wyjść na prowadzenie, ale Vykintas Slivka nie trafił w dogodnej sytuacji. Ten mecz uważam, że był niezły w naszym wykonaniu. Przegraliśmy 2:0, ale na ile pamiętam, to było to naprawdę niezłe spotkanie z naszej strony, coś próbowaliśmy konstruować. Na pewno to był lepszy mecz niż poprzedni na Wembley w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy 2016. Wtedy przegraliśmy 0:4 i nie wychodziliśmy z naszej połowy boiska.
Pierwszy raz o Tobie usłyszałem i zarazem zobaczyłem Cię podczas meczu w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata 2014 Litwa – Łotwa. Jak wspominasz ten mecz, w którym strzeliłeś gola?
Oczywiście, że wspominam bardzo dobrze. To był mój pierwszy mecz o punkty w reprezentacji Litwy. Trener Igoris Pankratjevas postawił na mnie. Nie powiem, że byłem przestraszony, ale dziwnie się czułem. Wszedłem dobrze w ten mecz. Od razu w 6. czy 7. minucie strzeliłem gola i grało mi bardzo dobrze. Potem jeszcze zaliczyłem asystę, wygraliśmy to spotkanie 2:0. Ten mecz na pewno zapamiętam na całe życie.
A jakie są relacje kibiców litewskich z łotewskimi i estońskimi? Bo grałeś z obydwiema reprezentacjami w meczach o punkty.
To są derby, ale na spokojnie. Kibice przyjeżdżają i dopingują swoje reprezentacje.
A czy na Litwie kibicowano reprezentacji Łotwy na Euro 2004?
Oczywiście. To są zarazem rywale jak i „braciaki”.
Chciałem teraz zapytać się o Twoją klubową karierę seniorską. Zaczynałeś w Granitasie Wilno. Jak wyglądało Twoje wejście do dorosłej drużyny?
Gdy wchodziłem do zespołu seniorów to graliśmy na 3. poziomie rozgrywkowym. Do zespołu wchodzili piłkarze z mojego rocznika i rok starsi, z którymi już wcześniej trenowałem. Pojawił się też człowiek, który ma pieniądze i nie chciał nas wypuszczać z klubu. Były opcje, że po szkole zabiorą cię do rezerw jakiegoś klubu, albo pójdziesz się uczyć, szukać pracy lub innego zajęcia. A on nie chciał nas wypuścić. Dał pieniądze aby drużyna mogła grać w 3. lidze i co pół roku próbować wysyłać kogoś na testy. Coś tam pograliśmy, kilku chłopaków wyjechało do Łotwy. Później zimą pojechaliśmy na turniej do białoruskiego Mohylewa, na którym byli także trener i prezes drużyny Dniapro Mohylew. Spodobałem im się i zapytali ile kosztuję, i czy mogę przyjechać na testy. Miesiąc później pojawiłem się na próbę na okres dwóch tygodni. Wyszło bardzo dobrze, włodarze klubu podpisali ze mną kontrakt.
Czyli do ekstraklasy białoruskiej trafiłeś bezpośrednio z Granitasu Wilno, z 3. ligi, tak?
Tak. Bo na Litwie naprawdę szału nie było. Nikt się mną specjalnie nie zainteresował. Stołeczne kluby Żalgiris i Vėtra chciały abym przyszedł do ich juniorów, lecz nie widziałem sensu aby grać ze swoim rocznikiem. Zależało mi na tym, by grać z seniorami i pojechałem na Białoruś. Tam poziom jest trochę wyższy. W Mohylewie powiedzieli, że będę trenować z pierwszą drużyną a grać w rezerwach. Jak pokażę się z dobrej strony to dostanę szansę gry w pierwszej drużynie plus większa wypłata. Zagrałem dwa mecze w rezerwach, a następnie wszedłem na 20 minut w swoim pierwszym meczu i strzeliłem dwie bramki. Od tego momentu zawsze byłem w pierwszej drużynie, grałem od początku lub wchodziłem z ławki rezerwowych.
Trafiłeś później na wypożyczenie do Naftanu Nowopołock.
Tak, bo nie grałem wtedy 8 miesięcy przez kontuzję. Dniapro spadło do 1. ligi, a obcokrajowcy nie mogą grać na tym poziomie rozgrywek w Białorusi. Postanowiono wypożyczyć mnie do Naftanu. Pograłem trochę meczów, strzeliłem kilka bramek, wygraliśmy Puchar Białorusi. Zainteresował się mną trener reprezentacji Litwy Csaba Laszlo i zadebiutowałem w towarzyskim spotkaniu z Armenią, ale zagrałem bardzo słabo.
Jak wspominasz swój debiut w reprezentacji Litwy?
Pamiętam, że wzięto kilku chłopaków z U-20. Trener Laszlo chciał zobaczyć jak się prezentujemy. Chyba trzech piłkarzy z tej kadry debiutowało w Erewaniu. Ale tak naprawdę to jak wspomniałem zagrałem bardzo słabo. Później słyszałem, że nie chciano mnie więcej powoływać.
Potem nadszedł chyba przełomowy moment w karierze. Trafiłeś do Górnika Łęczna. Jak do tego doszło?
Kończył się mój kontrakt z Dniaprem. 5 lat już byłem na Białorusi i trzeba było albo przedłużyć umowę z klubem, albo szukać coś nowego. Oczywiście chciałem spróbować swoich sił gdzie indziej. Wtedy pojechaliśmy na Puchar Bałtycki i po nim graliśmy mecz z Polską w Gdańsku. Zaliczyłem w nim asystę – Lukas Spalvis po moim dośrodkowaniu pokonał na raty Artura Boruca. Nieźle mi wtedy poszło. Za kilka dni zadzwonił do mnie mój menadżer i powiedział, że interesują się mną polskie kluby. Była Korona i Jagiellonia, tylko trzeba było przyjechać do nich najpierw na testy. Natomiast do Górnika Łęczna tylko na testy medyczne plus 1 – 2 treningi sprawdzające w jakiej formie jesteś. Wtedy od 3 tygodni przebywałem na urlopie, ciężko było. Zobaczyłem, że trener Jurij Szatałow to Rosjanin, swój. Pomyślałem, że może będzie łatwiej. Jestem mu wdzięczny. Wziął mnie, dał szansę, wierzył we mnie. Myślę, że dobrze zrobiłem, że pojechałem do Łęcznej.
Myślę, że tak, bo polska liga to dobra trampolina do lepszych lig w Europie.
Oczywiście. Tyle było wieści, że z Polski mogę trafić do Anglii, do Włoch, do Niemiec. A z ligi białoruskiej nie było to raczej możliwe.
Jak oceniasz atmosferę na stadionie w Łęcznej?
Fajnie sobie wspominam, zawsze dużo ludzi przychodziło, kibice dopingowali. Bardzo, bardzo fajna atmosfera i lubiłem tam grać. Mały stadion, ale klimat zawsze był super.
Twój najlepszy mecz w barwach Górnika Łęczna to zapewne starcie z Legią Warszawa. Też tak uważasz?
Myślę, że tak. Strzeliłem dwie bramki i zaliczyłem asystę. Na dodatek w tym meczu grałem ze złamaną nogą. Po tym wszystkim musiałem zrobić operację i musiałem opuścić pierwsze 5 meczów w 2014 roku.
Mecz z Legią był ostatnim w 2013 roku?
Tak. Ale już w reprezentacji miałem złamaną tę nogę. Dokładnie piąta kość śródstopia. Wróciłem do klubu i w trzech meczach grałem na środkach przeciwbólowych, i we wszystkich strzelałem bramki – z GKS-em Bełchatów, Ruchem Chorzów i Legią Warszawa. Wtedy nie trenowałem, tylko przed meczem dostawałem środki przeciwbólowe, wykonałem rozgrzewkę i grałem. Pierwszy mecz zagrałem 70 minut, w następnym 65, a z Legią 60 minut, bo już naprawdę nie mogłem biegać. Bardzo mocno mnie bolało.
Wrócę do meczu z Legią. Co powiesz o atmosferze tego meczu i kibicach, którzy Was dopingowali?
To był dobry okres naszej gry, do tego przyjechał Mistrz Polski, więc zainteresowanie w Łęcznej było ogromne. Przybyło sporo kibiców z Warszawy. Nasi chcieli więc utrzymać doping na wysokim poziomie. Wtedy był on niesamowity, do tego bramki nakręciły naszych fanów do naprawdę żywiołowych reakcji. Jak prowadziliśmy 3:0, to kibice wręcz szaleli. Gdy teraz to wszystko sobie przypominam, to było to wspaniałe uczucie.
Kiedy pojawiła się propozycja z Jagiellonii Białystok? Czy byłeś długo obserwowany?
To też jest taka śmieszna historia. Na koniec sezonu zawsze dają nam listę do wypełnienia, gdzie jest najlepsza murawa, najlepszy stadion, najlepszy trener, trener, z którym chcesz pracować, trener, z którym nie chcesz pracować, najlepsi piłkarze. Wszystko wymieniłem, ale gdy doszedłem do trenera, z którym nie chcę pracować, to tak naprawdę nie znałem nikogo takiego. I zawsze jak oglądałem Jagę, i gdy w telewizji pokazywali Michała Probierza, to myślałem o nim, że jest żywiołowy. Do klubu przyjechaliśmy po dwutygodniowym urlopie kończącym sezon. Kilka dni trenowaliśmy i dzwoni do mnie telefon. Odbieram i słyszę: „Cześć. Jestem Michał. Chcesz do mnie przyjść?”. Byłem skołowany ale odpowiedziałem: „No tak, chcę.”. Odpowiedział mi, że prezes do mnie zadzwoni. Siedziałem wtedy z chłopakami i myślałem: „Jaki Michał? Chyba Probierz, bo innego nie znam.”. No i wyszło tak, że później razem pracowaliśmy, i że jest to najlepszy trener, który mnie prowadził.
Pojawiłeś się na meczu z Legią Warszawa w sierpniu 2015 roku?
Tak, byłem. Wtedy po meczu podpisałem kontrakt z Jagiellonią.
Wynik był 1:1. Bramkę na pożegnanie z Białymstokiem strzelił Maciej Gajos. Czy zdążyłeś się z nim przywitać?
Nie. Tylko minęliśmy się, jeszcze do szatni nie wchodziłem, zaproszono mnie tylko na mecz. Wieczorem pojechaliśmy pogadać, a rano następnego dnia podpisałem kontrakt i już jechałem na reprezentację.
Wtedy był pełny stadion kibiców. Jak Ci się podobała Tobie atmosfera na trybunach? I czy pomyślałeś sobie wtedy, że super tu będzie grać przed tak liczną publicznością?
To robiło niesamowite wrażenie. Do tej pory to byli najlepsi kibice, jakich miałem w swojej karierze.
Czyli w nie Dinamo?
Graliśmy w Chimkach. Tam dużo ludzi nie przychodziło, 5 – 6 tysięcy. Oczywiście była trybuna, gdzie kibice dopingowali i robili dobrą robotę, ale puste trybuny na pozostałej części stadionu – to nie wyglądało dobrze.
Mówiliśmy już trochę o sezonie 2015/2016. Nie była to dobra edycja w wykonaniu Jagi. Jak byś to ocenił?
Coś nie poszło, nie wiem co, coś nie zadziałało. Na treningach wszystko było dobrze, a na meczu nam nie wychodziło. A to brak szczęścia, a to proste błędy, które robiliśmy przez więcej niż pół sezonu. Ale ja powiem tak – trener po ostatnim meczu rzekł: „To nie był dobry sezon, ale weźmy dwóch dobrych piłkarzy i zobaczycie, że w przyszłym sezonie z naszą drużyną będziecie walczyć o Mistrza Polski.”. My wtedy chyba do końca nie uwierzyliśmy w te słowa, ale później okazało się, że trener miał rację.
Czy przed kolejnym sezonie w szatni była mowa, że gracie o najwyższe cele? Czy raczej po słabszym sezonie podchodziliście do tego spokojnie?
Michał Probierz zawsze mówił, że w tym sezonie gramy o mistrza. Wszystkim mówił, nawet tym piłkarzom, co doszli (Runje, Khomchenovskyi). Mądry z niego trener. Zawsze zdejmował presję z piłkarzy.
Czy zamieniłbyś dwa strzały z 2017 roku w meczach z Legią? Mowa o minimalnie niecelnym strzale w maju i kapitalnym golu 24 września.
Oczywiście. Ja bym oddałbym tę jedną bramkę, a nawet wszystkie swoje bramki zamieniłbym na Mistrzostwo Polski.
Czy po tym świetnym golu zaczęło się zainteresowanie Tobą ze strony Legii?
Zainteresowanie jakieś było jeszcze wtedy, gdy grałem w Łęcznej. Nie wiem, czy ten gol był przełomowy. Jeszcze wcześniej miałem niezły sezon. Kończył mi się kontrakt, więc byli zainteresowani, bo mogli mnie wyciągnąć za niewielkie pieniądze.
Tak się złożyło, że nie oglądałem meczów Jagiellonia Białystok – Górnik Łęczna, gdy byłeś piłkarzem tego drugiego zespołu. Ze skrótów można było zobaczyć, że w Białymstoku miałeś sytuacje, ale nie chciało wpaść.
No tak. Wtedy to „Drążka” sprzedałem do Włoch (śmiech). Grałem bardzo dobrze, ale niestety do najważniejszego momentu.
Jeszcze wrócę do Jagiellonii. Uczestniczyłeś w zdobyciu dwóch srebrnych medali. Czy uważasz to za sukces czy jednak za straconą szansę na złoto?
Raczej dwukrotnie tak samo. Mogliśmy z tego więcej zgarnąć. Oczywiście w rundzie wiosennej 2018 już nie byłem piłkarzem Jagiellonii. Za pierwszym razem brakowało jednej bramki, chociaż mogliśmy też i na 4. miejscu skończyć. A jednak była euforia, bo po pierwsze: najwyższe miejsce w historii klubu, a po drugie: wyciągnęliśmy zespół z 4. miejsca. Będąc na ławce, biegałem, skakałem. Za drugim razem już przed ostatnim meczem chłopaki byli pewni co najmniej srebrnego medalu plus to, że większość znała już tego smak, więc radość, jeśli była, to stonowana. Z „Arą” podzieliliśmy się po 1,5 medalu.
Grałeś trochę w Polsce. Jak polscy trenerzy prezentują się na tle głównie trenerów z Rosji, Białorusi i Litwy?
Rosja czy Białoruś to taka stara szkoła radziecka. Dużo biegania. Te kraje też mają długo zimę, więcej czasu do przygotowania i odpoczywania. W zimie np. jest 40 dni wolnego. Po tym wolnym wracasz i zabierasz się do roboty. Biegasz w lesie, przewracasz opony od większych samochodów, traktorów. A w Polsce to już można powiedzieć jest europejska mentalność. Więcej zajęć w okresie przygotowawczym z piłkami. Są to inne przygotowania.
A jakie masz doświadczenia z trenerami na Litwie?
Mnie prowadził tylko jeden trener. Szkolił mnie od 6. roku życia. Bardzo dobrze prowadził. Pamiętam, że trenowało kilka drużyn na jednym boisku. W innych grupach generalnie trening wyglądał na zasadzie gry w „dziadka”, potem gierki i tak mijało 1,5 godziny. A nasz trener Nikolai Pupkin to pasjonat. Wymyślał różne ćwiczenia, każdy trening był inny. Bardzo lubił dzieci. Robił coś takiego, że np. jeśli zrobisz wszystkie zadania, to za miesiąc dostaniesz koszulkę swojej ulubionej drużyny. Jeździł na szkolenia stale dokształcając się. Prowadził mnie 12 lat i można powiedzieć, że dał mi wszystko. Dzięki niemu stałem się profesjonalnym piłkarzem.
Kto był – oprócz Litwinów – Twoim najlepszym kolegą klubowym w Jagiellonii i Górniku?
Z Evaldasem Razulisem byłem pół roku w Górniku. Jakoś wyszło tak, że raz tylko spotkaliśmy się z rodzinami. On mieszkał w Łęcznej a ja w Lublinie. Generalnie u mnie dużo kumpli. W Łęcznej był Paweł Socha – drugi bramkarz, Łotysz Nikolajs Kozačuks, Tomasz Nowak – dużo mi pomagał, prezes Łęcznej Velijko Nikitović, Patrik Mraz – często wychodziliśmy razem – ja z żoną, on z dziewczyną. W Jagiellonii to Kosta, Taras, Dima Khomchenovskyi, Ivan, Guilherme. Ciężko wszystkich wymienić. Wszyscy razem trzymaliśmy. Dziewczyny nasze też. Dla mnie było bez różnicy czy Polacy czy obcokrajowcy. Ze wszystkimi żyłem dobrze.
Jak ocenisz swoje początki w Dinamo Moskwa?
Początki na pewno były niezłe. Po czasie uważam, że później nie wytrzymałem ciśnienia, bo drużyna nie grała dobrze i ja również nie. Jak mówiłem, że w pewnym momencie w Jadze było ciężko, to w Dinamie było dużo ciężej. Jest to top klub w Rosji. Oczekiwania były bardzo duże, kibice chcieli mistrzostwa.
Powiem szczerze, że ciężko to osiągnąć, mając za rywali Zenit, Spartak, CSKA i Lokomotiv…
No tak. Ja mówię, że często wychodziłem na boisko i czułem się tragicznie. Nawet piłki nie chciałem dostawać. Bałem się, że stracę, niedokładnie podam, że trener będzie krzyczeć i kibice również. Taki okres miałem.
Jaka konkurencja jest na Twojej pozycji w Dinamo Moskwa?
Trener do klubu brał mnie jako napastnika. Jednak zauważył, że wcześniej grałem na prawym skrzydle, a że potrzebował w tej formacji ludzi do grania, to więcej grałem na tej pozycji. Powiedział mi również, że jeśli będzie opcja, to postawi mnie na napastnika. Jeśli chodzi o konkurencję, to była duża: 2 – 3 piłkarzy na jedną pozycję. 1,5 roku grałem regularnie. Dwa razy ustawił mnie na napastnika, to dwie bramki strzeliłem. Po meczach przychodził i mówił, że takiego napastnika potrzebuje i będę więcej grał na tej pozycji. Ale rzeczywistość była taka, że nie grałem już nigdy więcej. Potem przyszli nowi właściciele, BTB Bank wykupił klub, mieli dużo pieniędzy. Kupili „Szymka”, N’Diaye z Marsylii, z Borussii kupili Philipa. Latem 2019 roku po reprezentacji wróciłem na obóz do klubu. Wiedziałem, że Dinamo będzie kupować piłkarzy i zapytałem trenera, czy jestem potrzebny, czy mam szukać klubu, bo wiem, że będzie nowy napastnik. Odpowiedział mi, że nie, że ma piłkarzy, których chce sprzedać, a ja zostaję w drużynie. Potem normalnie trenowałem podczas obozu przygotowawczego. W pierwszych 3 – 4 meczach nie dał mi nawet minuty, aby pograć. Wtedy ponownie go spytałem. Dostałem odpowiedź, abym trenował, a wtedy dostanę szansę. Na tydzień przed zamknięciem okienka transferowego dyrektor sportowy zakomunikował mi, że albo odejdę do Orenburga albo będę musiał się liczyć z tym, że mogę nie grać. Szkoda, że tak późno dostałem tę informację, bo tak całe lato siedziałem bezczynnie, a mogłem szukać klubu.
Obecnie jesteś w Orenburgu. Jakie cele macie na ten sezon?
Cel jest jeden. Chcemy się utrzymać w Ekstraklasie rosyjskiej.
Czy klub obniżył Ci pensję?
Nie.
Czy dalej widzisz swoją przyszłość w lidze rosyjskiej?
Nie wiem. Teraz latem skończy się moje wypożyczenie, ale do Dinama nie wrócę. To znaczy wrócę ale wiem, że tam grać nie będę, bo od nowego sezonu zacznie się nowy limit na obcokrajowców. A w zespole jest trochę piłkarzy z zagranicy. Ciężko będzie się przebić tym bardziej, że w planach są kolejne transfery do klubu. Latem trzeba będzie myśleć czy szukać gry w Rosji, czy jednak gdzie indziej.
Czy chciałbyś zagrać kiedyś w barwach Jagiellonii Białystok lub Górnika Łęczna? Bardziej chodzi mi o Jagę, bo z tego, co mi wiadomo najbardziej, w Polsce jesteś związany z Białymstokiem.
Tak. Najbardziej jestem związany z Białymstokiem. Chociaż jestem bardzo wdzięczny Górnikowi Łęczna, to jednak w Białymstoku czuję się jak w domu. Ludzie do mnie są miło nastawieni – zawsze pozdrawiają, chwilę pogadają. W klubie jest też taka sama sytuacja. Więc nie mówię nie i kto wie, być może wrócę latem do Jagiellonii… Jeśli prezes będzie tego chciał. Natomiast w dalszej perspektywie nie mówię nie Górnikowi, bo nie wiadomo jaka jest moja przyszłość. Nie wiem co będzie jutro.
Jak wspominasz trenera Csabę Laszlo, u którego debiutowałeś w reprezentacji Litwy?
Niezbyt dobrze. Oczywiście fajnie, że dał mi zadebiutować. Ale z tego co słyszałem, to złe rzeczy o mnie mówił.
Potem był Igoris Pankratjevas. Ale przy kolejnym trenerze doszło do momentu przełomowego. Zostałeś kapitanem drużyny. Ponoć podczas Twoich przemów dochodziło do śmiesznych sytuacji. Czy możesz to potwierdzić?
Tak. Kilka razy na pewno. Cała szatnia śmiała się w głos. Nie jestem oratorem. Dużo gadać nie lubię. Natomiast na boisku sytuacja wygląda inaczej i wywiązuję się ze swej roli. Taką mam nadzieję przynajmniej.
Litwa praktycznie w każdych eliminacjach zawsze miała niezłe momenty. Jednak brakowało postawienia kropki nad i, aby osiągnąć awans choćby do baraży. Z czego to wynikało?
Nie wiem nawet, co powiedzieć… Naprawdę. Często początek eliminacji u nas jest dobry, a potem nie wiem, co z nami się dzieje. A koniec to już w ogóle jest słaby.
Ostatnie eliminacje, mówiąc delikatnie, nie były dobre w waszym wykonaniu. Dlaczego?
Słabo graliśmy. Początek eliminacji to porażka z Luksemburgiem i ten mecz chyba przełożył się na całe eliminacje. Znów broniliśmy się i szukaliśmy kontrataku. Każdy trener ma swój styl gry, a my piłkarze musimy się do tego dostosować. Oczywiście nie wszystko zależało od strategii i ustawienia, my też musieliśmy grać. A graliśmy słabo. Gdy zaczynaliśmy występować w reprezentacji z Novikovasem, to mieliśmy piłkarzy grających w lepszych ligach niż obecnie. Tu nie mam pretensji do swoich obecnych kolegów z kadry. Tylko taki mamy teraz czas na Litwie, że brakuje dobrych piłkarzy.
Właśnie miałem to pytanie zadać. Dlaczego kiedyś mieliście dosyć sporo zawodników w niezłych ligach, tj. Turcja, Włochy, Niemcy, Rosja, a obecnie nie jest tak dobrze pod tym względem?
W Rosji mieliśmy wtedy chyba 5 lub 6 piłkarzy. Może piłka poszła do dołu, kiedy ZSRR się rozpadł. Nie było pieniędzy, nie było trenerów, więc nie było dobrego poziomu gry. Przychodziliśmy na amatorkę można powiedzieć. Nie mieliśmy warunków, żeby być dobrymi piłkarzami. Tylko jak ktoś sam trenował, jakieś wideo oglądał, to się rozwijał. Kiedyś nie mieliśmy telefonów komórkowych, więc graliśmy na podwórku w piłkę. Ja np. kopałem przed treningiem. Myślę, że dzięki temu mój poziom sportowy rósł. Sądzę, że ok. 20 lat temu, piłkarz mając 18 – 20 lat, gdy zagrał w reprezentacji i nikt go nawet nie widząc brał z marszu do ligi rosyjskiej lub ukraińskiej. Pytali się tylko, na jakiej gra pozycja i ile kosztuje. A teraz InStat, 10 razy Cię oglądają… Inne czasy. Trzeba też dodać, że nasza reprezentacja teraz nie gra dobrze i nikt w zasadzie nas nie chce.
Czy w dobrych ligach europejskich są młodzi litewscy piłkarze, którzy rokują na duże granie i lepsze wyniki kadry w przyszłości?
Wiem, że mamy kilku w Anglii w drużynach młodzieżowych. Chyba we Włoszech też. Z kadry U-19 dużo wyjechało za granicę. Tylko, że z 10 lat temu dużo moich kolegów też wyjeżdżało i wracali szybko, bo jednak sobie nie poradzili. Grają obecnie w lidze litewskiej. Nie wiem, czy dobrze jest wyjeżdżać w młodym wieku do Włoch lub Anglii, czy zostawać na Litwie i próbować sił w słabszych ligach. Każdy ma swoje podejście do tej sprawy. Może pojechać do Barcelony i zagrać tam mecz, może też wrócić z Białorusi na Litwę.
Czy mógłbyś ocenić warsztat trenera Edgarasa Jankauskasa? Czy jest to osoba, która może z powodzeniem prowadzić zespół klubowy?
Spokojnie. Dla mnie to jeden z najlepszych trenerów, z którymi pracowałem. Oczywiście na zgrupowaniach reprezentacji za dużo czasu się nie spędza. Trenerem klubowym na Litwie to na pewno. Jest wielką postacią, zdobył Ligę Mistrzów w 2004 roku. To stonowany człowiek, wszystko wyjaśnia z dużym spokojem. Ma już taką europejską mentalność charakterystyczną dla trenerów z zachodnich lig. Na zgrupowaniu kadry jego asystenci wszystko nam dokładnie wyjaśniali. Z nim było fajnie. On prowadził kiedyś Trakai. Chłopaki mówili, że dobrze u niego było. Natomiast ich prezes miał jeden cel – wygrać ligę. Tego nie udało się zrobić i Jankauskas został zwolniony. A że nie zdobyli jeszcze Mistrzostwa Litwy, to trener jest tam wymieniany co roku.
A czy ma szansę zostać trenerem gdzieś w Europie?
Była opcja z ligi białoruskiej jakieś pół roku temu. Był w gronie kandydatów na trenera Dinamo Mińsk, ale coś nie wyszło.
Kto według Ciebie był lub jest najlepszym litewskim piłkarzem?
Jeśli chodzi o wygrane tytuły to Edgaras Jankauskas. Więc myślę, że on.
Czy jest szansa, że na zakończenie kariery zagrasz na Litwie?
Oczywiście. Tam planuję zamieszkać po zakończeniu kariery i może jakiś ostatni rok zagram, bo nigdy nie występowałem w lidze litewskiej.
Miło się z Tobą rozmawiało. Dziękuję za rozmowę.
Ja również dziękuję.
fot. Maciej Gilewski







