W dość bolesnych okolicznościach dobiegł końca boiskowy etap kariery Igorsa Tarasovsa. Były reprezentant Łotwy poinformował w mediach społecznościowych o zawieszeniu butów na kołek.
37-latek przekazał „Bałtyckiemu futbolowi”, że w trakcie treningu bez kontaktu z innym zawodnikiem doszło u niego do poważnej kontuzji. Łotysz zerwał więzadło krzyżowe przednie, w piłkarskiej terminologii zwane też często „ACL” jako skrót od angielskiej nazwy. Jest to często spotykany uraz u piłkarzy oraz narciarzy, który eliminuje z uprawiania sportu na wiele miesięcy. Nie dziwi zatem fakt, że Tarasovs wstawiając zdjęcie ze szpitalnego łóżka poinformował tym samym, że kończy grę w piłkę.
„Czasami życie uderza mocno, a życie piłkarskie jeszcze mocniej. Jedna chwila potrafi zmienić wszystko. Ten niesamowity rozdział mojego życia dobiega końca, pozostawiając niezapomniane wspomnienia, kluby, kraje, ludzi i momenty. Gra w reprezentacji narodowej była moim największym marzeniem — i spełniło się. Zostanie ze mną na zawsze. Dziękuję mojej rodzinie za wsparcie w każdym momencie. Gdy jeden rozdział się kończy, zaczyna się nowy. Teraz rozpoczyna się nowa droga — droga trenerska. Całą swoją uwagę skupiam na rehabilitacji, kursach licencyjnych UEFA oraz pracy trenerskiej. Z optymizmem patrzę w przyszłość” – napisał na Instagramie były już zawodnik.
Polski to obok łotewskiego i angielskiego jeden z trzech języków w których swój komunikat opublikował Tarasovs. Nic dziwnego bo jest u nas znany i zapamiętany w wielu miejscach. Do momentu urazu pozostawał piłkarzem III-ligowych rezerw Jagiellonii Białystok, w sezonie 25/26 rozegrał 14 meczów i zdobył 1 gola w rozgrywkach.
Białostocki klub pod koniec 2014 roku został pierwszą polską drużyną w karierze Tarasovsa i to w barwach tego zespołu dorobił się charakterystycznej ksywki – „ten z długimi włosami”. Swój przydomek zawdzięcza Jakubowi Koseckiemu dzięki słynnej awanturze po meczu Legii Warszawa z Jagiellonią Białystok w maju 2015 roku. Film uwieczniający filigranowego „Kosę”, który za wszelką cenę próbował skonfrontować się słownie z postawniejszym Tarasovsem, ma w sieci już ponad 2 miliony wyświetleń.
Los jakiś czas później postanowił sparować obydwie strony konfliktu w Śląsku Wrocław. „Mieliśmy i mamy dobre stosunki z Kubą. Kiedy graliśmy dla Śląska, wspominaliśmy tę sytuację ze śmiechem i czasem z niej żartowaliśmy. To zdjęcie bokserskie, które zrobiliśmy razem, było pomysłem klubu. To było ujęcie zapowiadające, bo podpisaliśmy umowy ze Śląskiem tego samego dnia i wymyśliliśmy żart na temat tej sytuacji.” – opowiadał mi Igors w 2022 roku.

Na Dolnym Śląsku Tarasovs spędził 2 lata i z klubem nie rozstał się w najmilszych okolicznościach. Wrocławianie w sezonie 18/19 prezentowali się bardzo słabo i żaden z piłkarzy nie miał powodów do zadowolenia. Wówczas szerokim echem w mediach poniosły się wydarzenia z końcówki kwietnia 2019 głoszące, że kibice w ramach kary za słabą postawę kazali oddać Łotyszowi koszulkę. We wspomnianym wyżej wywiadzie z 2022 Tarasovs przekazał mi swoją perspektywę tamtych wydarzeń podkreślając, że nikt mu niczego nie kazał.
„Przede wszystkim to był zły mecz i zły sezon nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich, którzy byli wtedy w zespole. Po drugie, nikt mi nie zabrał koszulki, bo sam ją oddałem. Dopiero kiedy przeczytałem w internecie, że coś zabrali, zrozumiałem, że zabrali to w ich własnym mniemaniu. Ta sytuacja nie wywołała u mnie niczego więcej niż uśmiech.” – powiedział.
Do naszego kraju były reprezentant Łotwy powrócił na początku 2024 roku jako nowy piłkarz II-ligowego Hutnika Kraków dołączając do swojego rodaka, Denissa Rakelsa. Jego zadaniem było wzmocnić młodą defensywę zespołu, z jej szczelnością bywało różnie. Nie brakowało głosów zwątpienia czy 35-letni wtedy Tarasovs ma jeszcze cokolwiek do zaoferowania i czy podoła wyzwaniu. Sam zainteresowany nie zamierzał nikomu nic udowadniać i jak przyznał, chciał po prostu jeszcze grać w piłkę i coś pokazać. Skończyło się na tym, że Hutnik po zakończeniu rundy zaoferował Tarasovsowi przedłużenie kontraktu mimo że cel sportowy sam w sobie nie został osiągnięty.

Od lipca 2025 defensor był piłkarzem rezerw Jagiellonii łącząc obowiązki zawodnika z pracą w akademii białostockiego klubu. Można zatem śmiało uznać, że poczynił już pierwsze kroki pod kątem nowej funkcji.
W ramach podsumowania przypomnijmy dorobek bardzo bogatej kariery Igorsa Tarasovsa. 2 razy zdobywał mistrzostwo Łotwy (2010, 2013) oraz puchar (2012, 2013) z tymi samymi klubami – najpierw Skonto Ryga, potem FK Ventspils. Poza ojczyzną grał w wielu różnych państwach: Azerbejdżan (Simurq Zaqatala), Białoruś (Nioman Grodno), Turcja (Giresunspor), Węgry (Kaposvár), Finlandia (KuPS), Cypr (Ypsonas FC), Szwecja (Nordic United FC) oraz omówiona wyżej Polska. Dla reprezentacji Łotwy zagrał 47 razy zdobywając 2 gole.
fot. jagiellonia.pl







