Konstantin Vassiljev (Flora Tallin): „Nie wykluczam powrotu do Polski”

Spora część kibiców w Polsce zapewne ma jeszcze gdzieś w pamięci popisy Konstantina Vassiljeva na polskich boiskach. Obecnie „Cesarz Estonii” kopie piłkę w ojczyźnie, jest zawodnikiem Flory Tallin, w której wciąż pokazuje wysoki poziom. W obszernej rozmowie z Szymonem Góralskim były piłkarz Piasta Gliwice czy Jagiellonii Białystok powspominał dużo momentów ze swojej kariery, głównie w reprezentacji, ale nie tylko. Zapraszam do lektury!

Szymon Góralski: Czy poziom ligi estońskiej podniósł się od momentu, kiedy wyjechałeś z kraju?
Konstantin Vassiljev (Flora Tallin): Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Wydaje mi się, że liga obecnie posiada młodszych piłkarzy niż wtedy, gdy wyjeżdżałem z kraju. Kilkanaście lat temu we wszystkich klubach więcej było starszych i doświadczonych zawodników, i dlatego prawdopodobnie poziom był troszkę wyższy.

Czy polityka prowadzenia klubu, jaką stosuje Flora Tallinn, to najlepszy wariant dla estońskich klubów? Chodzi o stawianie głównie na zawodników z Estonii.
Uważam, że w każdym państwie jest klub, który stawia na piłkarzy ze swojego kraju. Inni ściągają obcokrajowców w celu osiągnięcia jak najlepszego miejsca w tabeli na koniec rozgrywek. Flora cały czas nastawia się na zawodników z Estonii. W tym roku klub obchodzi trzydziestolecie istnienia. W europejskim wymiarze to młody klub, a w Estonii jest najstarszy. Zespół stale budowany we wspomniany sposób. W lidze zdaje to egzamin, bo Flora ma najwięcej zdobytych mistrzostw kraju. Druga rzecz to brakuje trochę sukcesów w europejskich pucharach. Jest mniej niż u Levadii Tallin i Nõmme Kalju. Jednak mam nadzieję, że polityka jaka prowadzona jest w Florze, przyniesie efekty również w Europie i dostarczy dobrych piłkarzy do reprezentacji Estonii.

Czy Flora stawia sobie za cel, aby awansować do Europa Conference League w ciągu najbliższych 3 – 4 lat?
To pytanie bardziej do prezesa i władz klubu. Uważam jednak, że jest większa szansa trafić do tych rozgrywek niż do Europa League, co nie oznacza, że nie będziemy o nią walczyć. Utworzenie Europa Conference League dla mniejszych krajów np. Estonii będzie atrakcyjnym wyzwaniem, i każdy będzie chciał tam trafić.

Od sezonu 2020/2021 będzie tylko i aż 16 zespołów więcej w fazach grupowych rozgrywek europejskich. Europa League zmniejszy się o 16 zespołów a Europa Conference League będzie liczyć 32 drużyny. Więc mimo wszystko łatwo nie będzie awansować.
No to na pewno. To, że łatwo nie będzie, to wiemy. Ale może będziemy mieli lepsze losowanie niż w zeszłym roku, gdzie w II rundzie eliminacji do Ligi Europejskiej trafiliśmy na mocny zespół – Eintracht Frankfurt.

Mam wrażenie, że gdybyście trafili na słabszego, przeciwnika moglibyście awansować do co najmniej kolejnej rundy kwalifikacyjnej.
Wydaje mi się, że w meczach z Eintrachtem dobrze zagraliśmy. Należy zwrócić uwagę, że niemiecki klub w kolejnej rundzie dwukrotnie w sposób zdecydowany pokonał FC Vaduz. Możemy zakładać, że nasze szanse byłyby większe, gdybyśmy trafili na słabszy zespół ale było tak jak było.

Jeszcze spytam czy to, że Eintracht z wami wygrał dwukrotnie ale nieznacznie, a potem pewnie pokonał FC Vaduz nie wynikało, że byli w okresie przygotowawczym? Np. dużym zaskoczeniem dla mnie było to, jak przy bramce w Tallinie łatwo poradziłeś sobie na skrzydle z rywalem. Dodam, że po chwili dośrodkowałeś w pole karne i padł gol.
Na pewno byliśmy w różnych dyspozycjach fizycznych i cyklach treningowych niż rywale. My już mieliśmy typowe mikrocykle dla drużyny, która gra w lidze. Byliśmy w połowie sezonu. Oni byli przed, raczej jeszcze w okresie przygotowawczym. I tu jest szansa tych mniejszych klubów, które są w rytmie meczowym, aby sprawić niespodziankę z dużo silniejszym rywalem. Gdy grałem w Levadii, to tak właśnie się stało. W 2006 roku wyeliminowaliśmy Twente Enschede – ówczesnego Mistrza Holandii. Wyniki identycznie jak z Wisłą Kraków: 1:1 na wyjeździe oraz wygrana u siebie 1:0. Byliśmy gorsi od holenderskiego klubu w tych meczach, ale nasze przygotowanie fizyczne było dobre, oraz mieliśmy szczęście. To wszystko złożyło się wtedy na awans do kolejnej rundy. Na pewno gdy oglądasz od nowa te mecze z Eintrachtem sprzed niespełna roku, to były szanse na lepszy wynik w tym dwumeczu. No ale tak ciągle gdyby, gdyby, gdyby… Przegraliśmy dwukrotnie 2:1. W takich meczach mając jedną okazję, trzeba ją wykorzystać, a obronić wszystko co można. Niestety, tak się nie stało.

Jak wygląda obecnie sytuacja ze wznowieniem rozgrywek w Premium Liidze?
Sytuacja jest taka, że od 5 – 6 dni trenujemy bezkontaktowo w małych grupach. Natomiast prawdopodobnie zapadła już decyzja, że 19 maja startuje liga i w przyszłym tygodniu powinny być już treningi kontaktowe. Teraz czekamy na oficjalne decyzje, czy będziemy mogli kontynuować sezon. Myślę, że w innych klubach są identyczne przygotowania do 2. kolejki sezonu 2020. Cieszę się, że wiele wskazuje na to, iż będziemy grać.

Czy piłkarze oraz sztaby szkoleniowe będą badani na obecność koronawirusa?
Zanim wznowiliśmy treningi, to we wszystkich klubach zrobiono testy. Z tego co wiem, wszystkie wyniki były negatywne.

Czy Kuressaaree ma swoje mecze domowe rozgrywać poza wyspą Saaremaa?
W Estonii Saaremaa na początku była epicentrum tego wirusa. Wiem, że tam na przełomie lutego i marca był rozegrany mecz siatkówki estońskiego klubu z włoskim i było na nim sporo kibiców. Od tego wszystko się zaczęło. Bardzo dużo ludzi trafiło do szpitali. Wyspa przez długi czas była zamknięta i teraz pytanie, gdzie drużyna będzie rozgrywać swoje mecze domowe. Wiem, że większość zespołu jest w Tallinie i prawdopodobnie dlatego wznowili treningi. Ale gdzie będą grali, to jeszcze nie wiadomo.

Jak wygląda sytuacja w Estonii w czasie, gdy koronawirus storpedował życie?
Sytuacja jest lepsza niż Polsce. Wszystkie szkoły, restauracje są zamknięte. Dzieci w domach mają lekcje online. Są ludzie, którzy stracili pracę, którzy mają mniejsze zarobki. Nie ma ludzi na ulicach, pieniądze nie są w obrocie w kawiarniach, restauracjach, niektórych sklepach, itd. To wszystko ciągnie gospodarkę w dół i sytuacja ekonomiczna pogarsza się. Zobaczymy, jak to długo będzie trwało. Mam nadzieję, że wyjdziemy z tego jak najlepiej się tylko da. Jeśli chodzi o maseczki, to część ludzi nosi, choć aż takich restrykcji jak w Polsce nie ma, gdy w pewnym momencie nie można było wychodzić z domu. U nas można było wychodzić na spacer, trzymać odpowiedni odstęp od siebie, było dosyć spokojnie. Policja i inne służby nad wszystkim czuwają. Nie wszystkie sklepy były zamknięte. Jakieś życie jest, ale niestety cała ta sytuacja uderzy w gospodarkę.

Wróćmy do piłki nożnej. Cofnę się teraz o ponad 20 lat. Ile trwała budowa stadionu A. Le Coq Arena? Kiedy władze w Estonii wpadły na pomysł, aby zbudować ten obiekt?
Dokładnie nie powiem kiedy zrodził się taki pomysł. Być może chwilę po odzyskaniu niepodległości. Myślę, że początek budowy stadionu to może być 97 lub 98 rok. Były pomysły, czy przebudować jakiś stadion. Postanowiono zbudować nowy, typowo piłkarski. Bez tartanów i tego typu elementów. W 2001 roku zagrano mecz z Holandią, ale na pewno stadion jeszcze nie był skończony. Można powiedzieć, że budowa była w połowie. Dopiero skończono go kilka lat temu, tak aby był gotowy na Superpuchar Europy. Wtedy dopiero budowa obiektu została w całości zakończona. Trwało to, myślę, ponad 20 lat. Udało się. Z tego wszyscy się cieszymy.

Czy szatnie w dalszym ciągu są za bramką (nie tą, do której strzeliłeś gola Polsce)?
Cały czas wychodzimy zza bramki na boisko. Tu się nic nie zmieniło. Ale dużo zrobiono na całym stadionie. Cały stadion jest zadaszony. Na superpuchar były dodatkowe rzędy trybun. Obiekt obecnie może pomieścić około 15 tysięcy osób. Co do superpucharu, to bardzo podoba mi się idea rozgrywania go w różnych miastach typu Tbilisi, Skopje, Tallin. Kibice mogą zobaczyć dwie drużyny grające na najwyższym światowym poziomie. To też jest ważne dla tych mniejszych krajów.

Na debiut stadionu do Tallina przyjechał półfinalista Euro 2000 czyli Holandia. To był niesamowity mecz, ale niestety bez happy endu. Mógłbyś opisać to wydarzenie?
Mecz oglądałem w telewizji. Gdy kilka tygodni temu byłem zaproszony do telewizji, to akurat wspominaliśmy to spotkanie. Cały czas był znak zapytania, czy zagramy na tym stadionie czy na innym. Jeszcze 2 – 3 dni przed meczem montowano krzesełka na stadionie, tak więc było ciekawie. W końcu jednak doszło do spotkania. Murawa nie była przygotowana najlepiej, Holendrom ciężko się grało. Estonia była bardzo dobrze zorganizowana w obronie, dobrych akcji było jednak mało. No i w końcu Estończycy skorzystali z dwóch kontrataków. Bramki były piękne.

Szczególnie ta otwierająca wynik spotkania. Po tym golu Andresa Opera zaczęła się u mnie fascynacja najpierw reprezentacją Estonii a jeszcze w tym samym roku Litwy i Łotwy. Jaka była otoczka tego meczu oraz radość po bramkach Opera i Indreka Zelinskiego?
To na pewno było coś niesamowitego. Wielkie wydarzenie, bo po raz pierwszy w Estonii  rozegrano mecz na piłkarskim stadionie, który jeszcze nie był przygotowany do końca. Ludzie siedzieli blisko boiska, ale nie było barierek. Po drugiej bramce już niektórzy kibice chcieli wbiec na boisko.

Właśnie jeden chciał to zrobić i fetować radość z piłkarzami.
No myślę, że więcej niż jeden. Po prostu kamera wychwyciła tylko jedną osobę. Tam na pewno próbowało wbiec więcej osób. Gdyby to był ostatni gol w tym meczu, to część kibiców zapewne wbiegłaby na boisko. Ale niestety Holendrzy w 83. minucie oraz dwukrotnie w 90. strzelili nam gole. Mecz zakończył się naszą porażką 2:4. Jednak to był moment przełomowy. Od tej chwili piłka nożna dostała nowy, pozytywny impuls do rozwoju tej dyscypliny sportu w naszym kraju.

Zacząłeś trenować piłkę nożną jeszcze w ZSRR, czy już w Estonii?
Nie pamiętam czy na pierwszy trening poszedłem po odzyskaniu niepodległości Estonii, czy jeszcze w czasach ZSRR. To było tak jakoś na przełomie.

Mógłbyś opowiedzieć o swoich początkach?
Mieszkałem w takim małym mieście koło Tallina, które nazywa się Maardu, ma ono około 15 tysięcy mieszkańców. W jednym z centralnych miejsc był mały stadion. Tam organizowano różne imprezy. Na tym obiekcie grał zespół piłkarski w drugiej lub trzeciej lidze. Tata też kopał tam ze swoimi przyjaciółmi i tak to poszło. Mając 5 – 6 lat przychodziłem na ten stadionik, oglądałem mecze, podawałem piłki, a mając 6 lat sam zacząłem próbować swoich sił na boisku i powoli to się ruszyło. 2 – 3 lata byłem w grupie w swoim mieście. Następnie poszedłem do szkółki piłkarskiej w Tallinie o nazwie Tallińska Szkoła Piłkarska. I od tamtej pory, czyli od 1993 roku, zadomowiłem się tam.

A jak wyglądało Twoje wejście do drużyny seniorów Levadii Tallin?
Z tą drużyną, w której od początku grałem w szkółce, awansowaliśmy stopniowo z czwartej do pierwszej ligi. Mając 17 – 18 lat graliśmy w pierwszej lidze. Szkółka nie była w stanie podołać finansowo aby dalej grać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Zdecydowałem, że dalej trzeba się rozwijać i wtedy przeszedłem do Levadii. W tamtym momencie zespół Levadii miał dwie drużyny w Premium Liidze. W jednym z tych zespołów grałem.

Teraz chciałbym porozmawiać o Twoich meczach w reprezentacji Estonii. Zadebiutowałeś w reprezentacji w 2006 roku. Zdecydowanie wcześniej zadebiutowali Enar Jääger czy Ragnar Klavan. Czyżby Martin Reim, Marko Kristal i inni byli zdecydowanie lepsi od Ciebie? Czy był inny powód stosunkowo późniejszego debiutu?
Przez długi czas Flora Tallinn była klubem, który miał najwięcej reprezentantów kraju. Trener Arno Pijpers od 2000 roku przez 5 lat łączył funkcję trenera narodowej kadry i Flory. Jääger i Klavan trafili do tego klubu jak mieli około 17 lat i od razu zaczęli grać. Można rzec, że byli w takim systemie, że łatwiej im było zrozumieć trenerów, pracując z nimi na co dzień. Oczywiście tam byli dobrzy piłkarze. Uważam też, że jako nastolatek nie byłem jeszcze odpowiednio przygotowany do piłki seniorskiej, głównie pod względem fizycznym.

Jak wspominasz swój debiut w meczu z Nową Zelandią?
Jakoś bardzo nie zapamiętałem tego meczu. Był to moment, kiedy zasłużyłem na debiut w reprezentacji narodowej, ale i tak potem potrzebowałem czasu aby zaadaptować się w piłce reprezentacyjnej. Bo to jednak trochę inna sytuacja niż w klubie. Co prawda byłem już podstawowym zawodnikiem Levadii i grałem w eliminacjach europejskich pucharów, ale kadra to co innego. A jeśli chodzi o mecz z Nową Zelandią, to zostanie przeze mnie zapamiętany tylko jako debiut.

Ale czy przypadkiem w końcówce meczu, gdy Tarmo Neemelo strzelił groźnie głową, to Ty szedłeś na pierwszy słupek?
Może tak być, że byłem tam w polu karnym, ale na 100 % nie jestem pewien.

Jak Ty to robisz, że z tzw. kroku z 30 metrów strzelasz w okienko? Mowa o golu z Uzbekistanem.
Nie jest to łatwe do wytłumaczenia…

Czy to jest wytrenowane?
Ta technika uderzenia na pewno jest wytrenowana. Jeśli chodzi o strzały w okienko, to jest w tym trochę szczęścia, bo jeśli ktoś chce mi powiedzieć, że z 30 metrów celuje w okienko, to ja mu nie wierzę. Szczególnie w warunkach meczowych gdzie nie masz dużo miejsca i czasu na podjęcie odpowiedniej decyzji. Ale u mnie technika uderzenia jest wytrenowana i wtedy dystans dla mnie nie ma znaczenia.

Czyli koncentrujesz się na czystym i celnym uderzeniu?
Tak. Kiedy Twoim celem jest trafić do bramki, to musisz trafić do bramki.

Pytanie trochę żartobliwe. Dlaczego Ricardo Montolivo uchylił się przed Twoim strzałem z 40 metrów? (Chodzi o mecz Estonia 1-2 Włochy w kwalifikacjach do Euro 2012 – przyp. aut.)
Właśnie nie wiem. Prawdopodobnie nie wierzyli, że mogę oddać tak groźny strzał. Sirigu pewnie nie był odpowiednio przygotowany i odbił strzał w zasadzie przed siebie a Sergei Zenjov skutecznie dobił.

A właśnie jeśli chodzi o strzał z 40 metrów. W ostatnim meczu jaki zagrałeś w Jagiellonii z Lechem, czyli spotkanie z 4 czerwca 2017 r. niezbyt dobrze Ci wyszło, ale oddałeś strzał w swoim stylu. Jak on wyglądał z Twojej perspektywy? Bramkarz Lecha Matúš Putnocký już tylko obserwował lot piłki?
Pamiętam. No tak. To była taka niespodzianka dla bramkarza. Czekał być może na jakieś podanie na główkę. Postanowiłem uderzyć, zabrakło centymetrów. Po uderzeniu było widać, że bramkarz jest „ograny” i był po jednej stronie bramki, a piłka minęła słupek nieznacznie z drugiej strony.

Czy wygrany mecz z Belgią 2:0 w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2010 zwiastował tak dobre kolejne kwalifikacje, tym razem do Euro 2012? Dodam, że zaliczyłeś wtedy asystę i gola.
Na pewno dodał nam pewności siebie. Dla Estonii każdy wygrany mecz to jest bardzo ważne wydarzenie. Do tego, jeśli wygrywasz z takim zespołem jak Belgia, to jest to powód do jeszcze większej radości. Co prawda oni wtedy przeżywali gorszy moment, ale Belgia to Belgia. Jest to kraj piłkarski – dużo występów na Mistrzostwach Świata i Europy. Dlatego dla nas był to bardzo ważny wygrany mecz. On był tak jakby towarzyski można powiedzieć, bo obie drużyny nie miały szans na awans na Mundial do RPA. Ale był to mecz o punkty, a grać dla reprezentacji to zawsze jest honor. To spotkanie pokazało, że przy dobrej obronie i wykorzystywaniu swoich okazji, możemy osiągnąć dobre wyniki. I tak to wszystko powoli się zaczęło.

No i przyszły eliminacje do Mistrzostw Europy 2012. Dramatyczny mecz z Wyspami Owczymi wygrany 2:1. Wierzyliście do końca, że możecie wygrać lub zremisować?
Wierzyliśmy do końca. Są sytuacje, kiedy nie wierzysz, ale finał Ligi Mistrzów z 99′ roku pokazał, że wszystko jest możliwe. I od tego czasu nie możesz spuścić głowy przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Zawsze jest jakaś możliwość. Teraz piłka nożna jest tak intensywna, że w ciągu 10 sekund akcja może przenieść się spod jednej bramki pod drugą. Zawsze musisz być skoncentrowany, bo tą jedną bramkę możesz odrobić.

Wiara pewnie była, bo jednak siedzieliście ciągle na połowie gości i mieliście sytuacje. Jedna z nich to Twój strzał w słupek z wolnego.
Tak, zgadza się. Ta stracona bramka w pierwszej połowie narzuciła nam dodatkową presję. Być może w tej końcówce byliśmy trochę chaotyczni, ale należało wrzucać piłki i liczyć na to, że obrońcy z Wysp Owczych się pomylą. Na koniec można posłać wysokiego rezerwowego – Sandera Posta lub środkowego obrońcę – Raio Piiroję. Pod koniec przeciwnik zawsze się cofa i z tych długich piłek może coś się wydarzyć.

Mieliście potem dwie porażki z Włochami i Słowenią. Najpierw zapytam się o stracone gole z późniejszymi wicemistrzami Europy. Co się stało przy rzutach rożnych reprezentacji Włoch w Tallinnie?
To nie jest tak łatwo wytłumaczyć. Taka jest piłka nożna. W pierwszej połowie nie mieliśmy problemów z wrzutkami Włochów.  Później straciliśmy bramkę po jednym rzucie rożnym a dwie minuty później po kolejnym. Sytuacja nagle zmieniła się o 180 stopni. Przy pierwszym kornerze zgubiliśmy krycie Cassano. Drugi był nieszczęśliwy. Pirlo nie do końca udała się wrzutka, ale Cassano przedłużył piętką, piłka gdzieś poszła między nogami naszego zawodnika, Bonucci wstawił stopę i Włosi objęli prowadzenie. Na takie rzeczy czasami ciężko być przygotowanym. Oczywiście musisz być, ale jak Pirlo wykonuje rzut rożny, to czekasz na zagranie na nos a nie na bliższy słupek.

Czy po zwycięstwie w Belgradzie uwierzyliście, że możecie awansować do baraży?
Wtedy jeszcze nie. Ale to zwycięstwo dało nam pozytywnego kopa, pewności siebie, że możemy wygrywać na wyjeździe z tak mocnym przeciwnikiem jakim jest Serbia. W historii estońskiej piłki było to bardzo ważne zwycięstwo. Wiadomo, że mieliśmy dużo doświadczonych zawodników, ale takiego sukcesu po prostu nam brakowało. Byliśmy z tego bardzo zadowoleni. Na początku 2011 roku dobrze zagraliśmy w sparingach, nasza pewność siebie rosła. W marcu przyszedł mecz eliminacyjny z Serbią u siebie. Trzeba było w tym spotkaniu potwierdzić swoją wartość. Bo wygrany mecz w Belgradzie nie obiecywał łatwego życia a i Serbowie byli na pewno żądni rewanżu.

W meczu domowym była kontrowersja. Czy tam przypadkiem nie powinien zostać uznany gol dla Serbii?
W trakcie meczu rozmawiałem z sędzią o tej sytuacji. Później oglądałem powtórki. Generalnie była to prawidłowa decyzja sędziego, że nie uznał gola dla Serbii. Tego dnia były słabe warunki pogodowe, padał śnieg. Sędzia liniowy nie był pewny, czy napastnik Serbii dotknął piłki głową czy nie. Bo jeśli tak, to drugi napastnik był wtedy na pozycji spalonej. Chorągiewka liniowego nie poszła do góry, a sędzia główny czekał na konsultacje ze swoim asystentem. Po niej anulowano gola. Na pewno była to prawidłowa decyzja. Często bywa tak, że sędziowie w sytuacjach niepewnych nie podejmują odpowiedzialności przeciwko mocnym zespołom.

No i teraz opisz ten mecz w Belfaście.
Jadąc do Belfastu, wiedzieliśmy, że wygrywając, mamy szansę na baraż. Przed tym meczem byłem w ciężkiej sytuacji bo wracałem po kontuzji, i tak naprawdę do ostatniego dnia nie było wiadomo czy w ogóle zagram. W całości odbyłem tylko jeden trening w Belfaście, dzień przed meczem. Było jasne, że od początku nie zagram i w trakcie meczu trener będzie decydował co i jak. Do tego było kilku piłkarzy, którzy walczyli z mniejszymi urazami. Ostatecznie oni zagrali. Pierwsza połowa była ciężka. Irlandczycy z północy strzelili nam bramkę. Na początku drugiej połowy pojawił się Sergei Zenjov, później wszedł Ats Purje. Gra wyraźnie się zmieniła. Byliśmy zespołem, który ciągle dominował. Mogliśmy już wcześniej strzelić bramkę niż w 77. minucie. Trener można powiedzieć zagrał va banque. Wspólnie podjęliśmy decyzję o moim wejściu na boisko. Miało to miejsce około 65. minuty. Gdybyśmy nie wygrali to nie wiadomo jakby to wszystko się skończyło. Jednak ostatecznie zwyciężyliśmy, i że tak powiem, ranga tej wygranej wzrosła przez kolejne 3 dni, kiedy Słowenia grała u siebie z Serbią.

Po Twojej drugiej bramce radość wszystkich była ogromna. Kamery tego nie uchwyciły, ale czy cieszyłeś się koło sektora zajmowanego przez estońskich kibiców?
Dokładnie tak. Ta radość była przy naszych kibicach.

Przy drugiej bramce sędzia Manuel Gräfe podjął niepopularną, ale słuszną decyzję.
Tak, zgadza się. Sędzia liniowy podniósł chorągiewkę do góry, ale główny na to nie zareagował i dał dograć akcję do końca. Do naszego piłkarza, który był na pozycji spalonej, piłkę zagrał zawodnik z Irlandii Północnej.

Czy przed meczem  Słowenia – Serbia Sergei Pareiko kontaktował się z Andrażem Kirmem?
Nie wiem. Ale możliwe, bo przecież grali razem w Wiśle Kraków. Natomiast w szatni nie było tego tematu.

Pewnie oglądaliście ten mecz. Radość po golu–centrostrzale Vršicia, obronionym karnym Handanovica i końcowym gwizdku była ogromna u Was i wśród kibiców? Może było wspólne oglądanie tego meczu na ulicach Tallinna?
Dwie godziny przed meczem w Mariborze graliśmy towarzyski mecz z Ukrainą. Przegraliśmy 2:0. Mimo, że jesteśmy profesjonalnymi piłkarzami to jednak mieliśmy świadomość, że dla estońskiej piłki najważniejszym wydarzeniem tego dnia będzie spotkanie w Słowenii, a nie rozegranie towarzyskiego meczu Estonia – Ukraina.  Po nim było wspólne oglądanie potyczki Słowenia – Serbia na A. Le coq Arenie. A co było na mieście – nie wiem. Ja musiałem po meczu wracać do domu, bo rano miałem samolot do Rosji by stawić się w klubie. Do domu wróciłem pod koniec meczu. Zostały dosłownie 3 – 4 minuty i czekałem na końcowy gwizdek.

Czy było jakieś świętowanie? Chociaż jakaś dajmy na to lampka szampana.
Teraz już dokładnie nie pamiętam, ale być może jakieś piwo wypiłem.

Po takim sukcesie dałeś radę zasnąć?
Tak. Dałem radę.

Przyszły potem baraże z Irlandią. Mając na uwadze, że pokonaliście dwukrotnie Irlandię Północną, uważaliście, że jest to przychylne losowanie?
Nie ma oczywiście łatwych przeciwników. Tym bardziej dla nas, dla Estonii. Myślę, że było to przychylne losowanie. Na pewno mieliśmy jakiś plan na te mecze.

Przegraliście ten baraż wyraźnie. Pierwszy mecz w Tallinie zakończył się waszą porażką 0:4. Mam wrażenie, że na ten wynik wpływ miała nie tylko lepsza forma Irlandii w tym meczu ale również to, że nie udźwignęliście presji. Czy zgadzasz się z takim stwierdzeniem?
Na pewno doświadczenie Irlandczyków w tym meczu było decydujące. Pierwszy mecz nam nie wyszedł. Od ostatniego zgrupowania mieliśmy dwie kontuzje piłkarzy z podstawowego składu. Wypadł Zenjov oraz ktoś jeszcze, ale nie przypomnę sobie teraz. Ogólnie początek pierwszego meczu nie wyglądał źle. Czerwona kartka Andreia Stepanova w 20. albo 30. minucie, nazwę to, zostawiła na nas jakąś bliznę. Jak ogląda się ten mecz, to na pewno Irlandia nie była na tyle dobra, aby wygrać 4:0. Grając w dziesiątkę przy 1:0 bardzo chcieliśmy strzelić bramkę i mieliśmy dwie szanse, aby wyrównać stan rywalizacji. Niestety nie udało się, nie wykorzystaliśmy swoich momentów, a rywale wyszli z dwiema kontrami, do tego karny i skończyło się to naszą wysoką porażką. Jeszcze dostaliśmy kolejną czerwoną kartkę. Z boiska wyleciał Raio Piiroja. Na pewno doświadczenie Irlandczyków i granie w takich meczach wzięło górę. Czy nie wytrzymaliśmy presji? Stepanov zrobił dwa faule i dostał dwie żółte kartki. Pierwsza była w już w 1. minucie a drugą – tak jak mówiłem wcześniej – w 20. lub 30. Po meczach reprezentacji oglądałem El Clasico Barcelona – Real. W 1. minucie był bardzo straszny faul w środku pola i zawodnik nie otrzymał kartki za to przewinienie. Uważam, że za szybko została nam pokazana ta pierwsza żółta kartka.

Chciałbym zapytać jeszcze o rolę Andresa Opera w tych eliminacjach.
Nie miał najlepszego okresu, przechodził przez jakieś kontuzje. Zdaje się były problemy z barkiem, ale na 100% nie jestem pewien. Zagrał w marcu z Serbią i jeszcze w jakimś towarzyskim. Prawdopodobnie grałby w dalszej fazie eliminacji, ale przeszkodziły mu w tym urazy.

W Lidze + extra powiedziałeś, że to najlepszy napastnik, z którym grałeś. Co on takiego miał w sobie?
Miał bardzo ważne dla napastnika cechy. Kiedy chce otrzymać piłkę do przodu, to biegnie w tym kierunku. Kiedy chce piłkę do nogi, to robi ruch do ciebie, aby otrzymać podanie. Jak masz piłkę przy nodze, najważniejsze jest, abyś wiedział, co chce zrobić twój partner, jakie chce otrzymać podanie. To było dla mnie bardzo ważne. W 95% boiskowych sytuacji wiedziałeś, gdzie on chce mieć podanie. Czy wolałby na dobieg, czy do nogi, czy na klatkę piersiową. Zawsze to mi u niego się podobało i w ogóle u napastników.

Czyli można użyć stwierdzenia, że rozumieliście się bez słów.
Tak. I to mimo to, że długo ze sobą nie graliśmy, bo albo on albo ja mieliśmy kontuzje, więc czas naszej wspólnej gry w reprezentacji nie był długi. Niedawno był w sztabie szkoleniowym kadry i gdzieś tam uczestniczył w gierkach treningowych, to było czuć, że to bardzo dobry piłkarz. Zawsze sobie gdzieś żartowaliśmy, że może zrzucić 5 – 10 kilogramów i wracać do reprezentacji jako piłkarz.

Kolejny zawodnik, o którego chciałem zapytać, to Raio Piiroja. Był to dobry obrońca. Natomiast z tego co widziałem, zaliczył 3 gole samobójcze. Ten z Irlandią Północną był dziwny. Do tego w 2002 oraz w 2009 roku mało co nie zaskoczył odpowiednio Martina Kalmy z Rosją i Sergeia Pareiko z Belgią. Dlaczego miał takie momenty w swojej karierze reprezentacyjnej?
Jeśli chcemy, to możemy u każdego szukać takich błędów. Gdzieś zapewne brakowało komunikacji z bramkarzami, być może jakieś chwilowe zmęczenie. Obrońcy popełniający takie błędy nie są w stanie ich wytłumaczyć dlaczego tak się stało. A jeśli chodzi o sytuację z Belgią, to na pewno zawiodła komunikacja. W meczu z Holandią chciał przeciąć strzał. Prawdopodobnie Frank de Boer strzeliłby niecelnie, ale na boisku nie ma czasu na kalkulacje i podejmuje się błyskawiczne decyzje.

Kolejny mecz, który zapamiętasz to ten z Holandią w 2013 roku. Co o nim powiesz?
Pamiętam, że wtedy Holandia szybko objęła prowadzenie. Po pierwszym kwadransie meczu mogliśmy przegrywać 0:3 albo 0:4. Wtedy bardzo dobrze bronił Pareiko i utrzymał nas w grze. Wybronił stuprocentowe sytuacje. Grając z takimi drużynami jak Holandia i myśląc o dobrym wyniku, też musisz mieć bramkarza, który powstrzyma ataki rywala. Chwilę później w zasadzie przeszliśmy po raz pierwszy na połowę rywala i strzeliliśmy wyrównującego gola. Ta bramka nie wynikała z naszej dobrej gry, ale założyliśmy skuteczny pressing na ich połowie i po minięciu de Vrija, umieściłem piłkę w bramce. Po tym golu mecz się wyrównał. Jasne, że podopieczni Louisa van Gaala mieli przewagę optyczną, częściej byli przy piłce, ale okazji do strzelenia bramki w zasadzie nie mieli. A my też trochę czasu spędzaliśmy na ich połowie. Po zmianie stron znów udało się nam założyć skuteczny pressing. Po podaniu Joela Lindpere strzeliłem drugą bramkę.

No i te Twoje magiczne dotknięcie. Najpierw przyjęcie lewą nogą a potem niesamowity lob prawą. Kiedy wpadłeś na pomysł, aby lobować Michela Vorma? Przed strzałem, czy przed przyjęciem?
Hmm… Powiem tak, że w tej sytuacji zachowałem się instynktownie. Gdy oglądasz tę bramkę, to wiesz, że wykończenie akcji na jakie się zdecydowałem było jedynym rozwiązaniem. Na kolejny kontakt z piłką nie miałem już czasu. Bardzo blisko mnie był Bruno Martins Indi. Nie miałem też możliwości zabrać się z piłką, na typowy strzał również nie było miejsca, bo, że tak powiem, nie zgadzały mi się kroki.

Czy czułeś, że Vorm może być wysunięty z bramki?
Można powiedzieć, że widziałem bramkarza. Gdzieś tam jego pozycja względem bramki była do ocenienia. Ale nie powiem na 100%, że tak chciałem. W kadrze jeszcze strzeliłem takiego ślicznego loba z Gibraltarem i tu mogę stwierdzić, że na pewno tak chciałem zrobić. W głowie ten cały schemat przeszedł i to zostało skutecznie wykonane.

Co siedzi w Twojej głowie, że od zewnętrznej strony mijasz mur i pada gol. Mowa o bramkach z Irlandią Północną niespełna rok temu i w grudniu 2016 roku z Ruchem Chorzów?
Ocena sytuacji. Wiem, że mogę oddać takie uderzenie oraz to, że bramkarze do końca nie wierzą, że piłkarz może zdecydować się na taki strzał. I jak mur już był ustawiony to zauważałem, że jest luka, przez która piłka może przejść i zaskoczyć bramkarza. Tu bardziej chodzi o mecz z Irlandią Północną. W Chorzowie uznałem, że bramkarz był przygotowany na dośrodkowanie. Trzydziestometrowy dystans dawał możliwość skutecznego zaskoczenia słowackiego bramkarza Ruchu. Uważałem, że trzeba po prostu dobrze trafić. Wtedy zrobiłem to bezbłędnie.

Dlaczego w meczu u siebie z Niemcami strzelał z rzutu wolnego Gert Kams? Sytuacja tuż po czerwonej kartce Emre Cana. (13.10.2019 Estonia 0-3 Niemcy – przyp. aut.)
Taka decyzja – Gert czuł się na siłach, więc wykonał rzut wolny.

Po czerwonej kartce Emre Cana wydawało się, że jest to moment, gdzie możesz pokazać się z dobrej strony, bo w moim przekonaniu dużo miejsca dla Ciebie to idealna szansa na pokazanie tego, co potrafisz. Co poszło nie tak?
Podam może przykład, że gdy zespół traci zawodnika z przodu to ustawi się w systemie 4-4-1. Niemcy są na tyle mocną drużyną, na tyle pewną siebie, że w zasadzie nie zrobiło to większej różnicy. Do tego straciła zawodnika z tyłu. Can chyba grał na pozycji nr 6. Mimo osłabienia dalej dominowali. Oczywiście my mieliśmy swoje okazje. Gdyby Karol Mets wykorzystał tę sytuację po rzucie rożnym, to może mecz potoczyłby się trochę inaczej. Ale niestety nie strzeliliśmy i potem padły trochę przypadkowe bramki. Dwie z nich to były rykoszety po strzałach Ilkaya Gundogana.  Niemcy ciągle skutecznie zakładali pressing. Cały czas było ich dużo. Nie potrafiliśmy z niego wychodzić regularnie. I właśnie dlaczego przyszła ta pierwsza bramka? Po 2 – 3 sytuacjach z rzędu przez ekipę Loewa traciliśmy za każdym razem piłkę. A tu było ważne, aby przejść na połowę rywala i tam pograć trochę piłką.

Czy nie pomyśleliście, że w momencie gdy z boiska zszedł Emre Can, to jest to okazja, aby spróbować przycisnąć – na tyle ile możecie – Niemców? Bo po przerwie może być ciężko, gdy podczas niej Joachim Loew poukłada odpowiednio „klocki”?
Tak. Tu zgadzam się w 100%. Selekcjoner Niemiec skorygował ustawienie swojej drużyny, wpuścił tam zawodnika niżej i piłkarze zagrali trochę w inny sposób. I na pewno mieliśmy 2 – 3 – może nie stuprocentowe – szanse w 1. Połowie, ale ich nie wykorzystaliśmy.

Jeśli jesteśmy przy Niemcach, to zapytam, co się stało w Moguncji? Dlaczego Manuel Neuer mógł nie myć się po meczu? (11.06.2019 Niemcy 8-0 Estonia – przyp. aut.)
Co ja mogę powiedzieć. Na pewno był to ostatni mecz przed urlopem. Mając i tak wysoki wynik Niemcy ciągle parli do przodu, nawet w 93. minucie, nieważne czy to byłaby 10. czy 20. bramka. Na pewno zagraliśmy słaby mecz. Oddaliśmy chyba 3 strzały. Niemcy pokazali, to co powinny pokazywać dobre zespoły. Szkolenie trenerów jest na wysokim poziomie. My obecnie mamy kryzys, bardzo mało wygrywamy, w ostatnich eliminacjach ani razu. Tej pewności siebie może być mniej niż 6 czy 7 lat temu, gdy zwycięstw było więcej. Na pewno szkoda, że tak wysoko przegraliśmy mecz z mistrzami świata z 2014 roku. Mam nadzieję, że więcej taka sytuacja nie się powtórzy.

Oglądając ten mecz zauważyłem, że gdy miałeś piłkę szybko doskakiwało do Ciebie 2 a nawet 3 niemieckich piłkarzy w celu szybkiego odbioru.
Tak. Tam znowu mieliśmy problem z wyjściem z połowy. Nie wiem, zabrakło sił, pewności, wszystkiego. Do tego przeciwnik był mocno zdeterminowany aby grać swoje.

Teraz trochę o Twojej grze na polskich boiskach. Najpierw Jagiellonia. Początek sezonu 2016/2017 miałeś kapitalny i o tym można było przeczytać wszędzie  Ja mam pytanie, czy kontuzja w meczu z Termalicą Nieciecza w Białymstoku była powodem obniżki Twojej formy w końcówce sezonu?
Myślę, że jakiś miała wpływ na moją dyspozycję w ostatnich kolejkach sezonu. Wydarzyło się to w takim momencie gdzie nie było za dużo czasu na powrót. Na pewno była taka chęć, aby szybko wrócić do gry. Uważam, że bez tej kontuzji prezentowałbym się lepiej.

Wszedłeś na końcowe minuty z Pogonią Szczecin i na dzień dobry miałeś sytuację, gdzie trzeba było szybciej pobiec. Podświadomie bałeś się, że możesz ponownie doznać urazu?
No tam od razu była taka sytuacja sprawdzająca czy mój uraz został wyleczony. Patrząc na to, że wróciłem po kontuzji to być może ta okazja przyszła troszkę za szybko.

Zapytam jeszcze o Twój ostatni mecz w Jagiellonii Białystok. Wcześniej rozmawialiśmy o strzale z 40 metrów. A jak z Twojej perspektywy wyglądała końcówka meczu?
Nie było nic do stracenia. Przegrywaliśmy 0:2. Postanowiliśmy zagrać va banque i to się opłaciło. Trochę dziwny był to mecz. Niby od początku Lech dominował, strzelił dwie bramki, i to na pewno nie ułatwiło nam życia. Ale w Białymstoku zawsze graliśmy do końca i w sumie mieliśmy szansę na wygranie meczu. W ogóle to była sytuacja, że 4 zespoły mogły zostać Mistrzem Polski, została nim ostatecznie Legia Warszawa. Patrząc na to, że przegrywaliśmy do przerwy 0:2, to możemy się cieszyć, że wyrównaliśmy stan rywalizacji. Jednak całościowo uważam, że było to troszkę rozczarowanie, że nie udało się wygrać.

Kibice bardzo przeżywali końcówkę meczu. Na ławce rezerwowych też tak było?
Na pewno. Wszyscy to przeżywali. Jeszcze gdy Novikovas strzelił na 2:2, to było gdzieś 7 minut do dogrania…

Więcej. Strzelił jeszcze w regulaminowym czasie gry, a sędzia doliczył 10 minut meczu. W Warszawie mecz się skończył i było jeszcze te 10 minut gry w Białymstoku.
Aha. Możliwe… No wiedzieliśmy, że wszystko jest w naszych nogach i rękach, że w Warszawie zakończył się mecz wynikiem 0:0. No i to mogło różnie się skończyć, bo były sytuacje na strzelenie gola na 3:2. Szczególnie strzał Tomasika minimalnie niecelny, a po drodze o mały włos Taras Romanczuk nie sięgnął piłki. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że zabrakło nam spokoju w rozgrywaniu akcji. Wtedy emocje zdecydowanie wzięły górę.

Teraz Piast Gliwice. Chcę zapytać o drugi Twój pobyt. Czy te dwa niewykorzystane rzuty karne na początku sezonu 2017/2018 wpłynęły na dalszą Twoją formę i notowania u trenera Dariusza Wdowczyka a potem Waldemara Fornalika?
Hmm. Nie wiem. Być może tak było. To że nie strzeliłem bramek z 11 metrów spowodowało, że mieliśmy mniej punktów na starcie nowego sezonu. Na pewno nasza gra nie była taka zła, żeby mieć po 5. kolejkach 2 punkty. Gdybym strzelił karne, byłyby 4 punkty więcej i bardzo szkoda, że je straciliśmy. Potem, można powiedzieć, dopadł nas kryzys. Nie punktowaliśmy regularnie i w tabeli byliśmy na pozycji spadkowej. Wraz z przyjściem trenera Fornalika troszeczkę się zmieniło, była inna taktyka i wtedy zaczynałem mniej grać.

Ale w tym kryzysie potrafiliście wygrać mecz w Białymstoku, gdzie byliście zdecydowanie gorsi, a rywal był bardzo nieskuteczny.
Fajnie, że wygraliśmy ten mecz. Czasami tak się zdarza, że lepszy zespół z przebiegu całego meczu przegrywa, albo patrząc z naszej perspektywy gorszy ale skuteczniejszy, wygrywa.

Czy trener Fornalik wypomina Ci w żartach, że popsułeś mu debiut w roli selekcjonera reprezentacji Polski?
Nie było tego tematu w szatni. Ale wszyscy byli świadomi, że strzeliłem tą jedyną bramkę w meczu w Tallinie.

Jak Martin Reim reagował na to, że grasz w polskiej okręgówce? Najlepsze jest to, że na ogół dobrze lub bardzo dobrze grałeś w Lidze Narodów.
Co mówił? Po prostu zaufał mi w tamtej chwili. Postanowił powoływać mnie do kadry aby zobaczyć jak wyglądam pod względem fizycznym, i decydował czy korzystać ze mnie, czy nie. W drugim zespole Piasta Gliwice przygotowywałem się na tyle ile mogłem. Do tego odbywałem dodatkowe treningi aby utrzymać jak najlepszą formę.

Poziom okręgówki w Polsce wiadomo, że wysoki nie jest. Ale czy są tam piłkarze, którzy rokują na lepsze granie? Jak Ciebie traktowano?
Traktowano normalnie. Nie było jakichś tam problemów. Często w każdym zespole pytano się mnie, dlaczego tu jestem. A jacy są piłkarze? Dużo było doświadczonych, którzy gdzieś w przeszłości grali wyżej. Jeśli chodzi o młodych zawodników, to coś w nich jest. Ja jednak uważam, że kluby Ekstraklasy nie powinny mieć rezerw poniżej 3. ligi polskiej. Jeśli zawodnik klubu z najwyższej klasy rozgrywkowej jest po kontuzji i chce stopniowo wejść w rytm meczowy, to poziom okręgówki w tym nie pomaga.

Może liga rezerw byłaby dobrym pomysłem.
Powiem, że byłoby ciekawie. Dobry pomysł.

Gdyby Florę Tallin przenieść do Polski, to gdzie byłoby jej miejsce? Ekstraklasa czy 1. liga?
Ciężko powiedzieć. Ciekawe pytanie…

Na granicy tych lig?
Być może na styku ze względu na to, że w Florze jest dużo młodych zawodników.

Czy jest jeszcze szansa, że jeszcze chociaż na sezon zasilisz szeregi zespołu w Polsce? Znasz trenerów Michała Probierza, Krzysztofa Brede. Cracovia Kraków to już zespół w pewnym sensie ułożony, więc zapytam o Podbeskidzie Bielsko-Biała. Gdyby była propozycja, zagrałbyś w tym klubie?
Hmm. Może tak: Nie wykluczam powrotu do Polski. Wszystko teraz zależy jaka będzie filozofia klubów. Na pewno trener Brede wie, że piłkarsko jestem żywy, jeszcze gram. Jeśli byłaby jakaś propozycja, to pomyślałbym o tym. Na razie koncentruję się na tym, co jest obecnie. Prawdopodobnie po tej całej przerwie związanej z koronawirusem czeka nas ciekawy moment w rozwoju piłki w Estonii.

Na koniec chciałbym zapytać o innych sportowców z Estonii. Chyba wiesz, że zimą w Polsce ludzie bardzo interesują się skokami narciarskimi. A czy Ty kojarzysz kogoś takiego jak Artti Aigro?
Raczej nie.

Jest skoczkiem narciarskim.
Aha. No tak. Wiem o co chodzi mniej więcej w skokach narciarskich. Ale nie słyszałem o nim.

W sezonie 2018/2019 zapunktował na początku a w ostatnim sezonie dwa albo trzy razy. Na pewno w Sapporo i na lotach w Kulm. Dwukrotnie zajął około 25. miejsca.
O, to fajnie, że takie wyniki osiąga. Może w przyszłości będzie jeszcze lepiej. Życzę mu tego.

Gdzie w Estonii trenują skoczkowie narciarscy? Czy jest to Otepää?
Prawdopodobnie tak. Dokładnie nie wiem. Kiedyś była jedna skocznia w Tallinie, ale teraz ona raczej nie działa, więc chyba wszystko jest teraz w Otepää. To około 300 kilometrów od Tallina, bliżej granicy z Łotwą i Rosją. Może trenują jeszcze gdzie indziej. Czasami robią to w Finlandii.

Troszkę o hokeju na lodzie. W jednej z lepszych lig świata gra Robert Rooba, jest hokeistą Jyvaskylan Pallo. Czy kojarzysz go?
Tak. Za dużo o nim nie powiem, ale kilka razy oglądałem hokej kiedy nasza reprezentacja rozgrywała swoje mecze. Jest liderem kadry i w tej chwili najlepszym hokeistą w Estonii. Miałem okazję poznać go i niekiedy spotykamy się. Rok temu odbyły się Mistrzostwa Świata dywizji I B w hokeju na lodzie w Tallinie, gdzie wiem, że wygrała Rumunia i awansowała do dywizji I A. Faworytem była Polska i myślę, że brak awansu to dla niej rozczarowanie. W tym roku turniej w Katowicach został odwołany, gdzie doszłoby do pojedynku Polska – Estonia.

No i ciągle gra – stary ale jary – Andrei Makrov. Jest zapewne legendą estońskiego hokeja. Rooba może go przebić?
(Śmiech) No tak, jeszcze gra. Życie jeszcze pokaże, czy przebije Makrova.

Z tego co ja pamiętam, to w 2017 roku dwóch estońskich sportowców grających w Polsce zostało Wicemistrzami Polski. Ty – w piłce nożnej i Makrov w barwach GKS Tychy w hokeju na lodzie.
Tak. Pamiętam, jak mówiłeś mi o tym.

Czy na dzisiaj najlepszymi sportowcami w Estonii są dziesięcioboiści? Mowa o srebrnym medaliście Mistrzostw Świata z Doha w 2019 roku Maicelu Uibo i zawodniku, który był 5. w Katarze – Janku Oiglane?
Na pewno na ten moment są w czołówce. Uibo osiągnął duży sukces. Ale też dobry jest Magnus Kirt, który rzuca oszczepem. Na tę chwilę w Estonii lekkoatleci są na topie. Miał to być rok olimpijski i przygotowywali się na Igrzyska w Tokio, ale muszą poczekać jeszcze rok i mam nadzieję, że osiągną sukces, a może zdobędą medal. Warto też wyróżnić kierowcę rajdowego, który nazywa się Ott Tanak.

Dziękuję za wywiad. W moim przekonaniu dostarczył on bardzo wiele ciekawych informacji.
Dziękuję również. Jeśli tak, to cieszę się bardzo.

Foto: Tiina Kõrtsini

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie