Legenda wraca do domu!

Marius Stankevičius to jeden z najwybitniejszych litewskich piłkarzy w historii. Jako zawodnik grał w takich klubach jak Sapdoria, Sevilla, Valencia czy Lazio. Na sam koniec kariery osiadł we włoskiej Cremie, gdzie grał a następnie trenował tamtejszy zespół A.C. Crema 1908. Po 18 latach gry poza Litwą Stankevičius wraca do swojego rodzinnego Kowna. Od teraz będzie pełnić obowiązki konsultanta drużyny w Żalgirisie Kowno.

Sam zainteresowany świeżo po przyjściu do Żalgirisu powiedział:

Przychodzę do klubu i postaram się podzielić swoimi przemyśleniami, doświadczeniem zdobytym za granicą. Chcę przyczynić się do wizji klubu, jego celów i samemu się czegoś nauczyć. Porozmawialiśmy już sobie z władzami klubu, a teraz jest okres, abym obserwował, rozmawiał i dzielił się swoją wiedzą. Razem z klubem będziemy dążyć do doskonalenia się.

Co skłoniło byłego piłkarza do przyjścia akurat do Kowna? Oprócz tego, że to jego rodzinne miasto, miała zaważyć na tym również… koszykówka, czyli ulubiony sport Litwinów.

Przez ostatni rok pracowałem jako trener, a teraz nasze ścieżki (piłkarza i Cremy – przyp.aut.) się rozeszły, więc wraz z upływem czasu i za sprawą porozumienia z zarządem klubu postanowiłem dołączyć do tej organizacji. Znaleźliśmy wspólną płaszczyznę i dla mnie osobiście to ciekawe, że w jednym miejscu jest piłka nożna i koszykówka. Między tymi rzeczami powinna być współpraca, w którą zaangażuje się cały system klubowy. Ze strony piłkarskiej musimy ustawić się w szeregu, uczyć się, brać przykład z koszykówki i starać się zrobić coś ciekawego, co udało się jej. Niczego nie osiągając nie ujrzymy żadnych rezultatów, więc zaczynamy pracować.

Jak zatem widać Stankevičiusowi zapału do pracy nie brakuje. Jakie są więc jego cele w Kownie? O tym można dowiedzieć się z kolejnej części wypowiedzi dla strony klubowej:

Chciałbym, aby zespół w przyszłości był jak najbliżej europejskich zespołów na wysokim poziomie. Chciałbym, aby nasz klub był przykładem na Litwie, ale jak wspomniałem, nic nie osiągniemy bez pracy. Nie ma magicznej różdżki, ale wierzę, że te perspektywy i życzenia przyniosą korzyść nie tylko temu klubowi, ale także całej litewskiej piłce nożnej.

Można zatem wywnioskować, że Żalgiris mierzy naprawdę wysoko. Koszykarskiej filii klubu będzie niesamowicie ciężko kiedykolwiek dorównać, ale przyjście Stankevičiusa do drużyny świadczy o tym, że w Kownie swoje marzenia traktują na poważnie. Jak na razie wszystko zmierza w dobrą stronę. Żalgiris w tym roku korzystając z problemów Stumbrasu zadebiutował w eliminacjach do LE, na krajowym podwórku będzie walczył o ligowe podium, zaś w przyszłym roku jeśli wszystko pójdzie dobrze, grać będzie na odnowionym stadionie Dariusa i Girėnasa. Chociaż na boisku Stankevičiusa nie zobaczymy, to jednak sama jego wiedza może okazać się bezcenna. Czy cały ten projekt wypali? Przekonamy się dopiero z czasem. Oczywiście póki co Żalgiris na pewno zyskał marketingowo.

fot. zalgiris.lt

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie