11. listopada reprezentacje Litwy i Łotwy mierzyły się w towarzyskich potyczkach odpowiednio przeciwko Wyspom Owczym i San Marino. Jedni i drudzy wyszli z nich obronną ręką.
Litwa 2-1 Wyspy Owcze
Litwini nie wyszli na to spotkanie najmocniejszym składem. Ze względu na zaplanowany na 14.11 mecz o mistrzostwo A Lygi między Sūduvą a Żalgirisem Wilno reprezentacji Litwy nie mogła pomóc 4 graczy z tego drugiego klubu – Domantas Šimkus, Saulius Mikoliūnas, Edvinas Gertmonas i Modestas Vorobjovas. Ponadto wśród powołanych nie znaleźli się też tacy zawodnicy jak Fedor Cernych, Ernestas Šetkus czy Vytautas Andriuškevičius.
Nie zważając na ten fakt Valdas Urbonas w Wilnie nie zdecydował się posłać najsilniejszego składu przeciwko Farerom. Spotkanie na ławce rezerwowych rozpoczął Arvydas Novikovas, podobnie jak Mindaugas Palionis. To jednak wystarczyło aby odnieść zwycięstwo, a bardzo duży wkład w to miał Gratas Sirgėdas swoimi dwiema bramkami w 42. i 45. minucie. To pozwoliło zejść Litwinom dużo spokojniejszym na przerwę. Finalnie to wystarczyło aby wygrać, reprezentanci Wysp Owczych odpowiedzieli jednym golem w 92. minucie, i to okazało się wszystkim, na co było stać Farerów w tym meczu.
Jednocześnie oznacza to kontynuację dobrej passy Litwinów, którzy nie przegrali piątego spotkania z rzędu. Ostatnią porażką był mecz z Kazachstanem (0-2) we wrześniu na inaugurację Ligi Narodów. O przedłużenie swojej serii nasi sąsiedzi powalczą za 4 dni przeciwko Białorusinom.
W dzisiejszym spotkaniu przeciw Farerom Litwini złożyli hołd zmarłemu niedawno Mariusowi Žaliūkasowi, byłemu reprezentantowi tego kraju. Wszyscy litewscy zawodnicy wyszli na rozpoczęcie meczu w koszulkach z numerem 6 i nazwiskiem defensora, ta znajdowała się również w szatni. Gole i zwycięstwo zostały zadedykowane właśnie jemu.
San Marino 0-3 Łotwa
Pierwsze zwycięstwo pod wodzą Dainisa Kazakevičsa odnieśli Łotysze, którzy pokonali najsłabszą reprezentację kontynentu – San Marino. O ile wynik wskazuje na pewne zwycięstwo, o tyle styl nie był w pełni przekonywujący. Reprezentacja Łotwy również nie wyszła w swoim najsilniejszym ustawieniu, ale biorąc pod uwagę nawet ten fakt była zdecydowanym faworytem przeciwko zespołowi, w którym profesjonalnych piłkarzy można policzyć na palcach jednej ręki. W San Marino zabrakło z kolei dwóch napastników, którzy nie mogli zagrać z powodu Covid-19.
Na początku pierwszej połowy to Łotysze mieli zdecydowaną przewagę, z czasem zaczęli dorównywać im piłkarze San Marino. W pierwszej odsłonie nie padło zbyt wiele strzałów, ale podopiecznych Kazakevičsa wyręczył obrońca rywali, Cristian Brolli, który niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki w 32. minucie. To miało bardzo duży wpływ na przebieg meczu, bo jeżeli pierwsza połowa zakończyłaby się bezbramkowym remisem, kto wie jak potoczyłaby się druga odsłona spotkania?
Ta przebiegła pod dyktando Łotyszy, bramkarz rywali skapitulował jeszcze 2 razy. Dużym problemem łotewskiej drużyny pozostaje fakt, że po raz kolejny nie udało się zdobyć bramki z gry: pierwsze trafienie jak wspomniałem było golem samobójczym, potem ze stałego fragmentu gry (rzut rożny) trafił Kaspars Dubra (71′), i z rzutu karnego Vladislavs Gutkovskis (78′ debiutancki gol). Napastnik Rakowa zmienił w ataku Robertsa Uldriķisa, rosłego zawodnika szwajcarskiego Sionu. 22-latek grał dzisiaj bardzo kiepsko, miał zwichrowany celownik, podobnie jak cała drużyna. Na 15 oddanych strzałów celnych były zaledwie 3! Dodatkowo Uldriķis „uszkodził” bramkarza San Marino trafiając go kolanem w głowę. Simone Benedettini mecz musiał kończyć z opatrunkiem.
Prawdziwe wejście smoka mógł zaliczyć Vladislavs Gutkovskis, który dynamicznym strzałem głową jedynie obił słupek. Mimo tej wygranej nie zabrakło niezadowolonych z mało przekonywującego stylu gry, o co obwiniany jest szkoleniowiec Dainis Kazakevičs. Jakby jednak nie patrzeć to wynik idzie w świat, i póki co wiadomo, żeŁotwa na pewno nie jest najsłabszą drużyną w Europie.
fot. LFF.lt







