Mikołaj Raczyński: „Potrzebujemy trochę czasu i kilku ruchów transferowych”

33-letni Mikołaj Raczyński, jak zaprezentował go sam klub, jest specjalistą od prowadzenia drużyn w trudnych sytuacjach. W litewskim drugoligowcu Be1 NFA na pewno czeka go kilka wyzwań na czele z grą w dwóch rozgrywkach i gospodarowaniem sił oraz zdrowiem zawodników. Polski trener mimo wszystko jest dobrej myśli w kontekście realizacji celów na sezon 2025.

Rafał Kobza (Bałtycki futbol):  Druga Liga Litewska, kierunek myślę egzotyczny, ale jednak przetarty szlak jeśli chodzi o Polaków. Może nie będę tutaj przytaczał Patryka Michałka z Kłajpedy, bo to zbyt stare czasy, ale na przykład w Pana klubie jeszcze przed przeniesieniem do Jonawy był Polak, trener Daniel Okuniewski. O Sławomirze Cisakowskim i Jakubie Wawszczyku, którzy rok temu rywalizowali na poziomie I lygi też chyba raczej Pan słyszał, prawda?

Mikołaj Raczyński (Be1 NFA):  Tak, Sławek Cisakowski, to mój dobry znajomy, Jakuba też kojarzę. Ze Sławkiem się bardzo dobrze znamy, razem studiowaliśmy w Hiszpanii, razem pracowaliśmy w Stali Rzeszów w sztabie. Zresztą byłem na bieżąco, kiedy rekrutował się tutaj do Riteriai. Często rozmawialiśmy i do dzisiaj mamy bardzo, bardzo dobry kontakt.

Tak, szlak już przetarty, dość blisko naszej granicy, kulturowo zbliżony kraj i też taki kraj, który się piłkarsko rozwija. Myślę, że jest tutaj pole, przestrzeń do tego, żeby pomóc temu krajowi w rozwinięciu tej pięknej dyscypliny sportu. A jednocześnie można też pokazać swój warsztat.

Współpracował pan też z Markiem Zubem i miałem pytać, czy ewentualnie z nim pan rozmawiał, ale myślę, że chyba postać Sławka Cisakowskiego była jednak bliższą panu osobą w kontekście rozmowy przed przenosinami do B1 NFA.

Generalnie każdą decyzję podejmuję sam. Akurat z trenerem Zubem już jakiś czas nie rozmawiałem, nie utrzymujemy większego kontaktu. Po odejściu ze Stali Rzeszów raz czy dwa razy rozmawialiśmy. Ze Sławkiem po prostu kolegujemy się od paru lat, więc siłą rzeczy rozmawiamy o różnych tematach. I też jak tutaj się coś pojawiło, to zadzwoniłem do Sławka zapytać, jak to wygląda na Litwie, żeby się dowiedzieć trochę więcej rzeczy. To jest na pewno pomocne, ale zawsze mówię, że finalnie trzeba podjąć własną męską decyzję. I taką podjąłem.

Nie ukrywam, że będzie to dla pana myślę duże wyzwanie, biorąc pod uwagę, że pana klub B1 NFA rywalizował jeszcze pod koniec zeszłego roku w barażach o wejście do A Lygi. Te baraże w dość kontrowersyjnych okolicznościach przegrał. Teraz jest to skrajnie inny zespół. Odeszli praktycznie chyba wszyscy tamci piłkarze. Zostali bardzo młodzi zawodnicy, głównie wychowankowie. No i drużyna przed pana debiutem była w bardzo trudnej sytuacji, zajmowała ostatnie miejsce w tabeli. Czy nie miał pan obaw przychodząc do takiego zespołu? Bo praca w takich warunkach jeszcze w obcym kraju musi być na pewno, przynajmniej na początku, bardzo wymagająca.

Jest. Postanowiłem sobie po ostatniej przygodzie, że w klubie zawsze będę wszystko dobrze sprawdzał. Tutaj ten proces rekrutacji do klubu trwał, mogę powiedzieć, chyba tak naprawdę półtora miesiąca. Wszystko się już zaczęło w połowie marca przed meczem Polska-Litwa w Warszawie. Dostałem maila od właściciela, bo przyjechał do Warszawy, spotkaliśmy się. Ponad trzy godziny rozmawialiśmy, on opowiadał o klubie, ja o sobie. Przygotowałem sobie taką analizę bo na Wyscoucie był dostępny dwumecz barażowy, który przegrali w tych kontrowersyjnych okolicznościach. Też się przygotowałem, żeby wiedzieć jak najwięcej o drużynie, chociaż miałem na uwadze to, że już po tych barażach większość ludzi odeszła. Więc to było takie pierwsze spotkanie nasze. Następnie byłem też zaproszony do Kowna i spędziłem w nim około dwóch tygodni obserwując drużynę, obserwując mecze ligowe, nawet gdzieś tam wspomagając analizą. Zatem ten proces trochę trwał. Wiedziałem jak to wygląda, że ten zespół jest bardzo młody i potrzebuje mimo wszystko dwóch, trzech bardziej doświadczonych nazwisk.

Ale też to, co zauważyłem, to są nieźli naprawdę zawodnicy jeżeli chodzi o umiejętności indywidualne. To nie są zawodnicy, którym piłka przeszkadza. Są duże braki w przygotowaniu taktycznym, rozumieniu gry i na pewno też są braki fizyczne, bo to jest najmłodszy zespół w lidze. Jak zobaczyłem nasz protokół przed meczem z Atmosferą Możejki to mamy większość chłopaków z rocznika 2007-2008, na treningu 2009 nawet. Najstarszy zawodnik jest z rocznika 2004, to nasz kapitan. Na pewno też tego doświadczenia brakuje ale brałem kluby już w różnych sytuacjach. Wziąłem kiedyś Orlęta Radzyń, które były w beznadziejnej sytuacji. To była końcówka sezonu i ten zespół utrzymałem. To samo było w Puławach, gdzie organizacyjnie, finansowo wszystko wyglądało naprawdę ciężko. Ten zespół też utrzymał się w Lidze. Uważam, że to może być największe wyzwanie, tak jak pan wspomniał, ze względu na różnice kulturowe, pewnie inny kraj i tak dalej. Ale wierzę w swoją pracę, wierzę, że ciężka praca się obroni. Potrzebujemy trochę czasu i kilku ruchów transferowych w czerwcu.

Nie będzie to łatwe zadanie, zdaję sobie z tego sprawę. Ale też zawsze wychodzę z założenia, że idziesz tam, gdzie cię chcą. Oczywiście chciałbym później prowadzić Real Madryt czy Manchester United, bo może to łatwiejsze, z lepszym budżetem. Ale dzisiaj najbardziej konkretna propozycja była właśnie z Be1 NFA i tę propozycję przyjąłem.

fot. archiwum osobiste

Jakie są pana pierwsze wrażenia z klubu? Może nie będę tutaj leciał oklepanym schematem jaki byłby to poziom ligowy w Polsce ale po prostu proszę opowiedzieć, co pan zastał, czy pokrywa się to z pana wyobrażeniami, co można by było poprawić, a może coś zaskoczyło na plus?

To może od plusów zacznę, bo na pewno na plus budynek klubowy i biuro. Mamy naprawdę bardzo fajne biuro, niczego nam tam nie brakuje. Mamy duży telewizor na ścianie, nowoczesne biurka. Przestrzeń nie jest duża, nie jest mała, średniej wielkości. Są trzy biura obok siebie, jedno dla trenerów z akademii, jedno sztabu pierwszego zespołu, obok jest prezesa. Jest salka konferencyjna z bardzo dużym telewizorem, gdzie mamy odprawy, analizy. To jest na pewno na plus.

 Trenujemy na boiskach federacji. Tutaj w Kownie są trzy sztuczne boiska. Mamy dla siebie pełnowymiarowe boisko, z którego korzystamy. Są tu po prostu cięższe warunki klimatyczne, więc trenuje się na tym sztucznym boisku. Ale są też kluby w Polsce, które cały rok trenują na sztucznym – jak Podhale Nowy Targ czy Polonia Bytom na poziomie drugiej ligi. Więc to się zastaje w różnych miejscach. Na przykład w takiej Szwajcarii Ekstraklasa gra na sztucznych, wiadomo, hybrydowych boiskach. I też cały rok na takich boiskach trenują.

Jest u nas też duża siłownia, ale już taki sprzęt PRL, myślę, że to by wymagało odświeżenia. Może przydałoby się tego sprzętu trochę więcej, więcej hantli, jakichś maszyn. Chociaż te podstawy są, są sztangi, są obciążenia. Tylko mówię, to wszystko trochę takie, no,może nie PRL, ale taki 2000 rok. No i na pewno do poprawy szatnia pierwszego zespołu bo jest bardzo mała, która wymaga odświeżenia. Na pewno jest dużo, dużo do poprawy pod tym kątem.

Mamy fizjoterapeutę dostępnego, salkę do regeneracji. Podstawowe rzeczy są, nie ma tego nie wiadomo ile, ale podstawy są tutaj zapewnione, z tego jestem zadowolony.

Pracował pan w klubach, które to może nie jest pod tym względem czołówka krajowa, ale jednak jakieś zaplecze kibicowskie miały. Na Litwie trochę inny świat. Nie będzie panu brakować atmosfery stadionowej z Polski?

Na pewno będzie brakować atmosfery, bo gra się dla kibiców. Wiadomo, Stal Rzeszów ma kapitalnych kibiców i uwielbiałem grać takie mecze jak Derby Rzeszowa, kapitalny doping i tego nie zapomnę na długo, naprawdę świetni kibice. W Orlętach Radzyń też była grupa, naprawdę spora, na mecze wyjazdowe umieli zebrać się autokarem, wspierać w 60 osób. Na meczach derbowych z Podlasiem to jest praktycznie cały stadion doping, race, więc to było świetne.

W Puławach już tak nie było. U nas była mała grupa kibicowska. Zawsze był gdzieś tam młyn – oddany, wierny, ale mały. Tych ludzi nie było dużo, jak na drugą ligę. Jak się jechało na przykład na wyjazd do Stalowej Woli, gdzie kibice tam za mną nie przepadali, to były fajne mecze, bo lubię pojechać na mecz wyjazdowy gdzie masz ścianę ludzi przeciwko sobie i musisz walczyć o jak najlepszy rezultat. I akurat takie sytuacje nakręcają, bo uważam, że po to się trenuje, po to się gra, żeby właśnie przy takich kibicach występować.

Oczywiście będąc w pierwszej lidze, tam byłem asystentem, grało się mecze gdzie na stadionie było 10-15 tysięcy ludzi i to były naprawdę fajne spotkania. Zupełnie inne doświadczenie, bo jak jest tyle ludzi na stadionie to praktycznie nie ma szans na przekazanie wskazówek z linii bocznej, zostaje ci przerwa, żeby te główne wskazówki przekazać, więc to jest troszeczkę ta inna specyfika. Ale tak, będzie mi brakować kibiców. Mam nadzieję, że tutaj krok po kroku piłka będzie się na Litwie pod względem kibicowskim rozwijała.

Przychodząc na Litwę wiedział pan w ogóle coś o tutejszej piłce? Zgaduję, że za sprawą znajomości ze Sławkiem Cisakowskim siłą rzeczy pewnie coś się panu o uszy obiło. To może zapytam inaczej. Jaki był to poziom wiedzy przed podpisaniem tutaj umowy?

Generalnie nie znałem zawodników, orientowałem się jeżeli chodzi o drużyny bo śledziłem rok temu właśnie rozgrywki ligowe, ale także obserwowałem już od dawna kraje bałtyckie ponieważ miałem w głowie, że chciałbym popracować za granicą. Nawet coś próbowałem, tylko, że zawsze kończyło się pracą w Polsce, nie było jakiejś konkretnej oferty. Śledziłem ligę i te najlepsze drużyny kojarzyłem. Jak tutaj się pojawiła konkretna oferta to zacząłem od razu głębiej studiować pewne rzeczy właśnie poprzez rozmowy z ludźmi, którzy tu pracowali, czy samemu.

Od razu dostałem link do strony gdzie są transmitowane wszystkie mecze Pirma Lygi. Zacząłem sobie te mecze oglądać, widziałem też na żywo spotkania zespołu czy to Pirma Lygi, czy U18. Krok po kroku się uczę i mam nadzieję, że czas będzie działał na moją korzyść. Ten czas mogłem sobie kupić za sprawą dobrego wyniku w pierwszym meczu bo wiadomo, ciśnienie trochę schodzi jeżeli zespół nie wygrywa a na dzień dobry podnosimy trzy punkty z boiska. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.

 Chciałem właśnie zapytać o pański debiut. Wydaje mi się, że rywal na początek idealny. Atmosfera Możejki, nie jest to całkowity outsider, ale też nie czołówka ligi. Na przestrzeni ostatnich lat oni faktycznie mieli status, powiedzmy, stabilnego ligowca. Przydarzył się spadek, wrócili, więc drużyna myślę taka na początek bardzo przyjemna, co chyba potwierdza też wynik 4-2.

Przyjemna bo wygraliśmy . Na pewno mocny przód. Mieli bardzo silnego napastnika, który przy moich 16-letnich stoperach bardzo się rozbijał. Wiedzieliśmy, że w składzie mają dwóch bardzo mobilnych Japończyków. W ich systemie 3-4-3 to takie dwie dziesiątki, którym też piłka nie przeszkadzała. Ci zawodnicy robili nam bardzo dużo problemów, bo właśnie ten piłkarz, wydaje mi się że z Japonii, na pewno z Azji, umiał wziąć piłkę minąć dwóch, trzech zawodników. No i ten wspomnainy napastnik też nam uprzykrzał życie. Nie weszliśmy w ten mecz dobrze, ledwo się zaczął i przegrywaliśmy dwoma bramkami. Tym bardziej cieszyły te trzy punkty, że drużyna się umiała podnieść, pokazała charakter, walczyła do końca.

Ci młodzi chłopcy pokazali, że umieją grać w piłkę, potrzebują czasu. To nie jest tak, że my teraz po tygodniu czy dwóch tygodniach pracy zaczniemy wszystko wygrywać. Wierzę w proces, wierzę, że się utrzymamy. Chłopcy nauczą się też tej ligi i kolejny sezon może być już dużo lepszy w naszym wykonaniu.

Na ten sezon mamy cel, będziemy starać utrzymać się w Pirma Lydze. Zadanie nie jest łatwe ze względu na zdecydowanie najmłodszy zespół w stawce. Początek dobry, trzy punkty, stąpamy twardo po ziemi, od dzisiaj zaczynamy znowu ciężką pracę, szykujemy się do kolejnego meczu ligowego.

fot. L. Šeputis

Pamiętam, że na początku, zanim ten projekt został przejęty przez Be1, był własnością federacji i z założenia miał kształtować talenty, które zagrają w przyszłości w reprezentacji Litwy. Ostatecznie przekazano to dalej ale gdzieś cały czas jest ta koncepcja pracy z młodym zawodnikiem, z wdrażaniem go do seniorskiej piłki. Czy pod pana kierownictwem zostanie ten trend utrzymany, czy jednak będzie pan stał przy tym, że przydałoby się choćby dwóch, trzech bardziej doświadczonych piłkarzy?

Generalnie plan jest taki, że tutaj mają grać młodzi zawodnicy. Znam strategię klubu i prezesa, któremu bardzo na tym zależy. Tutaj wkłada się dużo serca w tę akademię, ale jednocześnie po długich rozmowach razem doszliśmy do wniosku, że ci młodzi zawodnicy potrzebują dwóch, trzech liderów, którzy będą im pomagać, będą ich uczyć i świecić przykładem. Zdajemy sobie z tego sprawę i być może będziemy szukać doświadczonych zawodników, ale to nie znaczy, że jakiegoś trzydziestolatka. Może bardziej dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery lata, który już gdzieś pograł, może w wyższej lidze.

Szykujemy takie dwa, trzy ruchy transferowe. Oczywiście mamy bardzo ograniczony budżet płacowy, nie jest duży, więc wertujemy rynek, oglądamy, nawet ktoś trenuje z nami. Mam nadzieję, że jeden zawodnik z nami zostanie ale zarejestrować go można 20 czerwca bo tutaj tak się otwiera okienko transferowe.

Główna filozofia to są młodzi zawodnicy. Są młodzieżowi reprezentanci Litwy. Tutaj drużyna gra też w rozgrywkach U18 i to jest jedna z lepszych ekip jeżeli chodzi o Litwę. Celem jest młodzież, ale wiemy, że tych dwóch, trzech trochę bardziej doświadczonych zawodników na pewno będzie dla nich na plus.

A sztab szkoleniowy? Czy będzie pan próbował ściągnąć jakiegoś swojego człowieka, czy będzie pan pracował z tymi ludźmi, którzy są tutaj? 

 Jesteśmy na etapie rekrutacji. Asystentem na pewno zostaje Edmundas Pukys, który prowadził przede mną ten zespół. Już praktycznie jesteśmy dogadani z trenerem analitykiem. Jest to trener z Ukrainy ale długo pracujący w Polsce,  mówiący po polsku. Po prostu wrzuciłem ogłoszenie, on się odezwał do mnie. Długo rozmawialiśmy i przekonał mnie. Szukamy też trenera bramkarzy, rozmawiałem z jednym którego znam, zobaczymy. Finanse nie są też tak wysokie, żeby przekonać kogoś do przeprowadzki. Szukamy tutaj rozwiązań i ten sztab jeszcze na pewno się powiększy. Chcemy, żeby był on profesjonalny, żeby było w nim pięć osób pracujących na co dzień

Teraz jesteśmy jeszcze na etapie rekrutacji. Tutaj chyba mogę powiedzieć, mamy taką umowę, że jestem pierwszym trenerem ale jednocześnie dyrektorem sportowym klubu. Pomagam w rekrutacji do pierwszego zespołu, mam też pomóc trochę jeżeli chodzi o trenerów w akademii pod kątem tego jak pracować, podpowiadać. Zatem moje kompetencje są trochę większe niż tylko bycie pierwszym trenerem.

Jak w takim układzie wygląda komunikacja? Ma pan grupę młodych krajowych zawodników i tak naprawdę dotychczas był tam pewnie silnie pielęgnowany język angielski biorąc pod uwagę, że ci specjaliści z zagranicy również się pojawiali. Natomiast czy będzie pan planował naukę języka litewskiego, czy zwroty jak „laba diena„, „ačiū” coś już panu mówią?

Tak, tak! Laba diena, ačiū, viso gero, jakieś podstawowe rzeczy które człowiek wyłapał. Język angielski już tutaj był, mamy dwóch młodych Szkotów w kadrze. To, co mnie zaskoczyło, to ta młoda generacja, nigdzie się nie spotkałem, że ktoś nie zna angielskiego. Nawet jak zaczepiam chłopaków z akademii np. z U12, widzę, że każdy umie odpowiedzieć po angielsku co mnie zaskoczyło na plus. Być może dlatego, że jest to mały kraj, mają świadomość, że muszą też w innym języku rozmawiać i tutaj każdy mówi dobrze w języku angielskim, więc to jest główne narzędzie komunikacji. Mamy też właśnie zagranicznych zawodników, z Holandii, z Afryki, więc i tak po angielsku rozmawiamy. Jak coś trzeba do zawodników z Litwy przekazać, mamy asystenta ale każdy z nich rozmawia po angielsku i to nie jest problem.

Przypomniał pan, że trenujecie w Kownie, natomiast mecze domowe rozgrywane są troszeczkę dalej, 30 kilometrów w miejscowości Jonava. Skąd taka decyzja, że akurat w tym miejscu?

Już w ostatnim roku zespół tam grał, w szczegóły się nie wdaję. Ogólnie wiem, że Jonava wybudowała bardzo fajny obiekt do koszykówki, do piłki nożnej, ten stadion jest piękny. Szatnie są na poziomie naszej ekstraklasy, byłem tam na początku kwietnia, obserwowałem zespół i mecz, więc widziałem, jak to wygląda. Jest duża trybuna zadaszona  i z tego co wiem, to po prostu miasto im zaproponowało żeby grali, bo nie chcieli, żeby obiekt stał pusty. Nie znam szczegółów, być może była też gratyfikacja finansowa za promocję miasta. Dla nas tam są świetne warunki pod kątem meczowym, fajnie się tam przyjeżdża. Jesteśmy tam raz na dwa tygodnie zagrać mecz ligowy, tak jak pan wspomniał, to jest 30 km, 30 minut jazdy busem.

fot. fkjonava.lt

Rozumiem, że pan mieszka w Kownie, tak?

Tak, tak, my trenujemy w Kownie, mieszkam w Kownie, w sumie niedaleko klubu. 15-20 minut piechotą, jak trzeba podjadę autem.

Jak panu się podoba miasto?

Bardzo mi się podoba, duże, 300 tysięcy ludzi, mieszkam blisko starówki. Jest gdzie wyjść, co pooglądać, sporo knajpek, można coś fajnego zjeść. Jestem bardzo zadowolony.

No i zapytam tak na koniec, w związku z tym, że za jakiś czas nadejdzie lato, nadejdzie letnie okienko transferowe. O sztabie szkoleniowym pan wspomniał natomiast czy piłkarsko będziemy mogli spodziewać się jakiegoś polskiego akcentu? Nie mówię oczywiście o hurtowym ściąganiu biało-czerwonych, ale chociaż jakiś jeden znany panu zawodnik ma szansę się pojawić?

Podjąłem jakieś rozmowy, zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie nie chciałem o tym głośno mówić. Jesteśmy otwarci na różne kierunki. Myślę, że jest taka szansa.

Myślę, że jeszcze pod kątem wywiadu ważna rzecz jest, bo pan mnie zapytał o trudności w utrzymaniu zespołu, jak to do czerwca wygląda. Najtrudniejszą rzeczą w zarządzaniu tym wszystkim jest to, że my w pierwszym zespole mamy 25 zawodników i 3 bramkarzy. Większość z nich to są zawodnicy U18, mają 16, 17 lat. Jest kilku starszych, 19, 20, 21-latków.  I ta drużyna gra w dwóch rozgrywkach. To jest największy problem. U18 ma swoją ligę, co też jest ważne, oni mają szansę wygrać tę ligę, zagrać w eliminacjach do młodzieżowej Ligi Mistrzów. Drugą rzeczą jest to, że gramy w Pirma Lydze. Na przykład jak przyszedłem, U18 gra mecz we wtorek, wtedy ja w środę rano mam na treningu 8 ludzi, muszę z 8 chłopakami zrobić normalny trening. Wiadomo, maksymalnie można zrobić gry 4×4, czy coś podobnego.

Zastanawiamy się co będzie w następną sobotę, bo wypadają 2 mecze jednego dnia. Oczywiście  zawsze staramy się przesunąć i to jest praktycznie niemożliwe do zarządzania. Teraz U18 kończy fazę zasadniczą, będzie dzielona tabela na pół i nie wiedzą z kim zagrają za dwa tygodnie i nie wiedzą z kim rozmawiać o ewentualnym przesunięciu. Jak wypadną 2 mecze jednego dnia to będzie trzeba decydować. Jeżeli chłopcy U18 pojadą na U18, to ja niestety zostanę z zawodnikami, których poziom to nie jest ani U18, ani Pirma Lyga. Jeżeli będzie trzeba pojechać wtedy z nimi na mecz, będzie bardzo, bardzo ciężko. U18 kończy ligę w połowie czerwca. Wtedy się troszkę ustabilizuje, ale na ten moment zarządzanie czymś takim jest piekielnie trudne. Mamy też sytuacje, że część zawodników gra 90 minut w piątek w meczu ligowym w Prima Lidze i następnego dnia grają 90 minut w U-18. To jest tragiczne pod kątem obciążeń, ryzyka kontuzji i tak dalej. Uważam, że gdybym tu przyszedł i musiał skupić się tylko na pierwszej lidze, byłbym bardzo spokojny. Znam siebie, wiem jak pracuję i że o to bezpieczne miejsce byłbym spokojny. Przez to, że trzeba zarządzać tak jakby dwoma różnymi rozgrywkami w jednym, to jest to bardzo ciężkie i to moja jedyna wątpliwość, czy tutaj pod kątem obciążeń poradzimy sobie z tym wszystkim, bo zaraz mogą pojawić się kontuzje.

Już gdzieś jakieś mikrourazy się pojawiły, bo pojechaliśmy na mecz z Atmosferą bez podstawowego bramkarza, bez podstawowej dziesiątki. Boczny obrońca leży z zapaleniem płuc, choroba po prostu. Musimy tym zarządzać i to nie jest łatwe.

Znana jest mi ta sytuacja, ponieważ analogiczny przypadek jest na Łotwie, też na drugim poziomie rozgrywek. Drużyna rezerw Rigi FC też ma w składzie młodych chłopaków po 16-17 lat, którzy rywalizują jednocześnie tak jak pan wspomniał w rozgrywkach młodzieżowych. Ja też podpytywałem właśnie o ten przypadek trenera tej drużyny,  jak to znajdzie zastosowanie w praktyce i on wspomniał wówczas o rozsądnym gospodarowaniu siłami, że to jest na pewno duże wyzwanie, ale finalnie dla tych zawodników korzyści z gry w seniorskim futbolu są niepodważalne. I on to tak spuentował. Czy pan się z tym zgadza? 

Sportowo pewnie tak, ale trzeba popatrzeć na organizm młodego piłkarza. My dzisiaj nie znamy konsekwencji, może ich nie być. Jeżeli za rok jeden z zawodników zerwie więzadła krzyżowe, już nie grając w dwóch rozgrywkach dzień po dniu to fizjologicznie może być to konsekwencja bardzo dużego przeciążenia w wieku 16-17 lat. Parę dni temu właśnie na treningu jeden z zawodników zerwał więzadła bez kontaktu z przeciwnikiem. Jeśli trzeba przeciążać graczy to to musi być przeciążanie z głową. Przeciążając ich podwójnie, potrójnie to te konsekwencje mogą wyjść w przyszłości. Zawodnik będzie bardziej wyeksploatowany. Urazy, przede wszystkim te ciężkie, np. zerwanie więzadeł krzyżowych, często kończą się nawet zakończeniem kariery. To mogą być te konsekwencje. Rywalizując tutaj w pierwszej lidze przygotowanie do meczu jest mimo wszystko cięższe dla tych chłopaków, oni mają dużo więcej minut w nogach. Oczywiście, pod kątem doświadczenia ja uważam, że ci chłopcy powinni grać w seniorach.

Fajnie by było, żeby ci najlepsi z U18 grali w Pirma Lydze, a drużyna U18 miała tych pozostałych chłopców, czy nawet z U16. Wtedy nie byłoby też żadnego problemu. Musimy zarządzać tym jak jest. Wiedziałem jak to wygląda, nie chcę narzekać i tak dalej. Pracujemy, wszystkie ręce na pokład, pilnujemy regeneracji, uświadamiamy zawodników jak się odżywiać, jak się regenerować. Pilnujemy tego i mamy nadzieję, że przetrwamy ten okres do końca czerwca.

foto główne: Be1 NFA

5 1 głos
Article Rating
Share on facebook
Share on twitter
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Logowanie