Żaden z litewskich zespołów w ostatnich latach nie przykuwał uwagi Litwinów na piłkę nożną tak jak FK Sūduva. Suwalszczanie trzeci rok z rzędu stoją w obliczu awansu do fazy grupowej ligi Europy. Poprzednio nie do przejścia okazały się Ludogorec Razgrad i Celtic Glasgow. Tym razem ostatnią przeszkodą dzieląca Litwę od spełnienia jej piłkarskiego snu jest węgierski Ferencvaros. O ten zespół podpytałem znawcę tematu – Maurycego Mietelskiego ze strony Węgierski futbol.
Jedyni w historii
Choć dokonania Sūduvy budzą uznanie, to jednak był zespół, który na etapie play-off osiągnął większy sukces. Nieistniejący już Ekranas Poniewież w edycji 2011/2012 znalazł się o krok od fazy grupowej LE po odpadnięciu w III rundzie eliminacji do LM z Bate Borysów. W barażu czekał izraelski Hapoel Tel-Awiw. Pierwszy mecz wygrali Litwini 1-0, jednak w rewanżu przegrali aż 0-4. Do dziś Ekranas jest jedyną w historii litewską drużyną, która zdołała wygrać przynajmniej jeden mecz w play-offach. Ta sztuka nie udała się nawet Sūduvie, której najlepszym rezultatem był remis. Teraz, po 8 latach, jest świetna okazja aby przynajmniej wyrównać ten rekord. Aktualny rywal przynajmniej na papierze wygląda łatwiej niż ci, z którymi Sūduva odpadała w poprzednich sezonach.
Niepewność
„Ferencvaros na pewno nie jest pewny zwycięstwa, bo węgierskie zespoły mogą zarówno sprawić niespodziankę, jak i się skompromitować” – mówi mi wspomniany we wstępie Maurycy Mietelski. Na poparcie swoich słów podaje mi przykład Videotonu, który dochodził do barażu o LM i grał przed rokiem w fazie grupowej LE, a w tym odpadł z Vaduz. „Po drugie Sūduva doszła aż do play-offów dzięki wygranej z Maccabi, które w ubiegłym roku wyeliminowało właśnie Ferencvaros” – kontynuuje mój rozmówca. Mając tą wiedzę bez wątpienia piłkarze z Mariampola powinni dostać zastrzyk pewności siebie. W myśl powiedzenia „do trzech razy sztuka” faza grupowa LE wydaje się być tak blisko jak nigdy dotąd.
Silniejsi, ale jest kilka niewiadomych
Zdaniem Mietelskiego Ferencvaros ma lepszy skład niż przed rokiem, czego dowodem może być dobra gra z Dinamem Zagrzeb na wyjeździe, co zaowocowało wynikiem 1-1. Na Węgrzech pojawiła się nadzieja, że uda się pokonać Chorwatów w walce o Ligę Mistrzów, jednak w rewanżu Dinamo rozbiło rywala aż 4-0. „Nie wiadomo jak drużyna będzie spisywać się po odejściu Davida Lanzafame i plotkach o możliwości odejścia Rolanda Vargi (też miałby odejść do Honvedu). Niby nie byli (a w przypadku Vargi nie są) zawodnikami pierwszego wyboru, lecz myślę, że mieli sporo do powiedzenia w szatni.” – tłumaczy Mietelski. Wątpliwości budzą także obecni faworyci trenera Rebrowa do gry w formacji ofensywnej. „Białoruski napastnik Mikałaj Sihniewicz mnie i pewnie wielu kibiców „Fradich” w ogóle nie przekonuje, zaś pozyskany z norweskiego Stabaek Franck Boli jak na razie wystąpił tylko w sobotnim meczu z Kaspovari Rakoczi”. Takie informacje mogą działać na korzyść Sūduvy, lecz mistrzowie Litwy także mają swoje słabości, o których muszą pamiętać. To bez wątpienia od nich będzie zależeć ewentualne powodzenie misji o nazwie „faza grupowa dla Litwy”.
Zbyt duża swoboda
W meczach z silniejszymi rywalami Sūduva nie raz pokazywała zęby i dość niespodziewanie eliminowała bardziej znanych przeciwników. Przekonywały się o tym takie drużyny jak FC Sion, APOEL Nikozja czy ostatnio Maccabi Tel-Awiw. To na pewno wyraźny sygnał dla Węgrów aby nie lekceważyć piłkarzy z Mariampola. Niejednokrotnie Sūduva miała bardzo duże szczęście. W kluczowych momentach Litwinom pomagało obramowanie bramki, czy rażąca nieskuteczność rywali. Problem w tym, że z reguły przeciwnik miał dużo swobody w polu karnym lub jego obrębie. I tak szwajcarski Sion powstrzymywał słupek, podobnie jak niedawno mistrza Izraela. Na tym etapie gry należy oczekiwać, że piłkarze Ferencvarosu mając przed sobą tylko bramkarza Kadruma, wykorzystają swoją szansę. Inna sprawa, że chorwacki golkiper Sūduvy pokazuje w pucharowych spotkaniach dużą klasę, i na pewno będzie silnym punktem swojej drużyny.
Wielkie nadzieje
Sukcesami Sūduvy żyje całe miasto, oraz pozostała część piłkarskiej Litwy. Starym marzeniem Litwinów jest klub w fazie grupowej europejskich pucharów. Na ostatnie domowe spotkanie z Maccabi przyszło ponad 5000 osób, co pozwoliło wypełnić bardzo dużą część stadionu. W Mariampolu ludzie żyją piłką, co jest swego rodzaju fenomenem w kraju, w którym koszykówka nazywana jest „drugą religią”, a w Wilnie stoi poświęcony jej pomnik. Nie ma się co jednak dziwić, Litwini mają silną reprezentację, która w przeciwieństwie do piłkarzy liczy się w Europie, a nawet na świecie. Być może za sprawą Sūduvy uda się rozwinąć zainteresowanie Litwinów także i w kierunku piłki nożnej.






