Wspominamy wizytę Piasta w Rydze

1. sierpnia 2019 roku Piast Gliwice po raz pierwszy zawitał do Rygi, gdzie w ramach eliminacji do Ligi Europy mierzył się z Rigą FC. Mistrz Polski w pierwszym spotkaniu wygrał u siebie 3-2, ale gole dla Łotyszy były po prostu prezentami od Gliwiczan. Tak czy owak, każdy oczekiwał że Piast w Rydze po prostu przypieczętuje awans.

Gliwiczanie rozczarowani odpadnięciem z eliminacji Ligi Mistrzów po względnie dobrej grze z BATE Borysów, na otarcie łez mieli walczyć o Ligę Europy. Przed rewanżem sytuacja była z pozoru dobra – to Riga musiała walczyć o odrobienie strat, a ofensywna gra nie była zbyt mocną stroną podopiecznych Mihailsa Koņevsa. Jak wyszło – wiemy wszyscy, a najbardziej rozczarowani musieli być fani Piasta, którzy pojechali za swoimi piłkarzami do Rygi.

Co z tego meczu można było zapamiętać najbardziej? Strzał życia Armandsa Pētersonsa, sam fakt porażki z mistrzem Łotwy? Albo może decydujący cios Kamila Bilińskiego? Rzadko się zdarza aby w pucharach Polak eliminował swoich rodaków, zdobywając jeszcze decydujące trafienie. „Powiedzmy, że ta bramka z Piastem mocno scaliła nas jako zespół w tamtym momencie, bo potrzebowaliśmy takiego sukcesu, dawki adrenaliny, dawki pozytywnych emocji, do tego żeby dalej móc się jeszcze fajnie zaprezentować w tym sezonie.” – mówił potem w wywiadzie dla Bałtyckiego futbolu Kamil Biliński. Riga kontynuowała udaną kampanię eliminując HJK Helsinki, a na końcu zatrzymała się na FC Kopenhadze tuż przed fazą grupową. Piast z kolei musiał powrócić do szarej codzienności, zaś porażka z mistrzem Łotwy zapisała się jako kolejne rozczarowanie polskich klubów na arenie międzynarodowej. Tamtego dnia Gliwiczanom wszystko poszło po prostu nie tak jak planowano. Na stadionie przynajmniej z dobrej strony pokazali się fani.

„Ryga to bardzo piękne miasto, szczerze mówiąc trochę nas to zaskoczyło biorąc pod uwagę drogę od granicy Polski. Myślę, że nie jeden z nas będzie chciał jeszcze odwiedzić te miasto” – mówili „Bałtyckiemu futbolowi” kibice Piasta z grupy „Zatorzanie”. Jak sami podają – ogółem z Polski przyjechało wówczas 240 fanów, w tym 10 zakazowiczów, którzy mecz oglądali z perspektywy parkingu przy stadionie Skonto. Nie da się ukryć, że przykuli oni uwagę osób obecnych na obiekcie, głównie za sprawą zorganizowanego dopingu i pirotechniki. Na Łotwie panuje inna kultura kibicowania, a wizyty gości z Polski są dużą atrakcją.

fot. Stadionowi Oprawcy

Kibice na Łotwie odliczyli kilka lat odkąd FK Ventspils był ostatnią ekipą, która użyła pirotechniki na obiekcie Skonto. Ogólnie na trybunach zasiadło ok. 5000 widzów, co jak na Łotwę jest rewelacyjnym wynikiem. Niestety tu chodziło tylko o widowisko – na ligowych spotkaniach przychodziło już po 300-400 ludzi. „Doping gospodarzy raczej porównałbym do kibiców siatkówki. Jedynym problemem mogło być przebicie się przez ich bębny, ale daliśmy radę. Za pirotechnikę nie mieliśmy żadnych nieprzyjemności” – opowiada jeden z kibiców z grupy „Zatorzanie”.

Polscy fani dużo uwagi przykuli jeszcze przed meczem, gdy stawili się na zbiórce w samym centrum Rygi pod Pomnikiem Wolności. Sam nawet otrzymałem zapytanie od jednego z Łotyszy, który podrzucił mi nagranie kibiców Piasta i poprosił o przetłumaczenie okrzyków. „Nasze grupki na mieście, w okolicach stadionu, pobliskiej plaży, które pojawiały się kilka godzin przed, jak i po meczu, nie stwierdziły żadnych oznak życia kibicowskiego w tym mieście. W miejscu naszej zbiórki pod Pomnikiem Wolności miejscowi jak i turyści byli lekko zdziwieni naszą obecnością. W pewnym momencie zebrało ich się całkiem sporo, a co dziwne – policji nie było wcale” – te słowa „Zatorzan” dowodzą jak duże różnice są obecnie między kulturą kibicowania w naszym kraju, a na Łotwie. Co do policji – ta cały czas miała kibiców Piasta na oku, ale w nieco inny sposób. O tym za moment.

Pomijając wynik sportowy – fanom z Gliwic się podobało. „Wyjazd do Rygi poza jednym incydentem o którym na pewno każdy już słyszał oceniamy dobrze. Liczba jak na środek tygodnia niezła, odpalona pirotechnika, przemarsz przez miasto – coś pięknego” – podsumowują „Zatorzanie”. Co do incydentu – myślę, że większość słyszała historię o jednym z fanów Piasta, który w McDonaldzie wywalił na wierzch genitalia. Tę scenkę bardziej zapamiętano w Polsce niż na Łotwie, a kibice wrogich drużyn z chęcią wbijali fanom Piasta szpilkę wykorzystując fakt z poniższego wideo.

fot. silesia24

Mówienie o masturbacji jest w tym wypadku pewnym nadużyciem wykorzystywanym przez polskie portale, gdyż łotewska policja w swoich raportach ani razu nie użyła tego słowa, mówiła jedynie o pocieraniu i eksponowaniu genitaliów. Kibic Piasta miał pecha – operatorzy monitoringu w Rydze, którzy „z daleka” śledzili zachowanie fanów z Gliwic, wyłapali scenę z McDonalda, a pojawienie się patrolu policji spowodowane było tylko tym, że w środku oprócz sympatyków Piasta byli też inni ludzie.

Pomijając ten incydent, z wizyty w Rydze zadowoleni mogą być tylko kibice Piasta, którzy zaliczyli dość udany wyjazd. Sportowo przyszło kolejne rozczarowanie, mało kto zakładał taki scenariusz. W dość brutalny sposób w Polsce przypomniał o sobie Kamil Biliński, który później w Rydze miał pod górkę mimo dobrej postawy, obecnie gracz Podbeskidzia Bielsko-Biała. Dwumecz Piasta z Rigą to kolejna gorzka historia, a jego przebieg długo będzie jeszcze przypominany jako kolejna kompromitacja polskich drużyn w Europie. Warto jednak pamiętać, że kluby w tych teoretycznie słabszych od nas państwach nie stoją w miejscu i też się rozwijają. A Riga plany na rozwój ma bardzo śmiałe.

obrazek wyróżniający: Michał Chwieduk/400mm.pl

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie