Gdybym nie lubił sportu

Dla osoby, która nie lubi piłki nożnej Polska jest okropnym miejscem do życia. Futbol jest obecny niemalże na każdym kroku, duża część uznaje go za sport narodowy, mimo że osiągane wyniki w żaden sposób nie uzasadniają tego wyboru.

Wstęp

Na samym początku zaznaczę, że cały ten tekst będzie jednym wielkim odwoływaniem się i porównywaniem do Łotwy. Po pierwsze – na tym znam się najlepiej, o tym piszę, więc nie byłoby sensu opierać swoich myśli na Bałkanach, Azji czy Skandynawii, bo nie od tego jestem. Po drugie Łotwa jest idealnym, książkowym krajem gdzie sport nie jest tym, co kręci społeczeństwo. I wreszcie po trzecie, czemu nie Litwa? Ano dlatego, że tam ludzie koszykówkę kochają tak jak my kochamy ten nieszczęsny futbol, a przecież nie o to chodzi w tym tekście. Na fanatyczne uwielbienie jakiejkolwiek dyscypliny nie będzie tu za bardzo miejsca.

Inne spojrzenie

Pisząc te słowa uznałem, że najlepiej do tematu będzie podejść z perspektywy osoby, która nie lubi sportu, a w szczególności piłki nożnej. Oczywiście jest to zabieg tylko i wyłącznie na potrzeby tekstu, myślę, że i wy skoro trafiliście na stronę, która futbol ma nawet w nazwie, również jesteście miłośnikami kopanej. Tu w ramach wyjątku zostanę sportowym (a w szczególności piłkarskim) Grinchem.

***

Pamiętam słowa swojego wuefisty z gimnazjum, który stwierdził na jednej z lekcji, że piłka nożna to prymitywna gra. Facet powinien być cytowany zamiast Paulo Coelho i innych takich przy okazji wszystkich życiowych prawd i powiedzeń! W końcu chodzi tylko o 22 kolesi biegających za jedną piłką i kopiących ją raz jedni, raz drudzy. Tak się jednak niestety stało, że oprócz źródła zarobku dla jednych, dla innych jest czymś w rodzaju rodzinnej tradycji – często jest tak, że to ojciec/wujek/dziadek zabiera małego chłopca na stadion pierwszy raz, ten oswaja się z całą otoczką kibicowania i przekazuje ten zwyczaj na kolejną linię w drzewie genealogicznym.

Co jednak w sytuacji gdy na stadion małego chłopca nie zabierze nikt, bo samemu tego nie praktykuje? Albo chłopiec sam zainteresuje się tymi 22 facetami, w najlepszym wypadku inną dyscypliną, albo sport będzie mu kompletnie obojętny. To ostatnie stwierdzenie pasuje w dużej mierze do obywateli Łotwy. Nie ma tradycji chodzenia na stadion, nie ma stawiania kopania piłki na równi z religią, jak już pojawi się sukces to oczywiście się cieszą, ale porażka nie oznacza końca świata. Z kolei jeśli na meczu ligowym pojawi się 2000 kibiców, to jest to świetny wynik. W Polsce brzmi to nieco dziwnie.

fot. RFS Ryga

Tu oczywiście może paść słuszny poniekąd argument – „chwila moment, co Ty człowieczku zestawiasz ze sobą niespełna 2-milionowy kraj i dużo większą Polskę? Okej, ludzki potencjał jest dużo mniejszy, ale czemu zatem na sąsiedniej Litwie niczym niezwykłym nie jest licząca ponad 10 tysięcy osób widownia na meczu koszykówki? Bo tam kochają ten sport.

Co w zamian?

Rozmawiałem jakoś w zeszłym roku po polsku z Edmundsem Novickisem, który w przeciwieństwie do większości rodaków ok. połowę swojego życia zawodowego i prywatnego poświęca piłce nożnej. W trakcie konwersacji na temat obserwacji popularności sportu na Łotwie Edmunds stwierdził to co opisałem wyżej – „u nas nie ma tradycji chodzenia na sport”. Wprawiło mnie to w konsternację, zapytałem „to co wy właściwie robicie, gdzie się spotykacie?”

Okazuje się, że Łotysze wolą po prostu w gronie znajomych wyjść do restauracji na kolację, posiedzieć przy piwku i w ten sposób spędzić czas. Czyż nie wydaje się to rozsądniejszy wybór niż przez 90 minut drzeć się na trybunie, a w okresie jesienno-zimowym na dodatek przy mało sprzyjającej aurze? No a o czym by tu rozmawiać przy tym jedzeniu jeśli nie sport? Jest przecież wiele tematów – od tak przyziemnych spraw jak drożyzna i kiepski wybór produktów w lokalnych sklepach, po bardziej wzniosłe treści jak literatura i sztuka. Zresztą co ja wam będę opowiadał o czym macie rozmawiać w gronie znajomych.

Dla samych sportowców Łotwa też jest przyjaznym miejscem. Gdyby Paulo Sousa swoje numery uskuteczniał właśnie w tym kraju, to oburzyłby tym kilkanaście,  może gdzieś w porywach do kilkudziesięciu tysięcy osób. Bez krępacji mógłby sobie potem wyjść do sklepu po chleb (na Łotwie kajzerek w markecie nie ma), tak samo jak może czynić to większość profesjonalnych sportowców. Status jako takiego celebryty ma jedynie bokser Mairis Briedis, dokładnie ten sam, który w 2019 roku nieprzepisowo uderzył w walce Krzysztofa Głowackiego doprowadzając potem do polsko-łotewskiej wojny kibiców w internecie (kolejny dowód na to, że sport budzi u części ludzi najprymitywniejsze instynkty).

źródło: sportowefakty.wp.pl

Jeżeli myślicie, że na trudy popularności na Łotwie narażeni są hokeiści, to także jesteście w błędzie, nie są tak znani jakby się mogło wydawać. Teoretycznie bardziej tyczy się to koszykarzy, ale tylko ze względu na to, że „zdradza” ich wzrost. Tak czy owak o statusie koszykarskiej gwiazdy można by było w zasadzie mówić tylko w kontekście grającego w NBA Kristapsa Porziņģisa. Wspomnienie o piłkarzach jest jedynie formalnością, ostatnim który przykuwał większą uwagę mediów (i nie mowa tu o prasie sportowej) był Māris Verpakovskis.

Cyferki

Dość wymownym w tym wszystkim jest fakt, że wybierany wielokrotnie przez łotewską federację jako najlepszy dziennikarz piłkarski, wspomniany wcześniej Edmunds Novickis, nie jest w stanie wyżyć… z pisania o piłce. „Jeśli mój bezpłatny artykuł w sieci przeczyta, przykładowo, dwa tysiące ludzi, to jest to za mało aby regularnie na tym zarabiać” – mówił sam zainteresowany w wywiadzie ze mną. Główna praca Edmundsa zwiaząna jest z bankowością.

Jaka jest recepta na to aby żyć z dziennikarstwa sportowego? Elastyczność. Ktoś kto chce być tylko i wyłącznie dziennikarzem musi być otwarty na wszystkie dyscypliny sportu, i pisać o nich. I jeżeli osoba, która merytorycznie, bez żadnych kontrowersji, pisze o piłce tworząc wartościowe treści może liczyć na kilka tysięcy odsłon, to jak skomentować fakt, że Hejtpark z Jasiem Kapelą na Kanale Sportowym ma już 3,9 miliona wyświetleń…? I że ze sportem ta rozmowa nie miała wspólnego w zasadzie nic? Oczywiście można byłoby znaleźć bardziej trafne przykłady, ale ten chyba dobrze działa liczbami na wyobraźnię.

Strefa komfortu

Mając na uwadze wszystkie te czynniki, Łotwa rysuje się jako bardzo atrakcyjne miejsce dla osób, które męczy sport. Skoki narciarskie są dyscypliną wręcz egzotyczną, siatkówka niszową, żużel ma branie tylko w jednym mieście, a o piłce nożnej już się naprodukowałem. Całkowite przeciwieństwo Polski. Jedyne zagrożenie czyha ze strony koszykówki, w szczególności tej w wariancie 3 na 3. Oczywiście to też nie tak, że Łotysze sportu nie znoszą. Po prostu ich nie ekscytuje. Czy można ich za to winić? Nie. Widzieliście kiedyś Chińczyka, który miałby do nas pretensje, że na polskich bazarach nie ma suszonej szarańczy? On jest w końcu do niej przyzwyczajony.

Nie powinniśmy się zatem dziwić, że przeciętny Łotysz może nawet nie być świadomy sukcesów jakiegoś swojego rodaka w tej prymitywnej kopance, czy nawet w innej dyscyplinie. I wreszcie, co najważniejsze, dziennikarz sportowy na Łotwie nie jest żadnym tam mejwenem, influencerem czy innym trendsetterem. Nie ma statusu celebryty, w zdecydowanej większości przypadków nie wdaje się w głupawe dyskusje na Twitterze, on wykonuje po prostu swoją pracę i dzieli się treściami. Nie jest po prostu kontrowersyjny. Ale to pięknie brzmi!

Postanowienia końcowe

Gdybym naprawdę nie cierpiał sportu to w nawet w ramach snucia nierealnych marzeń rozważyłbym wyprowadzkę do takiego kraju jak Łotwa. Oczywiście, nad czym sami też ubolewają, często omija ich ta piękniejsza strona emocji sportowych. Tu jednak są dwa duże problemy: ograniczony czynnik ludzki i niskie zainteresowanie rozgrywkami sportowymi. Gdyby nie to, to możliwe że Edmunds Novickis mógłby (zasłużenie) utrzymać się tylko z piłki nożnej, może Łotwa miałaby więcej medali na Igrzyskach, może byłaby bardziej znanym na świecie krajem niż jest teraz. Zostawmy jednak gdybanie na bok i wróćmy do naszej sportowej rzeczywistości, której chyba mimo wszystko nie chcielibyśmy zamienić na żadną inną!

obrazek wyróżniający: Pixabay

 

5 3 głosów
Article Rating
Share on facebook
Share on twitter

Tagi:

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Logowanie