Jak ślepej kurze ziarno

Wyobraźcie sobie, że na jakimś podwórzu chodzi sobie ślepa kura. Gospodarz sypie ziarno, kura gdzieś tam na oślep dziobie w ziemię i jakimś niemożliwym zrządzeniem losu natrafia akurat na ziarno. Mniej więcej w taki sposób FK Liepāja znalazła się w europejskich pucharach. Sęk w tym, że nie jest na nie pod żadnym względem gotowa.

Wicher, który za szybko wyfrunął

Lipawa zlokalizowana na zachodnim wybrzeżu Łotwy to miasto, w którym według popularnego łotewskiego powiedzenia rodzi się wiatr. Wiatr, który po rozproszeniu się po całym kraju zapomniał na samym początku wydmuchać wszelkie zło i patologię z klubu piłkarskiego FK Liepāja, bądź spolszczając – FK Lipawa. A mowa o miejscu, które ma bardzo bogatą tradycję piłkarską, począwszy od lat 20. i 30. ubiegłego wieku kiedy tamtejsza Olimpija 7 razy zdobyła tytuł mistrzowski, a były i takie sezony kiedy nie przegrywała ani jednego meczu. Rozmawiając o czasach bliższych nam, po wyswobodzeniu się z rąk ZSRR do głosu doszedł klub zespołów metalurgicznych, Metalurgs Liepāja. I choć z marnym skutkiem próbował przeciwstawić się stołecznemu Skonto to jednak właśnie ten zespół w 2005 roku zakończył trwające 13 sezonów eldorado drużyny z Rygi i odebrał jej tytuł mistrzowski. Produkowali także wielu uzdolnionych piłkarzy, którzy grali później w reprezentacji. Praktycznie każdy łotewski piłkarz, który wyjeżdżał za granicę miał chociaż minimalne przetarcie w Skonto lub przynajmniej Metalurgsie właśnie.

Potem zakłady zbankrutowały i żeby ratować piłkę nożną w mieście, utworzono nowy podmiot – FK Liepāja, który przejął licencję świętej pamięci poprzednika i kontynuował grę na najwyższym szczeblu rozgrywek. I o ile na początku faktycznie jakoś to wyglądało, zdobyli nawet mistrza Łotwy w 2015, o tyle teraz jest to karykaturą klubu piłkarskiego. Niemniej równie nieodpowiedzialne zachowanie włodarzy innego klubu, Valmiery FC, sprawiło, że w Lipawie będą mieli to, o co walkę przegrywali z kretesem od kilku lat – europejskie puchary.

Himalaje absurdu

Z bałtycką piłką jest trochę jak z muzyką. Jeden ubierze się na galowo, pójdzie do filharmonii i będzie rozkoszować się przy kompozycjach Chopina czy Beethovena uznając to za najdoskonalszą formę jaką osiągnęła muzyka w całej swojej historii. Drugi pojedzie do klubu Ekwador Manieczki i przy dźwiękach techno będzie bawić się do godziny 6 rano. Bałtycka piłka to nie salony, to nie kultura wyższa, wpisuje się idealnie w ramy Manieczek zlokalizowanych gdzieś na peryferiach, a jednocześnie ma grupę wielbicieli, którzy przy niej trwają i trwają. A i faktycznie zabawić się można, bo nie brakuje kuriozalnych sytuacji jakie ze sobą niesie. To jest jedna z nich, a wszystko rozchodzi się o kwotę około 180 tysięcy euro. To właśnie ta suma doprowadziła do jednego z większych absurdów łotewskiej piłki ostatnich lat.

Z tekstów które pisałem na stronie możecie pamiętać, że Valmiera FC straciła europejskie puchary i 3 punkty w lidze przez zaległości u fiskusa. Kwota aktualna na dzień nieprzyznania przez federację licencji wynosiła właśnie około 188 tysięcy euro. Klub złożył odwołanie, wydawało się, że może nawet ma szansę coś ugrać bo uzyskał porozumienie ze skarbówką w sprawie spłaty należności. Nic to jednak nie dało, i sam ten fakt w sobie jest już wystarczająco absurdalny, bez patrzenia na to kto te puchary dostanie. Klub który zrobił w ostatnich okienkach świetne transfery wychodzące (łączna ich wartość z 2-3 ostatnich okienek to kilka milionów euro!), klub któremu Lechia Gdańsk regularnie w ratach spłaca transakcje o łącznej wartości ponad 2 milionów euro nie był w stanie pokryć długów u skarbówki w wysokości 188 tysięcy? Pozostawiam to już do waszej wyobraźni, bo przez taką pierdołę stracić dużo większe zyski z Europy na własne życzenie (dług nie pojawił się z dnia na dzień!) to nie lada sztuka, dużo większa niż ta z filharmonii. Oczywiście ostatnią furtką jest trybunał CAS w Lozannie, ale czasu zostało bardzo mało, zaległości nie uregulowano, raczej nikt nie będzie już o to kruszyć kopii.

Kolejnym absurdem jest to, że puchary trafią do klubu, który ma na ten moment najgorszą formę sportową i wizerunkową w całej lidze. Powiedzcie mi co trzeba zrobić aby fani w mieście odwrócili się od Ciebie na rzecz drużyny zarejestrowanej w małej miejscowości pod Lipawą, która gra na bocznym boisku stadionu Daugava? Co trzeba zrobić aby Grobinia SC została pierwszą drużyną Lipawy mimo że nie ma jej nawet w nazwie, a Ciebie ironicznie nazywają „tą drugą”? Co więcej, nie widzisz w tym żadnej swojej winy, niezadowoleni fani mogą nie przychodzić (właściwie to przestali), psy szczekają karawana jedzie dalej. I właśnie w sam środek tej stajni Augiasza wylądowały europejskie puchary, całe na biało. Skrawek porządku w chaosie i bałaganie.

Stołek ze stali

Jednym z głównych problemów FK Liepāji jest to, że ludzie nie chcą się z nią identyfikować. Klub oraz trener w pierwszej kolejności stawiają na dobrze opłacanych obcokrajowców, którzy jednak od kilku lat nie osiągają żadnych wartych odnotowania sukcesów. Mimo wszystko gruziński trener Tamaz Pertia nadal prędzej da szansę kolejnemu zagranicznemu kopaczowi niż młodemu Łotyszowi. Ci ostatni szansę pokazania się mają w sąsiedniej Grobinii, nic zatem dziwnego, że cała sympatia mieszkańców Lipawy przelała się właśnie na piłkarzy beniaminka Virslīgi, tam można oglądać „swoich”. Co ciekawe w FK Liepāji nikomu zdaje się to nie przeszkadzać, bo od kilku sezonów nie zmienia się nic a posadzie Tamaza Pertii nie zagraża nawet obecna ostatnia pozycja w ligowej tabeli. Albo ma haki na właściciela, albo więcej do powiedzenia w klubie niż może się wydawać. Aha, dodatkowy smaczek, ten tekst opublikowałem akurat w dniu meczu FK Liepāja – Grobinia SC. I kolejny – 4 dni temu FK Liepāja widząc, że sąsiadom idzie lepiej, odwołali z wypożyczenia 3 swoich zawodników, którzy trafili do Grobinii. Tamaz Pertia ogłaszając to na konferencji prasowej zapomniał nazwiska jednego z nich co najlepiej świadczy o jego podejściu do młodych piłkarzy z kraju.

Oczywiście żeby nie było, puchary do Lipawy trafią zasłużenie z czysto formalnego punktu widzenia. W zeszłym roku piłkarze Pertii zajęli 5. miejsce w ligowej tabeli, więc w obliczu wykluczenia Valmiery byli następni w kolejnce. Po drugie, bez problemów od razu otrzymali od federacji licencję na europejskie puchary. Na tym pozytywy się kończą.

Co do zaoferowania ma w obecnej sytuacji FK Liepāja? Sportowo raczej niewiele, obecny sezon to katastrofa, na 15 spotkań wygrali zaledwie 2. Atmosfera piłkarskiego święta też raczej nie grozi bo nawet nieliczna garstka aktywnych kibiców z grupy Amber City FC przestała po prostu przychodzić na stadion, bez słowa odpuścili sobie wszystko (Łotysze już się nie wkurzają jak kiedyś). Oczywiście kierownictwu nic nie daje to do myślenia, ale jak ma dać skoro trener Pertia na konferencjach prasowych mówił, że on takich kibiców nie potrzebuje, w prywatnych sprzeczkach nazywał ich debilami, a syn właściciela klubu kazał im po prostu spierdalać? Te puchary trafiły po prostu w najgorsze miejsce w jakie tylko mogły. Sportowo nic tu dobrego nie będzie, klimatu też żadnego.

Reasumując

Oczywiście może zdarzyć się tak, że jak na ironię piłkarscy bogowie i chichot losu sprawią, że na przekór zdrowemu rozsądkowi FK Liepāja na arenie międzynarodowej sprawi psikusa i wyeliminuje lepszego na papierze rywala, albo przynajmniej zaprezentuje dobrą grę. W piłce nożnej wiele rzeczy lubi dziać się wbrew logice, ale tutaj jest tak bardzo namieszane, że to po prostu nie ma prawa się udać. A jeśli jakimś cudem się uda, to tylko zgodnie z powiedzeniem „więcej szczęścia niż rozumu”, bo niestety ale w takiej formie FK Liepāja na ten prezent nie zasłużyła. A i Valmiery FC w tym wszystkim nie żal, bo trzeba wybitnych „zdolności” aby w tak głupi sposób stracić to, co dla wielu jest wciąż niespełnionym marzeniem.

fot. FK Liepāja

0 0 głosów
Article Rating
Share on facebook
Share on twitter
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Logowanie