W sobotnie popołudnie dobiegły końca zmagania w najwyższej klasie rozgrywkowej na Łotwie. Emocje trwały do ostatniej chwili. Dopiero finałowa kolejka wyłoniła mistrza kraju oraz drużynę, która zagra w barażu o utrzymanie z wicemistrzem drugiego poziomu rozgrywek.
Przed rozpoczęciem ostatniej serii prezes Virslīgi Maksims Krivunecs umieścił w mediach społecznościowych swoje zdjęcie z trofeum za mistrzostwo Łotwy. Mógł udać się z nim w dwa miejsca: do Rygi gdzie RFS podejmował Mettę, lub do Valmiery gdzie z ustępującym mistrzem mierzyła się Riga FC.
Puchar był zwieńczeniem sezonu, który może nie przyniósł zbyt wielu niespodzianek, nie był też najlepszy pod względem europejskich pucharów, ale trzymał w napięciu do końca, przynajmniej w kwestii zdobycia tytułu. Na długo przed zakończeniem było jasne, że najsłabszą drużyną w stawce okaże się Super Nova, że powracająca do Jełgawy Virslīga będzie gościć w niej także w przyszłym sezonie, z kolei nieco bliżej finiszu w Lipawie musieli przełknąć gorzką pigułkę w postaci kolejnego roku bez europejskich pucharów.
1. RFS (89 punktów)

Skromne zwycięstwo 1-0 nad Mettą po rzucie karnym Jānisa Ikaunieksa zwieńczyło mistrzowski sezon oraz dało drugi w historii klubu triumf! Przy tym wszystkim RFS zanotował zaledwie jedną porażkę w lidze (0-1 z Valmierą na początku września) zdobył najwięcej bramek i stracił najmniej. Świetną pracę w ofensywie wykonali wspomniany Ikaunieks oraz sprzedany latem do Valerengi Andrej Ilić. Pierwszy z nich strzelił 15 goli, drugi 14, natomiast to co wyróżniało RFS to fakt, że strzelających piłkarzy było wielu. Sezon z 11 bramkami zakończył 19-letni Ismael Diomande, zaś z 9 Emerson. W czołowej 10 strzelców ligi znajdziemy więc aż 4 piłkarzy RFS-u.
W defensywie dzielił i rządził niezawodny Žiga Lipušček, dobrze prezentował się Vitālijs Jagodinskis, podobnie jak grający na prawej flance Roberts Savaļnieks. Jedynym w zasadzie minusem było szalone spotkanie z FK Tukums zakończone zwycięstwem RFS-u 5-4. Nie zmienia to faktu, że formacja defensywna była dość dziurawa w starciu z ekipą z dołu tabeli. Przy końcowym triumfie nie ma to jednak żadnego znaczenia.
W bramce zaś doszło do przymusowej roszady. Wiosną pewne miejsce między słupkami stracił Pāvels Šteinbors, a był to efekt afery alkoholowej w reprezentacji Łotwy. Znany z polskich boisk golkiper pojawiał się później na murawie nieregularnie, jednakże to właśnie on stanął w bramce RFS-u na ostatni, decydujący mecz.
2. Riga FC (87 punktów)

Biorąc pod uwagę rozmach z jakim jest prowadzona Riga, oraz jakie środki są w nią wkładane, trzeci sezon bez mistrzostwa należy uznać za ogromne rozczarowanie. Nastroje może psuć jeszcze bardziej fakt, że przed ostatnią kolejką Riga miała 1 punkt przewagi nad RFS-em i jechała do osłabionej letnią wyprzedażą kluczowych zawodników Valmiery FC. To jeszcze nie wszystko. W zremisowanym 1-1 spotkaniu Valmiera oddała zaledwie 2 strzały, z czego tylko 1 celny! Małe światełko w tunelu zapalił gol Anthony’ego Contrerasa w 90. minucie meczu, ale było już za późno. Remis w takich okolicznościach niestety rzutuje cieniem na mimo wszystko dobry sezon.
Riga w bieżącej edycji przegrała zaledwie 2 mecze, jednak o 1 raz za dużo. Czkawką na pewno odbił się także remis 1-1 z outsiderem Super Novą na 3 kolejki przed końcem, a i to udało się uratować dopiero na sam koniec w 90. minucie i to po dużej kontrowersji, gdyż w akcji bramkowej doszło do faulu na bramkarza rywali, którego sędzia nie odgwizdał.
Jeśli chodzi o pozytywy to na otarcie łez pozostaje wygrany puchar Łotwy po karnych z RFS-em czy też przyzwoite występy w Europie gdzie Riga wyeliminowała 2 rywali w eliminacjach do Ligi Konferencji i dopiero musiała uznać wyższość Twente. Koronę króla strzelców zdobył zawodnik klubu Marko Regža, który strzelił 19 goli a latem interesowały się nim belgijskie kluby. Sam sezon nie był naprawdę zły, ale przekreśliły go 2 wtopy – porażka 3-5 z Jełgawą i wspomniany remis 1-1 z Super Novą. RFS mylił się po prostu rzadziej.
3. FK Auda (58 punktów)

Strata Audy 30 punktów do wicelidera i 31 do lidera najlepiej obrazuje to jak bardzo dwa ryskie kluby odjechały reszcie stawki. Nikt jednak nie spodziewał się, że Auda będzie rywalizować o tytuł, więc rok 2023 jest dla klubu bardzo udany i przede wszystkim historyczny. Najpierw zielono-czarni zadebiutowali w Europie za sprawą wywalczonego w zeszłym roku pucharu Łotwy, a teraz dorzucili do tego pierwsze w historii występów w Virslīdze medale.
Auda po zmianie właścicielskiej z początku 2022 roku jest nazywana „klubem farmerskim Rigi FC” i w istocie ruchy kadrowe w obie strony nie były niczym niezwykłym. Nie ma jednak wątpliwości, że powiązania z Rigą pozwoliły Audzie na przepchnięcie się łokciami pośród solidnych zespołów i wywalczenia podium. Choćby z tego względu jest to już teraz ciekawe miejsce do rozwoju. Łatwo wypromować się do Rigi lub innych klubów przy jednocześnie małej presji, dużym atutem jest także możliwość gry w Europie. Jeżeli Auda utrzyma status klubu farmerskiego to w czołówce ligi łotewskiej gościć będzie regularnie.
4. Valmiera FC (53 punkty)

Biorąc pod uwagę odejścia piłkarzy, którzy stanowili o sile zespołu w mistrzowskim sezonie 2022, samo zajęcie 4. miejsca i zakwalifikowanie się do Europy należy uznać za dobry rezultat Valmiery. Piłkarze Jurģisa Kalnsa niejako też zadecydowali o losach tytułu powstrzymując Rigę FC w ostatniej kolejce. Sam sezon przeplatany był dobrymi i słabymi meczami. Zasakakująco niewygodnym rywalem dla Valmiery okazała się Metta: na 4 spotkania obydwie drużyny wygrały po razie a dwukrotnie padł remis.
W kwestii Valmiery nie należało jednak mieć przesadnie wygórowanych oczekiwań. Na miejsce Raimondsa Krollisa, Iwana Żelizko, Camilo Meny, Daisuke Yokoty czy Alvisa Jaunzemsa nie sprowadzono aż tak jakościowych zastępstw. Zabrakło przede wszystkim wyrazistego snajpera jakim był Krollis. Najlepszy strzelec zespołu Leo Gaucho ma w dorobku jedynie 7 trafień. Jeżeli zimą nie dojdzie do znaczących wzmocnień to ponowne zajęcie miejsca pucharowego może się okazać zbyt dużym wyzwaniem dla Valmiery.
5. FK Lipawa

Kolejny rok bez europejskich pucharów przyjęto w Lipawie z rozczarowaniem, ale problemów wokół klubu nie od dziś jest dużo więcej niż uplasowanie się poza czołową czwórką. Coraz więcej sympatyków zaczyna tracić cierpliwość i jako źródło niepowodzeń wskazuje trenera Tamaza Pertię. Ten z kolei nie pała szczególną sympatią do kibiców, podobnie jak syn właściciela klubu, którzy starli się słownie z fanami z grupy Amber City (fani zostali potem przeproszeni przez klub). Sumując to wszystko nie dziwi fakt, że na niektórych meczach Lipawy, kolokwialnie mówiąc, tłumów nie było.
To co zwraca uwagę to bez wątpienia bilans bramkowy. Lipawa strzelała dużo goli (3. najlepszy wynik) ale jeszcze więcej traciła. Zaledwie 7 na 36 spotkań drużyna była w stanie zagrać bez straty bramki. Przekonujących zwycięstw różnicą więcej niż jednej bramki było niewiele. Nie ma także zbyt wielu znaków i nadziei na wielkie zmiany, więc przyszły sezon najprawdopodobniej ponownie upływać będzie pod znakiem walki o ostatnie miejsce premiowane awansem do Europy.
6. FS Jełgawa (40 punktów)

Udany rok beniaminka z Jełgawy, który sam napisał na swoim Facebooku „rozegraliśmy dobry sezon”. Do spokojnego utrzymania się w lidze bez cienia wątpliwości przyczynił się dobry start w nowych rozgrywkach, jeszcze pod wodzą trenera Ervīnsa Pērkonsa, który odszedł pod koniec kwietnia zostawiając drużynę na dobrym, szóstym miejscu. To właśnie ta sprawa jest jedyną rysą na szkle. Pērkons, który w klubie odpowiadał za bardzo wiele różnych spraw pokłócił się z kierownictwem i obie strony rozstały się w niezbyt przyjemnych okolicznościach.
Zespół przejął słowacki trener Jozef Škrlík, który pracował kiedyś w nieistniejącej już FK Jelgavie. Zadanie utrzymania zespołu w lidze wypełnił bez zarzutu, a wisienką na torcie była wrześniowa wygrana 5-3 z Rigą FC na jej stadionie. Na uwagę zasługuje także młody zespół, który okazał się konkurencyjny oraz niewielka liczba obcokrajowców w kadrze. Bardzo symboliczne było też jedno ze starć z BFC Daugavpils. Naprzeciw siebie stanęli dwaj wiekowi weterani: 40 letni Valērijs Redjko z Jełgawy oraz 41-letni Valērijs Afanasjevs z BFC. Poza tym Jełgawa bazuje głównie na młodych wychowankach i ta strategia wypaliła.
7. BFC Dyneburg (36 punktów)

W przypadku zespołu z Łatgalii najlepszym określeniem będzie „wynik na miarę możliwości”. BFC to od wielu lat stabilny zespół Virslīgi, jednakże plasuje się w dolnej części tabeli. Oczywiście w trakcie sezonu było wiele momentów zwątpienia, szczególnie na początku rozgrywek kiedy zawodnicy z Dyneburga mieli problemy ze zdobywaniem punktów. Utrzymanie udało wywalczyć się dość późno bo w przedostatniej serii gier. Wygrana 2-1 z FK Lipawą kosztowała rywali odpadnięcie z wyścigu o ostatnie miejsce premiowane awansem do Europy.
Nie można powiedzieć też, że był to przesadnie udany sezon. Okresy marzec-połowa maja oraz koniec lipca-początek września w klubie najchętniej wyrzuconoby z pamięci bo kojarzą się z niezbyt dobrymi wynikami. Warto jednak wspomnieć o dwóch pozytywnych akcentach. Pierwszym z nich jest ściągnięcie na Łotwę Jaroslava Harušťáka, który okazał się jednym z najlepszych jeśli nie najlepszym piłkarzem zespołu. Już latem ściągnął na siebie uwagę lepszych klubów z regionu państw bałtyckich, ale jak tłumaczył w rozmowie z Bałtyckim futbolem nie chciał uciekać z klubu, który dał mu szansę. Został więc do końca lecz zimą należy spodziewać się zmian. Drugim graczem, któremu należy się w tym miejscu wzmianka jest wspomniany przy okazji FS Jełgawy Valērijs Afanasjevs, który zapisał się złotymi zgłoskami w historii łotewskiej piłki. 41-latek pobił bowiem we wrześniu wieloletni rekord meczów w Virslīdze, który wynosił 473 spotkania i należał do Igorsa Korabļovsa. Jeżeli Afanasjevs będzie grał także w przyszłym roku to bariera 500 gier wydaje się realna do pokonania.
8. FK Tukums (35 punktów)

Wynik ani dobry, ani zły. FK Tukums według przedsezonowych przewidywań był jedną ze słabszych zespołów w lidze, zatem z jednej strony nie dziwi obecność drużyny w okolicy strefy spadkowej. Z drugiej – zadanie główne jakim było bezpośrednie utrzymanie zostało wykonane, a to liczy się najbardziej. Na pewno w Tukums muszą popracować nad defensywą. Strata 83 goli w 36 meczach jest wynikiem bardzo złym, gorsza pod tym względem była tylko Super Nova. Porażki 1-7 i 0-7 z RFS-em, 0-6 z Rigą FC oraz Valmierą to najbardziej negatywne momenty sezonu.
Przy tym wszystkim należy podkreślić odejścia 2 ważnych piłkarzy. Latem do Bułgarii udał się wypożyczony z RFS-u 19-letni Litwin Faustas Steponavičius, który w Tukums radził sobie na tyle dobrze, że doczekał się pierwszego powołania do reprezentacji. RFS ściągnął do siebie z wypożyczenia także golkipera Sergejsa Vilkovsa, który był numerem 1 w bramce Tukums. Na pewno wywołało to nieco roszad w składzie, jednak wciąż mówimy o zespole który walczył o utrzymanie. Cel główny udało się wykonać, ale wciąż jest nad czym pracować.
9. FS Metta (33 punkty)

Metta kolejny rok zagra w barażu o utrzymanie, zatem można rzec, że „tradycji stało się zadość”. Niemniej dla wszystkich w klubie nie jest to raczej zadowalający rezultat zważywszy na to, że do bezpośredniego utrzymania zabrakło niewiele. Co ciekawe, Metta w barażu o utrzymanie musiałaby rywalizować z wicemistrzem drugiego poziomu rozgrywek, a dokładniej z następną uprawnioną do tego drużyną (rezerwy Rigi FC, które mogą zająć jeszcze 1. lub 2. miejsce nie mają prawa awansować), czyli z założonym przez siebie klubem farmeskim Skanstes SK. Jak czytamy na stronie Metty, Skanstes to zaprzyjaźniona drużyna, która oferuje studentom oraz uczniom szkoły średniej grę w piłkę z perspektywą przebicia się do Metty. Trener Andris Riherts zapowiadał jednak, że obydwie drużyny z przyczyn ekonomicznych do starcia nie przystąpią, a to wiązać się będzie z karą od federacji.
Wracając do samej Metty to zgubił ją pech. Do wyprzedzenia Tukums zabrakło ledwie 2 punktów. Niestety rezultaty osiągane przez klub to cena bazowania na wychowankach swojej szkółki, lokalnych młodych zawodnikach. Biorąc jednak pod uwagę wynik chociażby Jełgawy, Metta powodów do zadowolenia nie ma. Z tego sezonu dało się wycisnąć więcej.
10. Super Nova Salaspils (14 punktów)

Całkowity outsider, najsłabsza drużyna, cień siebie z poprzedniego sezonu. Tu nie ma nad czym się rozwodzić. Super Nova zawiodła na całej linii, ale nic dziwnego. Praktycznie przez cały sezon morale piłkarzy skutecznie były podkopywane przez problemy pozasportowe, to nie miało prawa się udać. Jednym z niewielu pozytywów jest bardzo dobra postawa Jevgenijsa Miņinsa, który strzelił dla Super Novy aż 10 z 25 goli. Już wcześniej dogadał się z RFS-em, ale ustalono że sezon dogra w Super Novie. Na plus także sensacyjny remis 1-1 z Rigą (i wyrównujący gol po opisanej przy okazji Rigi sytuacji z faule na bramkarzu), który walnie przyczynił się do utraty tytułu przez Rigę.
Awans: Grobiņas SC.
Baraż o utrzymanie: Metta – Skanste, nie wiadomo jednak czy się odbędzie.
Spadek: Na ten moment ogromna niewiadoma. Ponoć od 2-3 miesięcy w gabinetach federacji krąży pomysł o powiększeniu Virslīgi do 12 drużyn w roku 2024. Tę wersję potwierdził Bałtyckiemu futbolowi jeden z piłkarzy. Taki scenariusz oznacza, że Super Nova najpewniej zachowa swoje miejsce i nie spadnie nikt.
Europejskie puchary: RFS (el. do Ligi Mistrzów), Riga FC, FK Auda, Valmiera FC (el. do Ligi Konferencji).
fot. RFS







