W pamięci kibiców zielono-białych wciąż pozostają sukcesy jakie polski trener odnosił z zespołem Żalgirisu w latach 2012-2014. Przez ten czas pod wodzą polskiego szkoleniowca drużyna 2 razy zdobyła mistrzostwo Litwy, trzy razy puchar i raz superpuchar. Teraz po kilku latach sytuacja wicemistrza Litwy jest zgoła inna – klub drugi rok z rzędu przegrywa z Sūduvą Mariampolė wyścig o mistrzostwo i ciężko mu znaleźć sposób na rywala. To jednak nie jest jedyna bolączka, a Polak który podpisał roczną umowę, w Wilnie będzie miał trochę rzeczy do poukładania.
Pierwszym wyzwaniem jest oczywiście próba przerwania dwuletniej już dominacji zespołu z Mariampola. Kibice Żalgirisu to najprężniej działająca tego typu grupa na Litwie, więc i oczekiwania względem drużyny są nieco większe niż ma to miejsce w innych klubach. Piłkarze z Wilna przyzwyczaili Litwę do swoich wygranych w lidze rozpoczynając swoją serię w 2013 roku, a w 2016 kończąc, wygrywając rozgrywki ligowe 4 razy z rzędu. W 2017 triumfowała Sūduva wyjaśniając kwestię zwycięstwa w turnieju wygraną z Żalgirisem w bezpośrednim meczu. Teraz Marek Zub musi poszukać rozwiązania jak zmotywować piłkarzy do odzyskania tytułu. Zadanie nie będzie łatwe, gdyż rywal z Mariampola zbroi się, a na dodatek w ostatnich 2 latach dwukrotnie zaszedł do fazy play-off Ligi Europejskiej.
Za inną bolączkę Żalgirisu można uznać odejście tej zimy bardzo ważnych piłkarzy. Z klubem pożegnali się bramkarz Džiugas Bartkus (za 150 tys. euro odszedł do izraelskiego Ironi Kiryat Shmona), obrońca Linas Klimavičius (Dinamo Bukareszt), słowacki napastnik Tomáš Malec, austriacko-słowacki ofensywny pomocnik Tomáš Šimkovič i Chorwat Slavko Blagojević (wszyscy RFS Ryga), francuski ofensywny pomocnik Jérémy Manzorro (Irtysz Pawłodar) czy wreszcie senegalski obrońca Mamadou Mbodj (Neftczi Baku). Dobrze grającego w bramce Bartkusa zastąpiono już wypożyczonym z Juventusu Rumunem Laurentiu Branescu, ciekawie wygląda też nowy nabytek z Hiszpanii – pomocnik Cristian Portilla, który ostatnio grał dla kanadyjskiego Ottawa Fury FC. 7-8 lat temu występował jeszcze w Sportingu Gijon czy Arisie Saloniki. Tej zimy Żalgiris Wilno zasilił również inny środkowy pomocnik rodem z Hiszpanii – Victor Perez, były gracz Wisły Kraków, który przybył do Wilna z wolnego kontraktu po ponad półrocznym rozbracie z piłką (w lipcu 2018 rozwiązał kontrakt z hinduskim Bengaluru). Nie wiadomo czy to koniec wzmocnień wicemistrza A Lygi, czy trener Marek Zub będzie mógł jednak mieć jeszcze głos ws. transferów. Jeżeli tak, to może pokusiłby się o ponowne ściągnięcie któregoś z polskich piłkarzy do swojej drużyny?
Kolejne wyzwanie to europejskie puchary. Największym marzeniem Litwinów na tym polu jest wejście którejkolwiek z drużyn do fazy grupowej europejskich pucharów. Za poprzedniej kadencji polskiego trenera, Żalgiris dość niespodziewanie wyrzucił za pucharową burtę Lecha Poznań w LE. W zeszłym roku stołeczny zespół ograł po wyrównanych dwumeczach farerski KÍ Klaksvík (2-1, 1-1) oraz reprezentanta Liechtensteinu FC Vaduz (1-0, 1-1). W trzeciej rundzie eliminacyjnej litewski zespół rozbiła Sevilla (0-1, 0-5), ale Żalgiris pozostawił po sobie dobre wrażenie. Tegorocznego lata apetyty mogą być nieco większe niż przejście tylko jednego rywala (z reguły mniej renomowanego) w pierwszej rundzie eliminacji.
Jak widać Zub będzie miał w Wilnie co robić. Przejął zespół w dość nietypowym momencie, bo w środku przygotowań do sezonu, jego poprzednik Valdas Urbonas poprowadzi reprezentację Litwy, do objęcia której Marek Zub był jednym z kandydatów. Zgranie zespołu i ewentualne wzmocnienie, próba odebrania tytułu i pokazania się w Europie – to główne cele i zadania czekające na Polaka w Wilnie. Jest nad czym pracować, dziś w białoruskim Grodnie Żalgiris przegrał z tamtejszym Niemanem 0-2. Jednak sam zainteresowany czuje się w stolicy świetnie, na swojej pierwszej konferencji Polak powiedział, że „czuje się jakby wracał do domu po długiej podróży”. Panu Markowi życzę więc powodzenia, i na pewno będę przyglądał się efektom jego pracy w Wilnie. Sami kibice także zdają się być zadowoleni, że ich klub ponownie poprowadzi człowiek, który osiągał z nim już duże sukcesy i na krajowym podwórku zdobył wszystko co mógł. Brakuje zatem już tylko osiągnięć w Europie czego panu Markowi i sobie z całego serca życzę.
fot. delfi.lt







