Dlaczego to nie działa? Przyczyny klęsk Łotwy

Przeszło dekadę temu, przed MŚ 2010 gdy Łotwa zanotowała swój ostatni udany występ w kwalifikacjach do wspomnianego czempionatu, chyba nikt nie pomyślałby, że uczestnik Euro 2004 obecnie będzie męczyć się z Andorą, Maltą czy Wyspami Owczymi. Co poszło nie tak przez ostatnie kilkanaście lat?

1. Niewykorzystany impuls

Co może stanowić lepszą okazję do promocji futbolu w niepiłkarskim kraju niż premierowy awans do fazy pucharowej wielkiego turnieju jakim są mistrzostwa Europy? Dla Łotwy pod tym względem korzystniejszej sytuacji niż ich wyczyn 16 lat temu nie było. Niestety nie poczyniono żadnych większych inwestycji, kilka lat później w krajowej lidze kwitła korupcja, a ludzi nie udało się w dalszej perspektywie nakręcić na piłkę nożną. Owszem, na meczach Rigi FC w europejskich pucharach udało się zgromadzić przyzwoitą frekwencję, tak samo jak na derbach z RFS-em. To były chwile aby poczuć namiastkę prawdziwej piłkarskiej atmosfery, ale momenty gdy piłka przejmuje pałeczkę lidera wśród popularności nie mają charakteru cyklicznego, wszystko dzieje się nieregularnie. Koszykówka czy hokej na lodzie nie mają problemów aby zaraz po europejskich pucharach przechwycić z powrotem miana najpopularniejszego sportu w kraju. Do dziś chyba nie ma pomysłu jak sprawić, aby futbol tkwił w świadomości przeciętnego Łotysza na nieco dłużej niż kilka tygodni.

2. Brak rozwoju

Sukces Łotwy z 2004 roku nie może być stale uzasadniany złotym pokoleniem, w większości „wyprodukowanym” przez Skonto Ryga. Owszem, tamci piłkarze prezentowali wysoki poziom, w końcu nie bez powodu wywalczyli promocję do Portugalii, nawet jeśli nie zabrakło przy tym uśmiechu od losu (np. wygrana w eliminacjach z San Marino po golu w samej końcówce). Piłka nożna to sport który nie stoi w miejscu, on nieustannie ewoluuje i rozwija się. Gdy Igors Stepanovs przechodził do Arsenalu Londyn, jego grę wcześniej na własne oczy obserwował Arsene Wenger samemu fatygując się do Rygi. Dziś raczej czegoś takiego byśmy nie uświadczyli. I tak jak w innych państwach piłka nożna rozwijała się, tak na Łotwie czas stanął w miejscu…

3. Wewnętrzne problemy

Sytuacja finansowo-organizacyjna w łotewskim związku piłki nożnej od bardzo długiego czasu pozostawia wiele do życzenia. Gdy w kwietniu 2018 roku Kaspars Gorkšs przejmował stanowisko prezydenta LFF, było jasne że jego wieloletni poprzednik Guntis Indriksons nie zostawił mu łatwego gruntu. Byłego piłkarza m.in. Queens Park Rangers przerósł chyba brak doświadczenia w prowadzeniu takiej instytucji, przez co dział księgowości praktycznie nie istniał, do funkcji sekretarza generalnego przymierzano człowieka bez doświadczenia w piłce, a sam Gorkšs nie znalazł lojalnych członków federacji. Ba, wielokrotnie dołki pod nim kopał obecny prezydent związku, Vadims Ļašenko. (Link 1, Link 2, Link 3, Link 4) W rezultacie wewnątrz krajowego związku wciąż jest wiele do poprawy, co więcej, w zeszłym roku w opracowywaniu statutu LFF pomagała UEFA. To chyba wiele mówi. Na niekorzyść działa fakt, że cała federacja to zamknięty, hermetyczny krąg, niechętny na bliższą obecność kogokolwiek z zewnątrz. Ktoś bez kontaktów raczej nie ma co liczyć na zbyt wielką przychylność.

4. Niepewny trener

W wyniku zmian w federacji i rozpoczęcia procedury cięcia kosztów, na początku 2020 roku w mało elegancki sposób (przez SMS) zwolniono Słoweńca Slavišę Stojanovicia, który pod koniec swojej pracy chyba powoli zaczął odnajdywać jakiś pomysł na drużynę. Przeszkodą nie do przejścia okazały się jego zarobki (14 tysięcy euro miesięcznie), więc postawiono na krajowy, i tańszy wariant – nowym opiekunem narodowej kadry został dotychczasowy szkoleniowiec reprezentacji U21 Dainis Kazakevičs. Człowiek bez większych sukcesów, ponadto niejednokrotnie można było się natknąć na pogłoski, że nie był nawet w stanie zbudować autorytetu w młodzieżówce. Również i pod względem organizacji sportowej nie było tam zbyt kolorowo. Czy taki człowiek idąc logicznym tokiem myślenia ma szansę znienacka podnieść Łotwę z kolan? Nie. Niemniej jednak to dopiero początek pracy Kazakevičsa z zespołem narodowym i należy jeszcze poczekać z szerszą oceną, chociaż remisy z Andorą i Maltą nie zwiastują raczej niczego dobrego. Co ciekawe: w sztabie szkoleniowym widnieją takie nazwiska jak Marians Pahars czy Jānis Intenbergs, co oznacza, że ich przełożonym jest osoba z mniejszym doświadczeniem i zasługami.

5. Coś musi przeskoczyć w głowach

Odwołując się do słynnych chyba już słów o Piotrze Zielińskim przechodzimy do punktu 5. W zasadzie ciężko jest scharakteryzować czemu na kadrze zawodnicy grający w lepszych klubach i ligach niż rywale z Andory czy Malty mają problemy z osiągnięciem dobrych rezultatów, a często nawet z zaprezentowaniem akceptowalnego poziomu gry. Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego w głowach łotewskich zawodników siedzą poprzednie niepowodzenia i desperacka chęć poprawy. Myślę, że dlatego sfrustrowany Vladislavs Gutkovskis uderzył faulującego go zawodnika Andory (swoją drogą ci nie stronią od prowokacyjnych zagrań), nie mogąc znieść faktu, że Łotwa kolejny raz nie daje rady pokonać Andory. Tak przynajmniej mi się wydaje, bo sam „Gutek” wie najlepiej czemu stracił panowanie nad sobą. To co dzieje się z łotewską kadrą jest dużym wyzwaniem i zarazem ciekawym tematem dla każdego psychologa sportowego. Wiadomym jest, że w mentalności każdego zawodnika zakorzeniona jest chęć wygrywania, a niestety w reprezentacji Łotwy nie da się tego zrealizować. Tutaj na gwałt potrzebny jest ktoś, kto poprzestawia coś Łotyszom w głowach.

6. Co jeszcze musi się zdarzyć?

Wszystkie opisane wyżej kwestie nadal nie są impulsem do wywrócenia do góry nogami sytuacji w związku. Wciąż nie ma wyraźnego sygnału o wzięciu się na poważnie do pracy aby za kilkanaście lat widzieć inną Łotwę. Nowy prezydent federacji na Twitterze pisał: „Wierzymy, mamy nadzieję, czekamy”. Ale ile można wierzyć i czekać na coś, co praktycznie nie różni się niczym od tego co było? Czy zatrudnianie trenera o mniejszych kwalifikacjach na podstawie koneksji w związku jest zaczynaniem wszystkiego od nowa? Nie, to dalej granie tej samej melodii przynoszącej kiepskie rezultaty nawet z najsłabszymi drużynami kontynentu. Pytam zatem jeszcze raz: co musi się stać aby puściły wszelkie układy i układziki, a zaczęło się solidne wzięcie za siebie?

7. Najmniejszym pod górkę

Jak wiadomo, cała piramida zaczyna się pod podstawy, bez której czubek nie miałby prawa istnieć. Łotewska 3. līga będąca czwartym, ostatnim poziomem ligowym w kraju, to jedyne rozgrywki,  w których należy płacić za uczestnictwo. Kwota startowa to pewien procent średniej krajowej na Łotwie (ok. 860 euro). W zależności od regionu (w Rydze najdrożej) za samą możliwość wystartowania należy zapłacić w przedziale 4-6 tysięcy złotych! W Polsce w III lidze mówimy o zaledwie 2 tysiącach, przy zaznaczeniu, że PZPN w bieżącym sezonie ze względu na wiadomą sytuację całkowicie zniósł opłaty. Na Łotwie również nabrali nieco refleksji, ale koszty zmniejszono jedynie częściowo. Jeżeli przez tak horrendalne opłaty zabija się pasję u czystych amatorów, to jak ma to wszystko wyżej dobrze funkcjonować?

 

Share on facebook
Share on twitter

Tagi:

Logowanie