Gdy Dainis Kazakevičs przejmował łotewską kadrę jako następca Słoweńca Slavišy Stojanovicia nie brakowało głosów krytyki i zwątpienia. W końcu mowa o człowieku bez większych osiągnięć: do jego jedynych sukcesów należał awans z FK Jelgavą do Virslīgi oraz wygrana z Belgią U21. Dziś mogę powiedzieć, że ten wybór się broni.
Dainis Kazakevičs urodził się 30. marca 1981 na południu Łotwy, w Bausce. To pierwsze większe miasteczko, które ujrzycie po przekroczeniu granicy z Litwą jadąc od Poniewieża, a jednym z jego miast partnerskich jest nasz polski Rypin. Cała amatorska kariera piłkarska Kazakevičsa, oraz ta zawodowa trenerska, rozpoczęły się jednak ok. 50 kilometrów na północny wschód od Bauski, w mieście Jelgava. Tam w latach 1990-1998 grał w młodzieżowych drużynach zespołu Jelgavas BJSS w juniorskich mistrzostwach Łotwy,a w 2001 roku zaczął trenować inny klub z tego miasta – Viola. W 2009 roku udało mu się wspiąć z FK Jelgavą na poziom zawodowy wywalczając awans na najwyższy poziom rozgrywek, a rok później zdobył z klubem puchar Łotwy. W 2013 roku został mianowany selekcjonerem reprezentacji narodowej U21. Funkcję tę piastował do 2020 roku gdy został mianowany nowym trenerem seniorskiej reprezentacji.

Krytyka
Początków Kazakevičs łatwych nie miał. Sam nie byłem zwolennikiem tego wyboru, wydawał mi się co najmniej dziwny, co z góry nastawiało mnie negatywnie. No ale nie byłem przecież jedyny. Na dzień dobry 40-latek musiał zmierzyć się z dużymi kontrowersjami związanymi z wyborem akurat jego osoby. Nie brakowało głosów, że posadę zawdzięcza swoim kontaktom w federacji, oraz że nie będzie w stanie wyciągnąć drużyny narodowej z marazmu. Za kulisami krążyły wiadomości, że w reprezentacji U21 nie był w stanie zbudować autorytetu w oczach młodych piłkarzy, którzy nie traktowali go poważnie. Sytuację bardzo szybko zaogniło 5 pierwszych spotkań narodowej kadry pod wodzą Kazakevičsa. Rezultaty przeciwko najsłabszym reprezentacjom kontynentu w Lidze Narodów wywoływały wściekłość wśród kibiców, a towarzyski remis 1-1 z Czarnogórą nie miał tak naprawdę żadnego znaczenia w obliczu choćby porażki w doliczonym czasie gry z Maltą.

Doszło więc do tego, że meczem mogącym przesądzić o dalszych losach trenera był… listopadowy sparing z San Marino! Po koszmarnych początkach współpracy z nowym trenerem zwycięstwo nawet z takim rywalem przestało być oczywiste. Łotysze wygrali jednak 3-0, a potem w i tak przegranej już Lidze Narodów ponownie zremisowali z Wyspami Owczymi oraz rozbili Andorę 5-0. Coś drgnęło, ale poważniejszy test miał dopiero nadejść.
Oczekiwania z kosmosu
Dużo ważniejszym turniejem były bez wątpienia trwające wciąż eliminacje do Mistrzostw Świata 2022. Również przed nimi Kazakevičs nie był odbierany jako odpowiedni dla kadry trener, moich wątpliwości także nie rozwiał, zwłaszcza że gdzieś z tyłu głowy siedziały mi znalezione w łotewskojęzycznych internetowych dyskusjach informacje, że selekcjoner ma dużo większą władzę w krajowej piłce niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jego rola miała ograniczać się nie tylko do prowadzenia narodowej kadry, ale także zarządzania przepływem gotówki z federacji do beneficjentów (dotacje, wsparcie na infrastrukturę itp.). Ile w tym prawdy – ciężko stwierdzić, ale wszystko to zebrane w całość nie budowało pozytywnego wizerunku trenera.
Początek eliminacji nie nastroił optymizmem, a dodatkowo Kazakevičs jakby wbrew pogłoskom o swoich wpływach otrzymał od federacji zadanie z typu mission impossible – zająć przynajmniej czwarte miejsce w grupie. Gdy przeczytałem o tym pierwszy raz to miałem wrażenie, że przygoda obecnego selekcjonera z narodową kadrą zakończy się po tym cyklu eliminacyjnym, jeżeli nawet nie w jego trakcie. Zaczęło się w końcu od porażki 1-2 z Czarnogórą, z którą teoretycznie najłatwiej byłoby stoczyć bój o te czwarte miejsce, bo Holandia, Norwegia i Turcja to wyższa półka. Potem doszła porażka 0-2 w słabym stylu z Holandią, cudów nie spodziewał się chyba nikt.
Głowy w górze
Dziś reprezentacja Łotwy znajduje się w innym miejscu, miejscu w którym nie przypuszczałbym, że może być. Eliminacje zaczęły się kiepsko, Kazakevičs w żaden sposób nie poprawił swojej opinii. Gdy udało się zrobić coś dobrze, to od razu te pozytywne wrażenie było zacierane czymś złym. Na przykład śmiało można tak nazwać remis 3-3 z Turcją w marcu 2021, a potem na początku czerwca wygrana 3-1 z Litwą na inaugurację Pucharu Bałtyku. Wszystko to na nic, bo chwilę później po reprezentacji Łotwy niczym walec przejechały się Niemcy wygrywając tuż przed Euro 7-1, a wspomniany wcześniej Puchar Bałtyku trafia w ręce Estonii, która w bezpośrednim meczu wygrywa 2-1. Nawet gdy złą tendencję udaje się przełamać, to i tak na bardzo krótką chwilę. Coś się dzieje, Kazakevičs zdobywa w ręce argumenty na swoją obronę, ale potem przelewają się one niczym przez sito.
Wrześniowe i październikowe występy w eliminacjach do mundialu póki co Kazakevičs twardo trzyma w garści. Wreszcie udało przełamać się klątwę Gibraltaru i wygrać 3-1, choć nie obyło się bez nerwów. Z Norwegią cudów nikt się nie spodziewał, porażka 0-2 jest względnie dobrym rezultatem, bo nie rozwiązał się worek z bramkami. W ostatnim wrześniowym pojedynku udało zainkasować się punkt przeciwko Czarnogórze. Rezultat 0-0 może i był lepszy niż styl gry, ale o stylu mało kto potem pamięta (no chyba, że mówimy o czymś na miarę zwycięskiej ręki Jana Furtoka z San Marino), a wynik idzie w świat. No i wreszcie październikowe spotkania – majstersztyk! Zarówno przeciwko Holandii (0-1) oraz Turcji (1-2) zabrakło chyba tylko szczęścia. Ekipa Oranje pod koniec spotkania przeżyła chwilę nerwów gdy kluczowe uderzenia z bliskiej odległości blokowali obrońcy, z kolei do Turków uśmiechnął się los w postaci arbitra, który przedłużył spotkanie do 99 minut mimo doliczonych 4, i w 98. po interwencji VAR przyznał Turkom rzut karny. Była to sytuacja typu „jeden arbiter by gwizdnął, drugi nie”, ale zabrakło konsekwencji w decyzjach, gdyż w pierwszej połowie Łotyszom na tej samej zasadzie także należała się jedenastka. Przy większej dawce szczęścia Łotwa miałaby w swoim dorobku dwa oczka więcej. Także i styl gry reprezentacji uległ poprawie, kibice mieli czym się ekscytować. Warto też dodać, że w spotkaniach z Holandią i Turcją Kazakevičs miał duże osłabienia kadrowe związane z kontuzjami, co jeszcze bardziej podkreśla, że Łotwa poczyniła postęp w grze. Tę opinię widać zresztą w komentarzach łotewskich czy nawet i polskich kibiców!
Męska decyzja
W tym miejscu odłóżmy już na bok sportowe osiągnięcia reprezentacji Łotwy pod wodzą Kazakevičsa, która w 19 spotkaniach 4 razy wygrywała, 7 remisowała, a 8 schodziła pokonana (bramki 25:28). Póki co w bieżących eliminacjach najwyższą porażką jest wynik 0-2 (!) z Holandią i Turcją, a bez wątpienia taki układ większość kibiców przed rozpoczęciem całego cyklu wzięła by pewnie w ciemno. Skupmy się na innej kwestii, która u 40-letniego szkoleniowca kulała wcześniej – autorytet.
Niedawno w reprezentacji zrobiło się małe zamieszanie z udziałem piłkarza Borussii II Dortmund, Čebrailsa Makreckisa, który odrzucił powołanie do reprezentacji U21. Z tego też względu Kazakevičs ogłosił, że 21-latek nie będzie brany pod uwagę przy powołaniach do seniorskiej reprezentacji. Jestem zdania, że w tej sytuacji obydwie strony są w stanie wybronić się ze swoich decyzji, choć w mojej prywatnej wadze szala przeważa na korzyść trenera Łotwy. Makreckis oczywiście pokazał, że jego ambicje sięgają wyżej niż gra w młodzieżowej kadrze, ale póki co nie jest to zawodnik, który jest niezbędny łotewskiej kadrze. W rezerwach Borussii 21-letni napastnik jest zaledwie rezerwowym i raczej nie zapowiada się aby zrobił karierę na miarę Artjomsa Rudņevsa, czyli uproszczając – nie ma raczej materiału na zbawcę łotewskiej piłki. Kazakevičs dużo większy problem miałby gdyby zbuntował mu się na przykład Vladislavs Gutkovskis czy Roberts Uldriķis. Odtrącając Makreckisa na boczny tor selekcjoner jasno wyznaczył granicę, której przekraczać nie wolno. Być może też zabrakło zwykłego nakreślenia jasnej wizji rozwoju zawodnika w reprezentacji, ale nawet w takim przypadku koronnym argumentem może pozostać fakt, że reprezentowanie kraju na jakimkolwiek szczeblu nie jest koncertem życzeń, tylko przywilejem. Kazakevičs wreszcie „pokazał jaja”, dał do zrozumienia kto tu rządzi i ustala zasady. Możliwe jest, że Makreckis za jego kadencji nie zagra, możliwe, że jednak dostanie kolejną szansę. To już będzie oczywiście wybór trenera.
***
Trener Kazakevičs zbawcą łotewskiego futbolu raczej nie będzie, bo plan zbawienia musiałby zakładać ciągłe zmiany ku lepszemu rozłożone na okres 10-15 lat. Nie można go też jednak nazwać „sabotażystą” czy traktować pogardliwie, bo póki co broni się wynikami. Planu federacji nie zrealizuje, ale podobne założenia były przedstawiane także i niektórym poprzednim trenerom, więc być może należy traktować te czwarte miejsce nieco z przymrużeniem oka. Póki co – trenerze, zwracam honor. Nie wierzyłem, że ta kadra będzie w stanie postawić się Holandii czy walczyć do samego końca z Turcją, przegrywając z nią przez tzw. „siłę wyższą”. Nie sądziłem, że obędzie się bez lania od faworytów, jak ma to miejsce w przypadku choćby Litwy. Oby tak dalej! Oby te i kolejne argumenty nie wypadały już z rąk!
obrazek wyróżniający: M. Jankovskis/Sportacentrs








