To był już trzeci sezon bez wielkiego Skonto. W związku z tym postanowiłem zapytać 2 byłych zawodników tego klubu jak wspominają dawne czasy. Oto efekt! Anegdoty, różne historie i miejsca, ale jeden klub – Skonto Ryga.
Renārs Rode (wychowanek Skonto, 139 meczów i 13 bramek)

Miły moment był z Zurabem Menteszaszwilim (gruziński piłkarz Skonto w latach 1999-2006). Kiedy trenowałem jeszcze w drużynach juniorskich biegłem w domu, w którym wówczas była także szatnia pierwszego zespołu. Pobiegłem do łazienki aby ugasić pragnienie wodą z kranu. Zurab to zobaczył, i od razu powiedział że nie powinno się pić takiej wody. W małej kawiarence kupił kilka butelek wody mineralnej. To było bardzo miłe, i nadal fajnie się to wspomina.
W 2012 roku, w jednym ze spotkań, bramkarz Germans Māliņš wymachiwał pięściami (tu: pobił się z innym graczem) i otrzymał miesięczną dyskwalifikację. W tamtym momencie mieliśmy tylko dwóch bramkarzy – „Gerę” (wspomniany Germans Māliņš) i Oskarsa Darģisa. No i przez ten miesiąc został sam. I wówczas nawet Oskarsowi przydarzyły się problemy ze zdrowiem. Następnie na jednym z treningów kiedy biegaliśmy wokół boiska trener zapytał mnie, czy nie zechciałbym stanąć w bramce. Potem jednak przyszedł szkoleniowiec bramkarzy, i powiedział że znaleziono zastępstwo (śmiech). Tak więc w czasie gdy zdyskwalifikowano Gerę usiadłem na ławce rezerwowych w bluzie bramkarza i rękawicach. Na szczęście mnie nie wypróbowano (śmiech). No a o zaległościach w wypłatach i nieopłaconej operacji pewnie wiesz?
– Nie, nie słyszałem. Nie znam szczegółów („Bałtycki futbol”)
Nie mówmy o tym ile zalegał klub, ale czasami bywało tak, że chłopaki jeździli „na gapę” transportem miejskim albo korzystali z rowerów. Ja sam po dłuższym okresie bez wypłaty musiałem przejść operację. Tydzień przed zabiegiem wszystko było uzgodnione z klubem ws. płatności. Gdy zostały 2-3 dni nagle nie było kontaktu, do nikogo nie mogłem się dodzwonić. Dzień przed operacją musiałem iść do przyjaciół i pożyczyć pieniądze, abym mógł zostać zoperowany. To było w 2012 roku…
Tak naprawdę nie było łatwo przypomnieć sobie to wszystko. Zdecydowanie wiele już pozapominałem (śmiech).
Emīls Jānis Pētersons (Wychowanek akademii Skonto, były piłkarz klubu)


Ten budynek był moim drugim domem, i myślę że spędziłem tam nawet więcej czasu niż u siebie. Znajduje się on na wzgórzu, z którego widać prawie wszystkie boiska do piłki nożnej. W tym domu były szatnie, w których wszyscy zbierali się przed treningami i meczami, na pierwszym piętrze znajdował się gabinet dyrektora Laizānsa, jego biuro, oraz sala konferencyjna. W niej razem z trenerem omawialiśmy teorię związaną z taktyką, oglądaliśmy mecze itd. Bardzo dobre wspomnienia. Na parterze był też pokój psychologa sportowego. Była pani dyżurna, która zwracała nam uwagę, że nie można grać w piłkę w środku budynku. Pamiętam, że ta woźna sprzedawała nam lody, zamrażarka była ich pełna. Wcześniej wspominałem, że mieliśmy latem dzienny „obóz”, gdy przychodziliśmy do klubu rano, mieliśmy 3 treningi, i wracaliśmy do domu wieczorem. W ciągu dnia jedliśmy wtedy bardzo dużo lodów (śmiech).
Dla nas, w JFC Skonto (młodzieżowy klub, akademia), największe derby były przeciwko Metalurgsowi Lipawa, oraz ze szkółką piłkarską Šitika (obecna akademia Rigi FC). W Finlandii naszym głównym rywalem był HJK Helsinki. Nigdy z nimi nie przegraliśmy, ale zawsze mieliśmy blisko by ze sobą grać i mieliśmy w sobie jakąś nienawiść, jedni do drugich. Było ciekawie.
Dużo podróżowaliśmy, jeździliśmy na zagraniczne turnieje. Byliśmy co najmniej 3 razy w Niemczech, Francji, parę razy w Finlandii i Szewcji, po 2 na Słowacji, Litwie i w Estonii, jeden turniej miał miejsce w rosyjskim Kazaniu. Doskonale pamiętam jak pokonaliśmy drużynę około 10-latków z Borussii Dortmund wynikiem 3-1, zdobyłem swoją najpiękniejszą bramkę w życiu. Jednego razu na zawodach w Niemczech zdobyliśmy pierwsze miejsce! To były super wspomnienia, a finał oglądało nadzwyczajnie dużo ludzi.
Mieliśmy bardzo wyczerpujące obozy treningowe. W Valce, Roji, potem kilka lat z rzędu w Engure. No ale po takim wysiłku miałeś wrażenie, że możesz zrobić z piłką wszystko.
W tamtych czasach wszystko było bardzo spójne, wiele imprez poza piłkarskich odbywało się z inicjatywy rodziców, którzy byli ze sobą bardzo zgodni. W moim domu gdy mieszkaliśmy jeszcze na wsi dwukrotnie odbywał się wielki zjazd. Teraz takich rzeczy już nie widać, rodzice coraz częściej nie przychodzą na mecze dzieci, nawet w soboty i niedziele. Często widzę gdy dzieci grają jakieś spotkanie, a matki ani ojca na nim nie ma, przyjeżdżają dopiero aby odebrać swoją pociechę. Teraz coś takiego widziałem tylko w Brazylii. Tam gdy dzieci mają turniej, to przychodzą na niego wszyscy – rodzice, siostry, bracia, kuzyni, wujkowie, ciotki itd. Po meczach wszyscy, razem z trenerem, idą gdzieś coś zjeść, napić się jakiegoś piwa. To jest super.
fot. Facebook Skonto Football Club







